-
Kersijana:
Nieprzytomne?! Krzyknęła Rita i wystrzeliła cwałem natychmiast. Rycerz podciągnął Cię i usadził na tylnym łęku siodła. Uważaj pani! Ostrzegł, szarpnął wodzami mocno i zawrócił, jadąc galopem aż do dziedzińca zakonnego zamku. No, jesteśmy na miejscu pani!
-
Kersijana
Nie zdążyła odpowiedzieć towarzyszącej rycerzom dziewczynie... Gdy rycerz przywiózł ją na dziedziniec zamkowy obróciła się czy Mirillia Lassi tak jak go prosiła wcześniej podąża za nią... zeskakując z konia podziękowała ślicznie rycerzowi i udała się do klasztoru.... Gdy była w środku zaczęła wołać Królową, Beatrice i Adelę po imieniu... Miała nadzieje,że któraś ją usłyszy albo przynajmniej ktoś się zainteresuje tym,że jakaś nordolka krzyczy w zamku i wskaże jej drogę...
-
Kersijana:
Jedna ze służek wskazała Ci drogę, zadziwiona Twoimi nawoływaniami. Dotarłaś do komnaty, gdzie siedzi na łożu oparta o ścianę Lothiriel, widocznie na coś zezłoszczona, oraz przytulone do niej Adela z Beatrice. Dziewczyny dostrzegły Cię, Beatrice obdarzyła nieprzyjaznym spojrzeniem a Adela krzyknęła ucieszona - ciociu!
-
Kersijana
Nareszcie,,, powiedziała z nieukrywaną ulgą w głosie..Ucieszyła się widząc Je całe i zdrowe... Podbiegła do Adeli chcąc ją przytulić.
-
Kersijana:
Lothiriel puściła Adelę pozwalając jej się przytulić mocno do Ciebie. Bałam się o ciebie - szepnęła dziewczynka. Królowa objęła obiema rękami Beatrice i przyłożyła jej głowę do swej piersi, by nie patrzyła na Ciebie niemal z nienawiścią w oczach.
Przy okazji dostrzegłaś, że nie są takie całe i zdrowe. Lothiriel ma obandażowaną nogę pod kolanem i widać też bandaż przechodzący zapewne przez jej pierś, pod ubraniem. Beatrice natomiast nie ma widocznych ran, ale porusza się tak jakby plecy ją strasznie bolały.
-
Kersijana
Oj.... Moja Mała Księżniczko. Zupełnie niepotrzebnie się o mnie bałaś.... powiedziała biorąc małą pod pachy i uśmiechając się do niej zrobiła z dwa trzy kółka w okół własnej osi... Stawiając ją na ziemię pocałowała bardzo mocno... Kersijana dostrzegła nieprzychylne spojrzenie Beatrice, ale podeszła do nich... Ranne jesteście.... dajcie zobaczę czy moge pomóc jakoś... Czemu Betty patrzysz na mnie jakbym Ci co złego zrobiła?
-
Kersijana:
Bo przez ciebie torturowali moją mamę tępa idiotko! Wrzasnęła nagle Beatrice patrząc na Ciebie z jeszcze większą złością w oczach niż dotychczas.
-
Kersijana
Spojrzała na Beatrice smutna... Lothiriel Ty też uważasz, że to moja wina? Stanęła patrząc to raz na Bety to na królową... Adelę głaskała po głowie....
-
Kersijana:
Mój pierścień Kersi, moja córka go użyła by zobaczyć, dlaczego mi to robiono, tam dojrzała prawdę... Czemu wydałaś mój sekret Kersi... Czemu, byłam zła dla ciebie? Spytała Lothiriel w noldorskim.
-
Kersijana
A nie widziała przypadkiem w jaki sposób Cię wydałam? Nie widziała, że gdy róg wojenny zagrał to zaniepokoiłam się o Ciebie? o Was... Nie wydałam twojego sekretu celowo. Tylko Annie i tez nie powiedziałam wprost. Książęcy szpieg podsłuchał i powiedział mu... Jak mogłaś? Moja Pani.... Jak mogłaś we mnie zwątpić.... Kersijana popatrzyła na królową zawiedziona...
-
Kersijana:
Jak mogłam zwątpić? Oni zdzierali ze mnie skórę, a potem posypywali to solą, rozumiesz? Odparła Lothiriel a z oczy zaczęły lecieć jej łzy. Adela zawiedziona spojrzała na Ciebie i wyszła z komnaty, a za nią pobiegła Betty, łapiąc za rękę i przytulając do siebie. Królowa kontynuowała tymczasem - Kersi ja wierzę, że ty nie zrobiłaś tego celowo, naprawdę ci wierzę... Ale dlaczego, dlaczego ty jesteś tak lekkomyślna! Mogli mnie zabić przez to, rozumiesz? Kto by się zaopiekował moimi córkami, kto!?
