Anna de Loiret
Daj mi tego wina - rzekła do Alessia, zdenerwowana, nie wiedząc czy spotka jeszcze kiedyś Thilbauta...
Wersja do druku
Anna de Loiret
Daj mi tego wina - rzekła do Alessia, zdenerwowana, nie wiedząc czy spotka jeszcze kiedyś Thilbauta...
Arathena
Wstała i podeszłą do Anny... Panienko... Wiedz, że zrobiłaś dziś coś dla mnie bardzo ważnego... Narażałaś życie dla mnie i nie będzie Ci to zapomniane.... Wzięła jej rękę w swe dłonie i położyła sobie na sercu... dopóki ono bije to wiedz, że jestem Twą dłużniczką... I nie bocz się już...
Liothannea chyba gdzieś na smoku była.. jeśli się nie mylę to z pomocą smoka szybko wyśledzi nasze konie.... Jak ognia będziemy pilnować to nie zmarzniemy.... zanim warta moja się skończy to poszukam jeszcze opału coby na całą noc starczyło... No chyba, że jakaś ulewa przyjdzie to nie ma zmiłuj..... Ale bądźmy dobrej myśli..
Anna de Loiret
Nie jesteś mi nic winna - odparła z uśmiechem i przytuliła się do elfki, jej humor momentalnie się poprawił.
Arathena
Gdy Anna ja przytuliła poczuła znowu jak by ktoś w jej plecy kołek wciskał.... Zajęczała cichutko z bólu.... Oj wybacz panienko ale chyba usiąść spokojnie muszę albo rozchodzić.... Spojrzała na Alessio... Ile wina zostało? bo nic nie jedliśmy i może zaszkodzić a tu w jeziorku nie radzę się otrzeźwiać...
Anna de Loiret
Oj wybacz mi, nie chciałam ci bólu zadać, usiądź spokojnie. Szlachcianka pomaga Arathenie usiąść, jeśli ta zechce. A, i Ania jestem, nie musisz się do mnie zwracać "panienko" - dodała z uśmiechem.
Alessio
Całkowicie zignorował Arathenę tak jak ona jego przed momentem, podszedł do ukochanej mówiąc szeptem - Proszę najdroższa,nie zostało tego zbyt wiele - pocałował jeszcze jej dłoń a w jego oczach można było zauważyć lekki smutek i ból po czym przeszedł na drugi koniec ogniska i począł przyrządzać sobie posiłek bowiem czuł spory głód.....
Anna de Loiret
Z takim smutkiem mi to wino oddał? Spytała, po czym zaczęła pić z butelki, do samego dna...
Wina nie było wiele, ot kilka łyków. Wszystkim na widok jedzenia pociekła ślina.
Arathena
Wstała nagle i podeszła do jeziora.... Z zachowania Alessia wywnioskowała, ze czymś się droczy na nią. Niby uśmiech miał świadczyć o czymś innym ale wiedziała, że to może taka jego gra przed Anną....
Gdy wstawała uśmiechnęła się do całej trójki.. Do Anny rzekła... Po imieniu zatem jak chcesz będę Ci mówić, bo chyba się zaprzyjaźnimy....
Gdy już była przy jeziorze zawołała.. Elno.... Elno... słyszysz mnie? to ja Arathena... Nie bój się moich przyjaciół, nie zrobią Ci krzywdy.. Nie pozwolę im na to... A ogry już ich nie ma... Widziałam szczupaki i wiem, że tu byli.... Chodź do mnie proszę Cię....
Christophe Leroy
Pieprzony smok... I po jaką cholerę nim tu przylatywała? Pochwalić się nam? Eh... Byle do rana... - pomyślał sobie widząc jak Alessio zaczyna coś jeść, sam jedząc od rana tylko dwie ryby.