Catherine:
Leży tam, na zwichniętą nogę - wskazała uzdrowicielka palcem na brunetkę w wieku koło 40 lat. Kobieta jest zapłakana, przygląda się swojej obrączce na palcu.
Wersja do druku
Catherine:
Leży tam, na zwichniętą nogę - wskazała uzdrowicielka palcem na brunetkę w wieku koło 40 lat. Kobieta jest zapłakana, przygląda się swojej obrączce na palcu.
Catherine
Pociągnęła nosem i patrzyła na nią przez chwilę jak gdyby nad czymś rozmyślając po czym wyswobodziła się z objęć Tristana i przysiadła się na skraju jej posłania mówiąc wciąż łamiącym się głosem - Cathy jestem....Przyjaciółka Twojej wybawicielki.... - tu nagle zamilkła zbierając myśli i dodała - Nie masz nic przeciwko mojej obecności? Jeśli chcesz być sama to zrozumiem....
Catherine:
Kobieta spojrzała na Ciebie zapłakanym obliczem, odpowiadając Ci - a ja Lisa, nie, nie mam nic przeciwko, cieszę się nawet... Chciałabym... Móc podziękować twojej przyjaciółce... Nigdy się nie spotkałam z taką szlachetnością...
Catherine
Ja też bym chciała z nią pomówić ale możemy już nie mieć okazji.... - rzekła załamanym głosem spoglądając na nieprzytomną Margaret i chwilę po tym wbijając wzrok w ziemię.Nie winiła tej kobiety za to co się stało,miała pretensje jedynie do siebie bo domyślała się dlaczego to zrobiła a także do samej Veccavianki za jej porywczość.... - Zamiast ze mną porozmawiać wolała szukać śmierci....Dlaczego?!To takie niesprawiedliwe....
Catherine:
Lisa nic nie odpowiedziała, ale położyła rękę na Twym kolanie by dodać Tobie i sobie nieco otuchy...
Catherine
Wzięła jej dłoń do ręki i uścisnęła delikatnie,jednak jej myśli były rozrzucone na wszystkie możliwe kierunki,myślała bowiem nie tylko o Margaret,lecz mimo iż ta była w centrum jej uwagi to także o wszystkich tych których zdążyła pokochać bądź polubić,także o Tristanie....Choć nie mogła powiedzieć że go kocha bądź się zauroczyła to lubiła go coraz bardziej i nie przeszkadzało jej już to gdy ją dotykał,jeszcze kilka dni temu mocno by go za to skrzyczała....
Catherine:
No, gotowe, teraz już jest w rękach Astrei - rzekła uzdrowicielka, skończywszy zajmowanie się ranami Margaret. Tristan zaś powiedział - mogłabyś opatrzyć też tą panią? Choć nie interesują ją swoje rany i nie da się tknąć, to tym razem nie pozwolę by nie baczyła na własne życie. Oczywiście rycerz mówił o Tobie.
Catherine
Ta pani da się tknąć,używaj mojego imienia kiedy o mnie mówisz zwłaszcza kiedy jestem obok.... - rzekła zdenerwowana jednak wstała puszczając dłoń żony kupca i samodzielnie zdjęła kolczugę choć dość głośno przy tym jęknęła i rzuciła ją na ziemię tuż obok tarczy....
Catherine:
Rycerz nie pozwolił Ci dłużej się męczyć, wziął Cię na ręce i ułożył na podłodze obok Margaret, podwijając Twą koszulę z zamkniętymi oczami. Coś ty dziewczyno ze sobą zrobiła, z taką raną powinnaś leżeć, trzeba to natychmiast zaszyć! Krzyknęła uzdrowicielka szukając igły.
Catherine
Musiałam,moja przyjaciółka miała to zaszyć ale była zbyt zdenerwowana a ja nie mogłam tracić czasu by znaleźć innego uzdrowiciela.... - wyjęczała i spojrzała na piękne oblicze swojej przyjaciółki,takie spokojne i dumne nawet teraz gdy znajdowała się na skraju śmierci....Poszukała dłonią jej ręki i uścisnęła ją mocno od razu po tym czując się lepiej....
