Charles:
A... Ale musisz ojcze pomówić z Oswaldem! Rzekła Aurora i zdenerwowana, uklękła przed ołtarzem zmawiając modlitwy szeptem.
Robert:
To czemu chciałeś stąd wyjść? Spytała Agnes już spokojniej, ale drżącym głosem.
Wersja do druku
Charles:
A... Ale musisz ojcze pomówić z Oswaldem! Rzekła Aurora i zdenerwowana, uklękła przed ołtarzem zmawiając modlitwy szeptem.
Robert:
To czemu chciałeś stąd wyjść? Spytała Agnes już spokojniej, ale drżącym głosem.
Robert
A co myślałaś?! Że wyjdę i mnie więcej nie zobaczycie?!Przecież obie jesteście dla mnie wszystkim!Obie!.....- odparł podniesionym głosem,który cały czas balansował pomiędzy gniewem i rozpaczą, gdy skończył wpatrywał się w nią tak jeszcze przez chwilę by następnie pokręcić jeszcze głową z niedowierzaniem i osunąć się powoli na ziemię,gdy zapadła niezręczna cisza po jego słowach płynących prosto z serca z wzrokiem wbitym w ścianę na przeciwko odezwał się już całkiem spokojnie jednak sprawiał wrażenie całkiem nieobecnego - I pomyśleć że ja naprawdę chciałem tylko się czegoś napić i coś zjeść....
Spytko:
Podał strażnikowi srebrną monetę, czekając co on odpowie w sprawie tego klucza.
Katarina(polski)
Przypomniała sobie nagle coś co nie dawało jej spokoju... Zdaje mnie się, że widziałam dziś Ser Georga.... Jak myślisz... Jest możliwe by do Francji z nami ruszył?
Spytko po polsku:
To niemożliwe byś go mogła obaczyć. Przecież On w przeciwnym kierunku od Jerozolimy z zamku barona ruszył.
Katarina(polski)
Możliwe że to był omam jaki,
Spytko po polsku:
Wzrok czasem różne figle płata. Swoją droga ciekawym czy udało się mu samemu wypełnić misję.
Katarina, Spytko:
Strażnik wręczył klucze Katarinie i ukłonił się delikatnie, wychodząc bez słowa z komnaty.
Robert:
Wiem, odchodzą już od zmysłów, przepraszam cię... Wyjąkała Agnes, siadając i opierając głowę o kolana. Charlotte podeszła do was i przyklękła wpatrując się to na jedno to na drugie.
Robert
Westchnął ciężko i oparł czoło na skrzyżowanych rękach,które uprzednio oparł na swych kolanach i nic już nie powiedział - Cholera,już cały apetyt niemal straciłem....,wiem że im ciężko,Charlotte w tej chwili pewnie najciężej, ale to nie znaczy że i mi ta sytuacja nie ciąży zwłaszcza po takich słowach....
Robert:
Tak, siądźcie teraz i rozpaczajcie nad sobą, myślałam że chociaż w was oparcie znajdę! Krzyknęła rozgniewana Charlotte i jak burza podeszła do okna, wychylając się przez nie i spoglądając na dziedziniec cytadeli.
Charles de Tournemire
Tiaaa... - pomyślał, po czym mruknął jej coś w ramach zgody i wyszedł z kaplicy kierując się do stajni po swojego konia.
Charles:
Gdy wyszedłeś na dziedziniec, usłyszałeś muzykę, dźwięki lutni, fletów i innych instrumentów, skoczną i wesołą. Rycerze ze swymi damami śpiewają, tańczą, bawią się pełni radości. Spostrzegłeś przy ognisku Oswalda siedzącego obok Svenji i Godwyna, Templariusz właśnie pije coś ze sporej butli.
Robert
A nie masz go? - powiedział ze smutkiem wyrwany z letargu - Staram się jak mogę ale czy Wy choć przez chwilę nie pomyślałyście że mi też jest ciężko gdy widzę jak cierpicie a Wasze serca krwawią?
Charles de Tournemire
Kapłan podszedł na chwilę niedaleko ogniska i skinął głową Svenji, po czym spojrzał na templariusza i powiedział, podkreślając słowo "chyba" - Twa... przyjaciółka panie może na razie do Ciebie nie dołączyć. Chyba nie ma ochoty już na spotkanie się...
Charles:
Coś ty jej zrobił ojcze, że nie ma ochoty? Spytał zaskoczony Templariusz, a Godwyn nie odezwał się nawet słowem unikając Cię wzrokiem, zamiast tego chowając się za Svenją.
Robert:
Charlotte nic nie odpowiedziała, dalej wpatrując się w dziedziniec cytadeli, lub coś co jest na nim. A może puścimy to wszystko w niepamięć i przestaniemy się wzajemnie zadręczać? Spytała Agnes prawie płacząc.
