Robert
Twój upór jest wręcz niemożliwy,wiesz? - bardziej stwierdził niż zapytał po czym podszedł i powiedział - Ehh,podsadzę Cię - godząc się z faktem że z nim czy bez niego i tak wyląduje w siodle a tak najwyżej jej nadwyrężania ran oszczędzi.
Wersja do druku
Robert
Twój upór jest wręcz niemożliwy,wiesz? - bardziej stwierdził niż zapytał po czym podszedł i powiedział - Ehh,podsadzę Cię - godząc się z faktem że z nim czy bez niego i tak wyląduje w siodle a tak najwyżej jej nadwyrężania ran oszczędzi.
Bertrand
Spojrzał na Agnes i rzekł po cichu do Godwyna, tak że tylko on słyszał. Azaliż nie jest to ciekawa kobieta? Waleczność i odwagę mężczyzny z wdziękiem i urodą delikatną, kobiecą łączy... Jak choćby teraz, poraniona jak niejeden mąż w bitwie, a wierzchowca chce dosiadać, i urok przy tym nieziemski od niej bije... Ale co Ty tam panie wiesz, końskie rzycie jeno waszmościowi w głowie, hehehe
Robert:
Bez trudu podsadziłeś hrabinę, ta zamaszyście przerzuciła nogę przez zad konia, znajdując się po chwili w siodle, choć łatwo jej nie było. Owinęła sobie wodze wokół jednej dłoni, by nie musieć cały czas ich ściskać rannym jej wnętrzem. Dzięki mojemu uporowi mamy przy sobie zacnych świątynników i wiemy, kim jest zdrajca Robercie, no i przyznać muszę, że lubie przygody - zaśmiała się po tych słowach, potem zaś znów gdy usłyszała Godwyna (patrz wpis dla Bertranda).
Bertrand:
A wiem bardzo dużo, sam żem serce miłej Svenji zawojował pieśniami i odwagą. I widzę też, żeś panie się chyba w hrabinie de Montmirail zadurzył, czyżbym racji nie miał? Odparł Godwyn, choć ostatnie zdanie wymówił już głośno, tak że Agnes usłyszała, co doprowadziło ją do ponownego śmiechu...
Bertrand
Odwrócił się tak, żeby Agnes nie widziała jego oblicza, przyprószonego niewielkim rumieńcem, lecz tak, by wciąż móc rozmawiać z Godwynem, rzucił mu tylko groźne spojrzenie i począł do niego mówić, wciąż bardzo cicho Panie Godwynie... Musiał pan? Eh... No ale jeszcze odbiegając od tej sprawy, mam prośbę do pana. Jutro z Baldwinem z Ibelinu na śmierć walczę i chcę, żebyś się mym Guillaumem zajął jeśli skonam, a to raczej pewne, bo widziałem co Ibelin potrafi w pojedynku. Za luzaka go panie weź, czy oddaj komu, jeśli Ci wadził będzie, żona może wierzchowca sobie życzy, byle w dobre ręce trafił, dobry to koń, wyszkolony, mądry, a oddać go nie ma komu tak naprawdę, a pan sympatyczny się wydajesz... posmutniał, zniknął rumieniec z jego twarzy, Guillaume tymczasem zadarł łeb, spojrzał na Godwyna i zarżał cicho.
Bertrand:
Duńczyk wysłuchał z uwagą Twych słów, klepnął w trakcie kilka razy Twego konia po szyi, po czym przemówił - żal takiego rumaka zostawiać prawdą jest, zajmę się nim a i Svenja lubi konie, to pewno się złączą więzami przyjaźni. Ale może Ibelin Cię nie ubije...
W głosie Godwyna po raz pierwszy słyszałeś całkowitą powagę. Gdy jednak skończył mówić, Agnes usłyszawszy jego słowa podjechała bliżej i rzekła - czyżbyś mi Bertrandzie wiary nie dawał? Przecież obiecałam że z panem de Ibelinem pomówię, a zwłaszcza żem twym obiektem westchnień, to chyba winieneś mi ufać - spojrzała Ci wtem prosto w oczy swym pięknym obliczem, co sprawiło że Twa męskość od razu zareagowała... Gdy kobieta skończyła mówić, widać było iż ledwie się od śmiechu wstrzymuje.
Bertrand
Wybacz pani, sądziłem że o naszej rozmowie już zapomniałaś, gdyż tyle się dziś wydarzyło... ściszył głos Zresztą nawet nie wiem czy Twe słowo tutaj pomoże, gdyż panu Baldwinowi jeszcze czym innym podpadłem, lecz to dłuższa historia... W razie czego wolę się więc zabezpieczyć, coby po mojej śmierci problemów nie robić.
Adriano
Widząc towarzyszy na koniach i sam pobiegł by dosiąść swego wierzchowca zostawionego w stajni.
Robert
Nic już nie odpowiedział tylko pogrążył się w myślach opierając się o bok swego wierzchowca.
Nagle z sali rycerskiej wypadł sierżant posłany przez Oswalda do hrabiego Rajmunda. Krzyknął - hrabia wzywa was przed swe oblicze w sali rycerskiej! Wszyscy szlachetni kawalerowie mają przybyć!
Murwa! Ryknął Godwyn - Duncan tam czeka a hrabia jakieś narady zwołuje, ehhh... Mimo, że rozgniewany to skierował się do palatio. Takoż Agnes pognała do sali na swym koniu, za nią zaś Oswald. Wtem jeszcze raz zagrzmiał róg wojenny Szkota...
Bertrand
A może i wcześniej, w obronie fortu przed zdrajcami przyjdzie mi upaść? pomyślawszy, podążył do sali.