Catherine:
Tristan chwycił drugą z Twych dłoni, ucałował i zastygł w wyczekiwaniu. Uzdrowicielka zdjęła Ci zakrwawiony bandaż i zaczęła zszywać powoli ranę...
Catherine
Przygryzła wargi z bólu wyraźnie się męcząc jednak wiedziała że to konieczne i musi swoje wycierpieć,jednocześnie odruchowo zacisnęła mocniej swoje dłonie....
Catherine:
Wreszcie, po chwili bólu i cierpienia, uzdrowicielka zszyła Twą ranę. Tristan poczuł najpierw wyraźną ulgę, a potem oparł głowę o Twą dłoń którą mocno trzyma... Nie widzisz jego twarzy, jego emocji, bowiem cała jest zasłoniona przez włosy opadające również na Twą rękę.
Catherine
Także odetchnęła z ulgą i spojrzała na uzdrowicielkę mówiąc - Dziękuję,jak Cię zwą?Kim właściwie jesteś? - nie odgarniała włosów Tristana bowiem znała jego emocje,domyślała się że odczuł jej ból tak samo jak ona,nie miała już wątpliwości że szczerze ją umiłował i skoczył by dla niej z murów gdyby mu rozkazała....
Catherine:
Jestem zielarką i uzdrowicielką, mów mi Lilly - odparła i wytarmosiła Cię po głowie z uśmiechem, po czym odeszła zajmować się innymi rannymi. Tristan jest cały czas w tej samej pozycji...
Catherine
Zmarszczyła nos gdy uzdrowicielka tarmosiła ją po włosach jednak nic jej nie powiedziała,sama by się uśmiechnęła ale w tej chwili po prostu nie była w stanie się na to zdobyć.... - Hmm,dobra z niej kobieta,może by chciała z nami po tym wszystkim wyruszyć?Ale najpierw to przeżyjmy.... - Nie wiem co mam robić,one tam umierają z niepokoju a Margaret zostawić nie mogę,jeśli Ty sam wrócisz to i tak im to nie ulży,zwłaszcza Lothiriel,ona się uspokoi dopiero jak mnie zobaczy....Z drugiej strony nie możemy stąd zabrać Margaret bo może nie przeżyć podróży.... - rzekła nagle głośno z ciężkim westchnięciem
Catherine:
Wszystkie jesteście ranne, powinnyście teraz leżeć i odpoczywać... A pierścień od Lothiriel, może z jego pomocą spróbujesz przekazać jej, że jesteś bezpieczna? Zaproponował Tristan, unosząc głowę ale nie puszczając Twej dłoni i delikatnie masując jej wewnętrzną część.
Catherine
Ale jak to zrobię to zemdleję.... - rzekła i aż jęknęła spoglądając na pierścień,podobało jej się masowanie dłoni jednak nie potrafiła cieszyć się z pieszczot w chwili gdy tyle zmartwień obciążało jej barki....
Catherine:
Powiedz mi, jak to działa, ja spróbuję - rzekł nie ustając w pieszczotach Twej dłoni. Jego ręce choć nie są delikatne, a wręcz dość szorstkie, to potrafi sprawić nimi przyjemność...
Catherine
Spojrzała na niego i odparła - Nie,jesteś ranny i zmęczony,do tego pierścień zużyje więcej Twoich sił niż moich,zemdlał byś albo nawet gorzej.... - po czym zamknęła oczy i pomyślała o siostrach,Lothiriel i leżącej obok niej Margaret,by wysłać królowej krótką wiadomość - Jestem bezpieczna.Kocham Cię.Cat....
Catherine:
Kochana nie! Usłyszałaś jeszcze pełen przerażenia krzyk Tristana, a chwilę po tym straciłaś przytomność, wszystko spowił mrok...
Kersijana
Niecierpliwie wierciła się w łożu... Nie, nie wytrzymam tu dłużej. Bardziej męczy mnie to leżenie i bezczynność niżli bym miała rowy dłońmi kopać... Anno Ja naprawdę muszę iść. Oni tam walczą i każdy kto umie leczyć się tam przyda... Gdzieś chyba macie jakieś miejsce gdzie rannych w takich sytuacjach sprowadzacie... Wytłumacz mi kochana gdzie to jest....