Robert
Westchnął ciężko wstając z ziemi i rozkładając ręce powiedział - Dobrze,chodźcie tutaj obie,niech Was wyściskam,i nigdy nie zapominajcie że moje serce dla Was tylko jeszcze bije....
Charles de Tournemire
Ja? Nic, panie. Zechciała się wyspowiadać, ja nakazałem jej pokutę i rozmawiałem z nią podczas spowiedzi, a teraz klęczy przed ołtarzem i modli się do Pana Boga. Choć zaznaczam, że chyba nie ma ochoty...
Charles:
Ale na co nie ma ochoty, porozmawiać? Spytał Oswald bardzo poważnie, na co Godwyn o mało się nie zakrztusił piwem, nie chcąc wybuchać śmiechem z tego powodu przy żonie. Ta jednak spojrzała na niego dziwnie...
Robert:
Agnes przysunęła się nieco i objęła Cię, przytulając się i zamykając oczy. Zaraz też bez słowa podeszła Charlotte i również się utuliła...
Robert
Pocałował czule obie z nich w czubek głowy po czym mocno uścisnął,cieszył go koniec kłótni z Agnes i tego że zaczęła być sobą....,po dłuższej chwili przerwał ciszę i zapytał łagodnie swą ukochaną,nie rozluźniając uścisku i cały czas je do siebie tuląc - Co tak przykuło Twą uwagę moja miła?
Charles de Tournemire
Ano... Choć zrobisz jak zechcesz, panie... To chyba tyle z mojej strony - A ten widzę, że już nie może wytrzymać słysząc o czym my to mówimy... Choć przy tej damie tu oto próbuje się powstrzymać. Czyżby jego żona? Czy ktoś to inny?
Robert:
Przyglądałam się jak rycerze i ich damy się radują ze zwycięstwa, jak pięknie grają na lutniach... Odparła Charlotte bawiąc się kosmykiem włosów Agnes, ta jednak już usnęła...
Charles:
- Aurora chyba się pochorowała, jak nas nie było, czyż nie Godwynie? Rzucił do Duńczyka Oswald.
- A nie wiem, nie znam jej prawie to co mnie pytasz... Odparł rycerz siląc się na jak najpoważniejszy ton.
Svenja wydaje się śledzić każdy ruch jednego i drugiego swymi bystrymi oczyma, chyba coś podejrzewając.
Charles de Tournemire
No ładnie... No nic. Kolejnego rozwodu czy czegoś podobnego nie chce przeprowadzać - W takim razie już więcej nie przeszkadzam. Z Bogiem - skinął głową całej trójce na pożegnanie, po czym idąc przez plac pomyślał, by przyjrzeć się tym wszystkim rycerzom i bohaterom, którzy polegli w walce za Boga... Zastanawiało go jak Boemund zginął, ale i co się stało z jego bratem zakonnym - Sir George'm, oraz Bertrandem, choć w przypadku tego ostatniego domyślał się, iż nie przeżył w walce z polakiem...
Robert
Wziął Agnes na ręce i ułożył ją w łożu do snu,przykrywając kołdrą i czule całując w policzek, gdy to zrobił podszedł do ukochanej ujął ją za ręce i powiedział z lekkim uśmiechem - A czy moja dama też mogła by mi coś zagrać? Jestem pewien że gra lepiej niźli wszystkie inne zebrane na dziedzińcu razem wzięte....
Charles:
Po odebraniu konia ze stajni, podążyłeś na dziedziniec pałacu, gdzie spoczywały ciała poległych rycerzy, czekające na jutrzejszy pochówek. Jest już dość ciemno, ale światło pochodni pozwala rozpoznać oblicza wojowników. Po chwili odnalazłeś Boemunda, mającego oblicze spokojne i dumne, dzierżącego w dłoniach swój potężny brzeszczot...
Robert:
Charlotte również ucałowała Agnes w policzek i zajrzała do kufra, stojącego obok łoża. Wyjęła z niego lutnię i odparła z uśmiechem - mogłaby. Usiadła na łożu i zdjęła buty, po czym zamyśliła się na chwilę. Szepnęła coś do siebie po francusku, pewno przypominając sobie słowa pieśni i melodię, następnie zaś zaczęła grać oraz śpiewać...
Le Roi Renaud de guerre revint,
Tenant ses tripes dans ses mains.
Sa mère était sur le créneau
Qui vit venir son fils Renaud:
- Renaud, Renaud, réjouis-toi !
Ta femme est accouchée d'un roi,
- Ni de ma femme, ni de mon fils
Mère, je ne saurais me réjouir.
