Vito
Tylko tyle? A żaden strażnik nie zasnął przypadkiem na służbie podczas pilnowania magazynu? Nie zauważyłeś niczego takiego?
Wersja do druku
Vito
Tylko tyle? A żaden strażnik nie zasnął przypadkiem na służbie podczas pilnowania magazynu? Nie zauważyłeś niczego takiego?
Dan
Tak,od dzisiaj.... - potwierdził z uśmiechem po chwili dodając - Aktualnie nic nie mam ale zaraz mam się zgłosić po zlecenie do tutejszego maga,Vatrasa....nie wiem czy miałeś okazję go poznać. Będziesz w porcie? Jeśli będę potrzebował z nim pomocy to Ci powiem.... - odparł szczerze choć nie sądził że to nastąpi bowiem najlepiej pracowało mu się samemu a i nie uśmiechała mu się wizja dzielenia zarobkiem....
Falmir:
A robiłeś coś może niedawno w okolicy magazynu? I drugie pytanie - kto w takim razie może mieć klucz? Przekazywałeś go komuś?
Falmir i Rhen:
Nie, przecież go oddawałem temu całemu waszemu kwatermistrzowi. I nic tam nie robiłem, bo po jaką cholerę? Naszczać miałem na któregoś z tych kolesi co tam pilnują tego magazynu w ramach zemsty?
Vito:
Nie mam pojęcia. Nie chodzę nigdzie w nocy ani nic takiego. Oni sami też nigdzie nie odchodzili, a nawet jeśli to zaraz wracali. Pewnie na stronę czy coś...
Falmir:
No to jesteśmy w chędożonej kropce... Na Innosa, co za porażka... No nic, wychodzimy zatem. Szkoda było naszego czasu. Zabiera ze sobą wiadro, po czym idzie napełnić go wodą.
Rhen
Cholera, znowu nic.
Falmir:
Musimy znaleźć i pogadać z tymi dwoma gośćmi, którzy byli na morzu, z tego, co pamiętam. Może oni coś wiedzieć będą.
Linus:
Swobodnie udał się w stronę okolicznego cmentarza, stąpał powoli po ziemi niczym po gąbce, z której uchodziła woda przy nacisku, skradał się, jakby starał się nikogo nie obudzić w zagajniku, w którym choćby wilk jest rzadkim widokiem. Dotarł do jednego z nagrobków, nachylił się i oparł ręce na jego płycie. Dzień dobry! - odparł niemal identycznie, jak to zrobił, witając nowy dzień. Podniósł się i powtórzył te słowa jeszcze parę razy nieco głośniej - Dzień dobry! Dzień dobry!
Oparł się rękoma o płytę i począł dumać, jak gdyby zamyślony.
Edward
Miałem tą nieprzyjemność go poznać, hehehehe. No dobra, idę zatem się oporządzić i wracam do poszukiwań. Skinął głową Danowi i ukłonił się znów Sophie, po czym podnosząc kufer z ziemi udał się na poszukiwanie jakiegoś spokojnego miejsca nad morzem.
Edward:
Po kilkunastu minutach poszukiwać udało ci się znaleźć jakieś stare schronienie tuż przy wodzie. Jest tu również polowe łoże, choć niestety nieco zamoknięte wodą. Przynajmniej jakoś po części ta konstrukcja odgradza Cię od oceanicznego wiatru... Poza tym nie widzisz tu nic szczególnego - stare muszle, żeliwna patelnia, stare wieszaki na ryby i tym podobne...
Dan:
Sophie skineła Edwardowi na pożegnanie. Gdy tylko odeszliście kawałek ta zapytała się Ciebie - Kto to był? I chyba go ktoś nieźle sprał sądząc po tym śladzie na jego twarzy i czole...
Linus:
Nikt, ani nic nie zakłócał Twojego świętego spokoju w czasie, gdy przesiadywałeś nad grobem jakiejś osoby. Niejakiego Wilfrieda Ukara... Podczas rozmyślań jedynie śpiew ptaków ci towarzyszył, lecz nie był to on ani irytujący, ani denerwujący...