Kersijana:
Z tego co wiem, w takich wypadkach urządza się szpitale polowe ale gdzie, to różnie... Nie mam pojęcia Kersi nawet co się dzieje na murach, sama nie mogę się ruszyć i ty też w nie najlepszym stanie jesteś...
Kersijana
Osłabiona trochę jestem to fakt, ale ta bezczynność mnie dobija...
Kersijana próbowała wstać z łoża. Trochę niepewnie postawiła nogi na posadzce. Chwytając się rantu powoli zaczęła wstawać....
Kersijana:
Córka Anny szybko podbiegła do Ciebie i pomogła wstać z łożka, łapiąc za rękę i podtrzymując w biodrze. Jej dotyk jest bardzo miły, ma wręcz aksamitną skórę... Z jej pomocą udaje Ci się utrzymać na nogach.
Kersijana
Dziękuję Ci Neldo... Gdyby udało mi się dojść do mojego konia to w torbie mam pewne zioła co mnie trochę wzmocnią.... Kersijana uśmiechnęła się... Jesteś bardzo delikatna... Anno Twoja córka chyba ma to po Tobie....
Kersijana:
Nelda lekko się zarumieniła i uśmiechnęła uroczo. Anna odparła - tak... To dobra dziewczyna, jestem dumna z takiej córki. Córka księżnej zaczęła Cię prowadzić na zewnątrz, w końcu dotarłyście z trudem na dziedziniec, gdzie już czeka na Ciebie Mirillia Lassi, całkowicie zdrowy, z zagojonymi ranami.
Kersijana
Dziękuję jeszcze raz moja droga, teraz już sobie dam radę... Kersijana chwilę szperała w torbie szukając ziół, które wcześniej podawała Swej Królowej gdy ta była wyczerpana. Wiesz, cieszę się, że.... Wam pomogłam. Miałam wyrzuty sumienia, ale widząc że jesteście już teraz bardziej spokojne, a i uśmiech Twojej Mamy jest teraz bardziej szczery...
Kersijana wsypała zioła do bukłaka z wodą i zrobiła spory łyk... W jakieś zawiniątko też wsypała trochę tych ziół i podając Dziewczynie powiedziała. Podajcie to Annie, wzmocnią ją... Może mieć problemy z częstym oddawaniem moczu ale szybko wstanie na nogi.... Kersijana zaczęła się rozglądać w okół... Poklepała Konia po szyi i pocałowała w policzek... Przestraszyłeś mnie dziś mój drogi...A i dziękuję Ci żeś dał taki popis.... To chyba tylko dlatego udało mi się przemycić sztylet niezauważenie...
Kersijana:
Nelda przyjęła zioła mówiąc - dziękuję Kersijano... Uważaj na siebie... Po tym ukłoniła się delikatnie i udała się z powrotem do matki.
Kersijana
Kersi.... Mów do mnie Kersi. Krzyknęła za Neldą gdy ta wracała do Matki... Pozbierała trochę rzeczy z torby bo była jeszcze za słaba by zabrać ją całą... Chodź za mną. Pamiętaj tam gdzie ja tam i Ty...Powiedziała do konia i ruszyła szukać szpitala. Jeśli zaszła taka potrzebai ma możliwość to pyta pierwszego lepszego człowieka o drogę..
Kersijana:
Zanim dotarłaś do szpitala, pieszo i tak zmęczona, minęło wiele czasu. W końcu dzięki innym ludziom, którzy Cię pokierowali, znalazłaś się w dużym budynku, gdzie leżą ranni. Dostrzegasz Margaret okrytą kocem, śpiącą lub może nieprzytomną, a obok niej Catherine w takim samym stanie. Nad rudowłosą klęczy Tristan, szlochając i trzymając ją za dłoń.
Kersijana
Padając ze zmęczenia podeszła do Tristana... Długo tak nieprzytomne są? zapytała rycerza i zaczęła oglądać dziewczyny.. Szukała jakiś cięższych ran czy czegoś podobnego... Ogólnie robiła rekonesans... Gdzie Królowa i dziewczynki... Adela? Beatrice? Kersi nie przestawała badać Margaret i Cathy ale uważnie spojrzała na Tristana.