Allez ma mère partez devant;
Faites-moi faire un beau lit blanc:
Guère de temps n'y resterai,
A la minuit trépasserai.
Mais faites-le moi faire ici bas,
Que l'accouchée n'entende pas.
Et quand ce vint sur la minuit
Le roi Renaud rendit l'esprit.
Il ne fut pas le matin jour
Que les valets pleuraient tous;
Il ne fut temps de déjeuner
Que les servantes ont pleuré.
- Mais, dites-moi, mère mamie
Que pleurent nos valets ici ?
- Ma fille, en baignant nos chevaux,
Ont laissé noyer le plus beau.
- Mais pourquoi mère mamie,
Pour un cheval pleurer ainsi ?
Quand Renaud reviendra,
Plus beau cheval ramènera.
Et dites-moi mère mamie,
Que pleurent nos servantes ici ?
- Ma fille, en lavant nos linceuls
Ont laissé aller le plus neuf.
- Mais pourquoi, mère mamie,
Pour un linceul pleurer ainsi ?
Quand Renaud reviendra,
Plus beau linceul on brodera.
Mais dites-moi mère mamie.
Que chantent les prêtres ici ?
- Ma fille, c'est la procession
Qui fait le tour de la maison.
Or quand ce fut pour relever,
A la messe elle voulut aller;
Et quand arriva le midi,
Elle voulut mettre ses habits:
- Mais dites-moi, mère mamie,
Quel habit prendrai-je aujourd'hui ?
- Prenez le vert, prenez le gris,
Prenez le noir pour mieux choisir.
- Mais dites-moi, mère mamie,
Qu'est-ce que ce noir-là signifie ?
- Femme qui relève d'enfant,
Le noir lui est bien plus séant.
Quand elle fut dans l'église entrée,
Un cierge on lui a présenté.
Aperçut en s'agenouillant,
La terre fraîche sous son banc.
- Mais dites-moi, mère mamie,
Pourquoi la terre est rafraîchie ?
- Ma fille ne puis plus vous le cacher
Renaud est mort et enterré.
- Renaud, Renaud, mon réconfort,
Te voilà donc au rang des morts;
Divin Renaud, mon réconfort,
Te voilà donc au rang des morts !
Puisque le roi Renaud est mort,
Voici les clefs de mon trésor;
Prenez mes bagues et mes joyaux,
Prenez bien soin du fils Renaud !
Terre ouvre-toi, terre fends-toi,
Que j'aille avec Renaud mon roi !
Terre souvrit, terre fendit,
Et si fut la belle engloutie.
Śpiew Charlotte i dźwięk jej instrumentu jest przepiękny, pozbawiony żadnego fałszu, wręcz idealny. Sama panienka wygląda uroczo śpiewając i grając na lutni, przy tym delikatnie się bujając na boki.
Robert
Usiadł koło niej na łożu także zdejmując buty,gdy zaczęła pieśń zapomniał o Bożym świecie całą uwagę na niej skupiając,gdy skończyła jedna łza poleciała mu po policzku jednak jego oblicze było szczęśliwe,chciał jej pogratulować jednak tak go ujęła za serce swym wykonaniem tej pieśni,że nie mógł wydusić z siebie choć by jednego słowa....
Robert:
Charlotte zawstydziła się trochę, gdy dostrzegła że wpatrujesz się na nią niczym w jakiś obraz, uśmiechnęła się delikatnie nie wiedząc gdzie zawiesić swój wzrok.
Robert
Jej zawstydzenie jeszcze bardziej uroczą i delikatną ją czyni....,nie sądziłem że po Julii jakakolwiek dama będzie potrafiła tak mnie za serce ująć....- pomyślał powoli odgarniając jej bujne i piękne włosy za ucho odwzajemniając uśmiech i delikatnie całując ją w usta mówiąc po tym - Doprawdy za wielkiego szczęśliwca się uważać mogę że tak cudowna kobieta jak Ty uczucie me odwzajemnia....
Charles de Tournemire
Przyglądał się obliczu tego rycerza i myślał sobie... Choć i z jednej strony nie cierpiał tego rycerza za to co zrobił to i z drugiej strony wiedział, iż nienawiść i utrata miłości namąciła mu w głowie, a jako, że Pan nakazuje wybaczać, to i on miał w obowiązku przynajmniej teraz odwiedzić go i "objaśnić" mu parę spraw... - Nawet po śmierci zdajesz się mieć w swym obliczu dumę... Choć masz być z czego dumny, bo i umarłeś za życie setek, jak i za Boga, a Najwyższy zapewne już należycie się Tobą zaopiekował... Ciężkim to człowiekiem byłeś dla mnie, Boemundzie de Moulins. Znienawidziłeś mnie i gardziłeś mną. Mimo wszystko jednak życie skazało Cię na okropne męki i z drugiej strony potrafię to jakoś zrozumieć... Gniewać się na Ciebie nie będę całe życie. Czy ty mi odpuścisz gniew i wybaczysz... To zależy tylko od Ciebie - po czym odwrócił się i odjechał w swoją stronę, dodał jeszcze po cichu - Żegnaj, rycerzu. Być może jeszcze się spotkamy.
