-
Linus
Świat w oczach Linusa nie był taki, jakim go widzą inni. W jednej chwili wsłuchujesz się w słowa docierające nie wiadomo skąd, aż głos ten zostaje w ułamku sekundy przerwany, niekiedy innym dźwiękiem, niekiedy ciszą. Jak jednak liczyć na niezmąconą ciszę, gdy mieszka się w lesie nieopodal gospody? Podirytowany natychmiast udał się w jej stronę.
-
Dan
Także skinął mu na pożegnanie po chwili zaś odpowiedział - Chyba dopiero dziś przybył do Khorinis a przynajmniej nigdy wcześniej go nie widziałem....,a zlał go sam kapitan,pajacował przed nim i dość szybko Wulfgar stracił cierpliwość,wyzwał na pojedynek a potem kazał wywalić nieprzytomnego swoim strażnikom na bruk a Ci przy okazji zaopiekowali się jego sakiewką....Nasz nowy znajomy nie ma dziś dobrego dnia,oj nie....
-
Linus:
Gdy podszedłeś do gospody od razu usłyszałeś rozmowy przeróżnych ludzi - czy to pieniądzach, czy o wojnie, czy o tych żołnierzach co tu na wyspie grasują od jakiegoś czasu, jak i o wielu innych rzeczach... Przed karczmą na ławie siedzi jakiś farmer. Nie poznajesz go. Zapewne to ktoś z wielkiego gospodarstwa Onara.
Dan:
Mam nadzieję, że jak wytrzeźwieje to już trochę będzie bardziej ogarnięty i nie będzie nas nachodzić zbytnio często... Chociaż jeżeli pajacował przed samym Wulfgarem to kto wie co dalej zacznie robić... - odparła ci.
-
Dan
Może i wygląda na wariata ale jestem pewien że nic Ci nie zrobi....,a i ja nie pozwolił bym Cię skrzywdzić.... - Nas? Hmm,to zaczyna się rozwijać w nieprzewidzianym kierunku....
-
Rhen
Więc dobrze by było gdyby już wrócili.
-
Vito
No dobra, dzięki. Teraz trzeba się dokładnie dowiedzieć jak ten Victor wygląda. pomyślał, po czym z powrotem udał się do karczmy Kardiffa.
-
Edward
No całkiem całkiem, mam nadzieje że mnie pirania nie pozbawi interesu, aaaahahaha! Zdjął swe odzienie i wlazł do wody, myjąc się. Gdy skończy od razu wychodzi na brzeg.
-
Edward:
Kąpiel w zimnej wodzie w morzu dała ci porządnego kopa i dość mocno Cię otrzeźwiła, a przy okazji i zmyłeś krew po ranie. Nic na szczęście nie odgryzło ci interesu, choć cholera wie co mogło się kryć w tych wodach.
Vito:
W karczmie pojawiło się już więcej ludzi, a Kardiff wygląda jakby miał ręce pełne roboty przy podawaniu i nalewaniu piwa czy jakiś to innych trunków. Chyba będziesz musiał się przebić jakoś do niego...
Falmir i Rhen:
Teraz pozostaje wam jedynie znaleźć tych dwóch strażników magazynu. Gdzie są, albo czy w ogóle wrócili - nie macie pojęcia.
Dan:
Dotarliście pod jej dom. Zbyt piękny to on nie jest, ale przyglądając się innym budynkom w dzielnicy portowej to właściwie niczym się nie różnią... Stare budynki z desek, pokryte równie starymi dachówkami, które ledwo trzymają się dachu i cholernie małe. Dom na Twojej farmie przy nich to wręcz królewski zamek... - Już, to tutaj... Wejdziesz?
-
Dan
Skinął jej głową czerwieniąc się lekko bowiem znów się nieco zapatrzył na jej sylwetkę.... - Cholera chłopie,ogarnij się! Długo nie byłeś z kobietą ale robisz z siebie przed nią błazna! Zresztą to była kurtyzana,jesteś niepoważny.... - strofował się w myślach
-
Dan:
Miałeś wrażenie, iż delikatnie uśmiechnęła się widząc Twoją reakcję, ale pewności nie masz. Sam dom jest dosyć skromny, niewiele tu mebli, lecz jest tu dość schludnie i czysto. W rogu chaty, przy stole na krześle siedzi jej matka. Po jej wyglądzie i głosie sądzisz, że już ma sporo lat na karku, więc i nic dziwnego, że nie może pracować... - Sophie...? Kogoś to do nas przyprowadziłaś?