Kersijana:
Rycerz otarł dłonią swe łzy i otrząsnął się mówiąc - nie wiem ile, poczucie czasu całkowicie zatraciłem. Ona, moja Cathy... Czemu ona to zrobiła... Lothiriel, Beatrice i Adela są w siedzibie zakonu Stanowczego Wezwania, poza małą wszystkie ciężko ranne.
Margaret ma wiele opatrzonych ran, Catherine już mniej.
Kersijana
Co zrobiła? Wlała obu dziewczyną do ust po łyku z bukłaka prosząc Tristana by jej pomógł coby się nie udławiły. Rany były opatrzone więc w tej chwili Kersi i tak nie mogła wiele więcej zrobić... Nie była jeszcze wystarczająco silna by użyć magi.. Tristanie, To że one nieprzytomne teraz to dla ich dobra... Nie czują bólu z ran, ale nie wydaje mi się by tego nie przeżyły. Gdy nabiorę sił to postaram się je magią podleczyć... Może Królowa, by mogła pożyczyć mi pierścień, wtedy szybciej będę mogła pomóc dziewczyną... Gdzie ten zakon?
Kersijana:
Pierścień nosi Cathy na palcu, spójrz - Tristan nie puszczając dłoni wybranki swego serca, pokazał Ci pierścień Lothiriel na jej palcu. Użyła go, by przekazać Lothiriel, że jest bezpieczna i by się nie zamartwiała... Przez to zemdlała. Siedziba zakonu to duży zamek, pytaj o drogę przechodniów a ci wskażą.
Kersijana
Zakłopotana nie bardzo wiedziała co ma zrobić. Stosunku z Cathy i tak nie były najlepsze, więc chyba nie byłoby dobrym pomysłem zabierać jej pierścienia. Jeszcze gotowa by pomyśleć, że jej ukraść chciałam. Gdyby to był ktoś normalny wzięłabym go bez wahania by pomoc nieść, ale ona i tak mnie nie lubi i chyba szuka tylko pretekstu by móc mnie besztać... Pomyślała Elfka.... Tu są w dobrych rękach... Tristanie, bądź dobrej myśli... Kersijana wstała i wyszła ze szpitala... Zapytała jakiegoś przechodnia by wytłumaczył jej jak dojść do zakonu i czy to daleko...
Kersijana:
W czasie drogi natknęłaś się na grupę konnych rycerzy Stanowczego Wezwania. Jeden (Ealdred), jadący na czele dał znak ręką i wszyscy się zatrzymali, w tym jadąca obok niego piękna dziewczyna (Rita). Co tu się kurwa dzieje, kolejna Noldorka!? Krzyknął zdziwiony.
Kersijana
Stanęła zdziwiona, ale gdy usłyszała słowo "nordolka" Spojrzała pełna nadziei. Nie mógł w tej chwili widzieć nikogo innego jak Królowa... więc na pewno ma informacje Gdzie jest jej Pani. On był bardzo oklęty już w pierwszym zdaniu, więc zapytała niby jego, ale bardziej zwracała się do dziewczyny. Wiecie gdzie Ona? proszę pomóżcie mi... Muszę ją zobaczyć... Jest z nią mała dziewczynka? Jej głos był pełen trwogi i zakłopotania... Ja jestem Kersijana, Jej służka.....
Kersijana:
Landar, weź ją na grzbiet swojego konia i zawieź do dziewczyn - padł rozkaz, a jeden z rycerzy podał Ci dłoń, zachęcając do wejścia na jego konia. Dziewczyna tymczasem rzekła - mała? Jak Adelę masz na myśli, to jest. A ty nie widziałaś może rudowłosej wojowniczki? Catherine ma na imię...
Kersinana
Tak Pani... Cathy i Margaret są nieprzytomne, ale w dobrych rękach... Jest też z nimi Tritan.... Elfka wskazała kierunek... Urządzili taki prowizoryczny szpital, właśnie stamtąd idę.....Powiedziała Dziewczynie.... Gdy rycerz podał jej dłoń wyciągnęła swoją w jego stronę... Czekała aż podciągnie ją by w odpowiednim momencie ........ wskoczyć na Jego konia..........