Robert:
Onieśmielasz mnie, panie... Ach właśnie, miałam ci oddać łańcuszek z krzyżem, bym zapomniała... Rzekła Charlotte, zdejmując z szyi krzyż i wręczając Ci go.
Robert
Jeśli chcesz zachowaj go.... -powiedział kładąc swoją dłoń na jej - i proszę nie mów do mnie Panie....
Robert:
Dobrze zatem... Założyła krzyż z powrotem na szyję i położyła się na brzuchu obok swej śpiącej szwagierki. Głowę ułożyła sobie na dłoniach, oczu nie przymknęła najwidoczniej jeszcze nie chcąc zapadać w sen.
Robert
Położył się obok niej i począł bawić się jej włosami delikatnie je sobie przez palce przepuszczając....
Robert:
Charlotte przez jakiś czas nuciła sobie swym anielskim głosem jakąś pieśń, zadowolona z delikatnych pieszczot. Sama po niedługiej chwili obróciła się na bok plecami do Ciebie, głowę kładąc pod Twą brodą a swoje nogi na Twe.
Robert
Ależ ona jest młoda i niewinna....,i oby jak najdłużej taka pozostała.... - pomyślał całując ją w głowę i wtulając się w nią
Katarina
Zamykając drzwi na klucz.... Zatem jak mówiłam Panie... Ta kolczuga strasznie pije mnie w plecy i taka ciężka jest.... Nie dam rady jej sama ściągnąć. Tyś wielki rycerz i na pewno pomożesz damie w potrzebie... Zrobiła do Męża maślane oczy udając grzeczna i nieśmiałą dziewczynkę. Po małej chwili odwróciła się do niego plecami jednocześnie rozpuszczając swe włosy... Zaczęła się jeszcze rozglądać czy w tym pomieszczeniu są jakieś kajdany czy dybyhttp://cdncache-a.akamaihd.net/items...rrow-10x10.png, albo łańcuchy. Mam panie nadzieję, że nie będziesz chciał mnie tu w niewoli trzymać... Wiem to ja mam klucz do drzwi, ale za słaba jestem by się przed Tobą bronić i gdybyś tylko chciał to z łatwością byś mi go odebrał bym była Twoją niewolnicą.Kąciki jej ust uniosły się w delikatnym uśmiechu....
Katarina w pomieszczeniu nie dostrzegła tego, co szukała, jednakoż w ciemnym kącie stoi zakurzone nieco, ale chyba wciąż sprawne madejowe łoże... Może nada się do wykorzystania w jej fantazjach?
Katarina
Przez głowę przeszłą jej myśl czy czasem w tym miejscu nie torturuje się ludzi.... Ale po prawdzie, aż wstyd się przyznać przed sama sobą czuła coraz większe podniecenie i pożądanie... Nie każ mi zbyt długo czekać bo będę musiała Cie związać na tym łożu byś leżał na nim bezbronny, skazany na moją wyobraźnię...
Starała się by jej głos brzmiał tajemniczo i zmysłowo...
Spytko po poslku:
Roześmiał się i pomógł żonie zdjąć zbroję, ostrożnie, by nie urazić opatrzonej rany. Zobaczymy kto kogo zwiąże. rzucił podnosząc ukochaną i niosąc Ją w stronę łoża tortur. Nabrał powietrza w płuca i dmuchnął potężnie by usunąć z niego kurz. Położył na nim swą Lubą, najpierw krępując Jej ręce, a później nogi. Rozdział się sam, odebrał klucz i zostawił go w zamku, by ktoś mający zapasowy nie mógł im przeszkodzić. Wiesz do czego służy ten mebel Katarino?
Katarina
Wiem.... odparła oblizując wargi. Na nim karze się niegrzeczne dziewczynki za to, że same nie chciały w domu siedzieć... Ja nie chciałam!... powiedziała zachęcająco...
Spytko po polsku:
Kara więc będzie taka, byś długo Jej nie zapomniała wymruczał po czym zaczął pieścić ustami całe Jej ciało, bacznie zwracając uwagę na Jej reakcje. Gdy widzi, że Jego żona bliska jest spełnienia, przerywa swe pieszczoty. Powiedz kiedy mam zakończyć tą torturę rzucił ze śmiechem.