Erilla
Cóż, jej skarb, jej problem, prychnęłam w myślach.
Możliwe powiedziałam już na głos Jednakże dla wielu ludzi był ostatni widok jaki dane im było zobaczyć... jeśli mieli szczęście...
Wersja do druku
Erilla
Cóż, jej skarb, jej problem, prychnęłam w myślach.
Możliwe powiedziałam już na głos Jednakże dla wielu ludzi był ostatni widok jaki dane im było zobaczyć... jeśli mieli szczęście...
Kersijana
Och jak tu cudnie... rozejrzała się po pomieszczeniu ściągając swój płaszcz. Dawno nie spałam w porządnym i takim pachnącym łożu.... Elfka ściągnęła swój płaszcz i swoje buty i rękawiczki...
Będąc w samej sukni zakasała ja powyżej kolan Uklęknęła za nią i położyła swe dłonie na jej ramionach rozchylając jej odrobinę suknie tak by jej kark i ramiona były odsłonięte...
Jak zbyt mocno to powiedz... choć obiecuję ze będę bardzo delikatna...
A nie przedstawiłaś mnie Pani swej Córce...
Catherine:
Beatrice złapała się przedniego łęku siodła mówiąc - chodźmy naprzód, ja ci będę wskazywała drogę. Po chwili dotarłyście we trzy do czerwonego namiotu. Królewna spojrzała niewinnie na Ciebie.
Kersijana:
Lothiriel mruknęła, gdy zaczęłaś masować jej ramiona. Tak jest idealnie... A moja córeczka... Tak, córeczka, Betty, wybacz, przedstawię was niebawem... Królowa znów mruknęła, widocznie bardzo jej się spodobał masaż.
Erilla:
Margaret westchnęła i nagle złapała Cię za dłoń. Chodź... Musisz gdzieś nocować, a że nie ma wolnych namiotów, to zapraszam cię do siebie.
Catherine
Westchnęła ciężko i pomogła jej zejść z siodła - No to tutaj się rozstajemy....,pokaż nam tylko jakiś wolny namiot jeśli możesz....
Kersijana
Masowała królową w bardzo przyjemny sposób... Opuszkami palców raz delikatnie tylko dotykała jej skóry na karku i ramionach by po chwili troszkę mocniej ściskać ścięgna i mięśnie. Bacznie uważała na to by nie przysporzyć jej bólu.... masowała tak dłuższą chwilę.
Kiedy wodę przyniosą? zapytała w pewnym momencie....
Malacath:
Świetnie. Chyba tutaj każdy już się napierdolił w trzy dupy... Lepiej poszukam czegoś normalniejszego... Ale zanim hehe - rozejrzał się jeszcze raz po okolicy, po czym zsiadł z konia, podszedł do stajennego i przywalił mu w mordę - Trochę szacunku kmiocie do tak ważnej osobistości jak ja hehe - i jak gdyby nic odsunął się, sprawdzając jego reakcję.
Erilla
Co?! Jeszcze czego. Cholera wie co siedzi we łbie tej Veccaviace. Cofnęłam szybko dłoń.
Dzięki, ale potrafię sobie poradzić.
Catherine:
Nie ma wolnych... Dam ci pościel i położycie się obok mego posłania. Pomożesz mi wejśc do środka? Nie chcę stawać na tej nodze...
Kersijana:
Królowa wzdychała i mruczała w trakcie masażu, czując się już całkowicie rozluźniona. Tobie również ta chwila sprawia wielką przyjemność... Zaraz powinni przynieść - odparła cicho. Rzeczywiście, po chwili trzy służki przyniosły balię z wodą oraz wrzątek we wiadrze. Bez słowa, opuściły po tym namiot.
Malacath:
Ty gnido chujdoszona! Krzyknął stajenny, rzucając się na Ciebie i wymachując łapami na wszystkie strony...
Erilla:
Och gdzie będziesz spać? U mnie znajdziesz ciepłą pościel, namiot ochroni cię przed deszczem...
Catherine
Ehh,dobra,pomogę.... - odparła obejmując ją w pasie i prowadząc do namiotu - Skoro nie ma wolnych miejsc to będę spała na zewnątrz,za pościel dziękuję,niepotrzebne mi takie luksusy,spałam i w dużo gorszych warunkach....
Erilla
Coś się znajdzie, przywykłam do braku wygód. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam szukać wzrokiem Cath, mając nadzieję, że we dwie znajdziemy jakieś miejsce dla siebie.