Sir George Srogi
Bramy otwarte macie? Saracenów się nie obawiacie? Ponoć w tych stronach nie trudno o walki.
Wersja do druku
Sir George Srogi
Bramy otwarte macie? Saracenów się nie obawiacie? Ponoć w tych stronach nie trudno o walki.
Charles de Tournemire
Spojrzał na płaszcz z naszytym zielonym krzyżem i od razu pomyślał o konstablu. Zastanawiało go czy już umarł, czy może Bóg okazał mu łaskę i jeszcze żyje, choć obawiał się, że połączył się ze śmiercią...
Spytko po łacinie
Utopili go łajdacy zatruwając tym wodę?
Katarina
Nie. Nie byliby na tyle głupi by w takich miejscach wodę z premedytacją zatruwać. Oni też z niej korzystać muszą. Ale nie ma ciała nigdzie... to dobry znak.
Charles de Tournemire
Nie przebadaliśmy jeszcze dokładnie okolicy, jeszcze nic nie wiadomo.
Surija
Ehh gdyby tylko toń wzrok mógłby przenikać, to jasność byśmy mieli, a tak śladów trzeba Nam szukać, może ten płaszcz to dobry znak
Katarina
Zsiadłą z klaczy i przyklęknęła tuż przy wodzie starając się dostrzec jakieś ślady wskazujące na to że ciało mógł tu ktoś do wody wrzucić. Po chwili zastanowienia powiedziała po łacinie.
Pustynia nie jest mi tak znana jak miejscowym, ale myślę że tu nie znajdziemy ciała. Zwróciła się do Saracena. Czy jest możliwe by sępy zaczęły już krążyć nad truchłem jeśli gdzieś ciało konstabla by leżało? Nie minęło tak wiele czasu od walki. Jeśli zwierze jednak szybko wyczuje żer to powinniśmy widzieć je gdzieś na niebie przynajmniej.
Na moje, mamy ino dwa wyjścia, i oba równie szalone. Pierwsze zdać się na łaskę pana i z jego pomocą znaleźć jeszcze ślady ludzi księcia o ile nie jest za późno już. Po nich może znajdziemy ich. A drugie, to udać się za sir Georgiem, jeśli szczęście i dobry Bóg dopomoże to dogonimy go niebawem.
Bożogrobiec miał rację i jeszcze raz przepraszam, że wstrzymywałam wcześniej, ale obawy mam czy nie jest już za późno by Pana Boemunda szukać. Trza sprawę uczciwie postawić i przyznać, że spóźniliśmy się....
Idąc za Sir Georgiem przynajmniej jego ostatnią wolę spełnić możemy.
Sir George:
Witaj panie w zamku Bethgibelin, otwarte mamy bowiem straże na basztach bacznie obserwują teren wokół i dostrzegą od razu saraceński podjazd. Ale niepokojące wieści nas dochodzą, że jakoby nasze patrole codziennie stawają do walki z przeważającym wrogiem. Wojna panie, to już otwarta wojna - odparł strażnik.
Reszta:
Przeklęty de Chatillon - wykrzyknął jeden z lazarytów. Spójrzcie, zostawił ciała swych zbrojnych i płaszcz pana de Moulins, żeby posądzić go o napaść na nich!
Kasim odparł Katarinie - spójrz wysoko w niebo, panno Katarino, nad ciała zbrojnych księcia, gdyby nie nasza obecność to już by były tuż nad nimi. I rzeczywiście, dostrzec można drapieżne ptaki w górze, które jakoby czekają na okazję.
Raczej nic nie wskazuje na to, że konstabla wrzucono do wody, bowiem nie ma ani śladów krwi wokół jeziora, ani też śladu jaki by zostawił, gdyby jego ciało przeciągali po ziemi.
Katarina
Decyzję zatem trza jaką podjąć i jej trzymać się zatem. Ja tylko sugestię dałam że pomocy już ni jak możemy dać. Ale Wy mądrzejsze głowy macie Panowie i to wasza decyzja co robić nam dalej przyjdzie. Zdrowy rozsądek ino i rozkaz Pana Boemunda każą jechać dalej, a serce chce jednak pochować go przynajmniej należycie i modlitwę zmarłemu nad grobem zmówić.
Wstała powoli i rozejrzała się w około po towarzyszach.
Surija
Patrząc na Lazarytów Ano przeklęty, ino chyba nie damy rady go dosięgnąć, a co do decyzji zdaję się na mężów znających się lepiej niźli niewiasta na wojennym rzemiośle