-
Kersijana
To nie była lekkomyślność. Jeszcze raz powtarzam, że w trosce i nerwach wyrwało mi się... Gdy tylko zorientowałam się, że te bydle wysłało po Ciebie zbirów to chciałam Cię ostrzec. Miriilia Lassi prawie padł próbując się przedrzeć do Was... Ale skoro tak uważacie.... Kersijana zasmucona ze łzami w oczach zaczęła wychodzić z pomieszczenia w którym odnalazła przyjaciółki... Powiedziała tylko wychodząc... Misję, którą mi powierzyłaś wypełniłam... Lud Larii da pokłon Królowej i poprze Ją...
-
Kersijana:
Królowa nic nie odrzekła, oparła tylko głowę o kolana i zapłakała z jeszcze większą goryczą...
-
Kersijana
Już miała wyjść ale stanęła w progu... Łzy zamazywały jej obraz, chciała się cofnąć i wtulić w Lothiriel, ale teraz to jej serce krwawiło.... Owszem naraziła królową na niebezpieczeństwo, ale czyż nie narazili się już, gdy przekroczyli bramy tego miasta? czy nie narazili się, gdy walczyli i uciekali przed nieumarłymi? czy wreszcie nie narazili podejmując się próbie przywrócenia tronu prawowitej władczyni? Wszyscy podejmowali ryzyko. Lothiriel prawdopodobnie cudem przeżyła, ale przeżyła... Zamiast spróbować ją zrozumieć wydali osąd zanim mogła się wytłumaczyć... Otarła twarz i bez słowa wyszła....
-
Minęły dwa kolejne dni, w czasie których oblężenie Larii trwało, a jeźdźcy Jatu ostrzeliwali jego mury, sami także ponosząc ofiarę krwi od strzał obrońców.
Kersijana w ich trakcie udała się do szpitala polowego i pomagała w opatrywaniu rannych sympatycznej uzdrowicielce Lilliane, która kazała jednak mówić do siebie Lilly. Niektórzy z obrońców, na szczęście nieliczni, byli już tak poranieni, że nie mogłyście im pomóc i umierali na waszych oczach, na waszych rękach... Były to smutne chwile, szczęściem jednak było, że większości ocaliliście życia lub kończyny. W tym czasie zbudziła się też Margaret, a po niej Catherine. Obiema dziewczynami troskliwie zajmowała się Lilly, gdy tylko znajdowała dla nich chwilę. Tristana przez większość czasu nie było tutaj, znosił bowiem rannych wykorzystując swą dużą siłę, zawsze jednak zerkając na damę swego serca z uczuciem.
Kersijana i Lilly są już bardzo zmęczone, praca dwa dni i dwie noce zabrała im wiele sił. Bolą je dłonie od ciągłego robienia opatrunków i wyjmowania strzał, a także stopy od ciągłego chodzenia.
Nastał więc poranek... Kersijana i Lilly chyba mają chwilę przerwy, żadnego z rannych na razie nikt nie znosi. Tristana nie było już od równej doby, nie wie nawet o zbudzeniu się Catherine.
-
Kersijana
Padam z nóg... Jak się chwilę nie zdrzemnę to chyba zasnę snem wiecznym... Uśmiechnęła sie mimo zmęczenia i bólu wszystkiego do Lilly. Ty tez byś mogła się zdrzemnąć.... Powiedz mi moja droga....Jeszcze, bo widziałam, że często doglądałaś Margaret i Cathy. Jak one się czują? Czy nic im nie grozi?
-
Kersijana:
Zdrzemniesz? Zaraz znowu kogoś przyniosą i tyle będzie z drzemki. A co do dziewczyn... Czemu sama ich nie spytasz? Odparła Lilly i usiadła na podłodze, masując sobie dłoń.
-
Kersijana
One mnie nienawidzą... Kersijana posmutniała nagle... Daj rozmasuję. powiedziała po chwili zadumy i przykucnęła na przeciw Lilly. Wzięła jej rękę rozmasowując ją...
-
Kersijana:
Lilly odetchnęła na głos, gdy zaczęłaś masować jej dłoń. Dzięki Kersi, a co do tego że nienawidzą, nie przesadzaj, może się obraziły o coś, jak to dziewczyny.
-
Kersijana
Chciała opowiedzieć Jej o całym zajściu, ale to by wymagało powiedzenia tez o Królowej... Ufała Lilly, ale to by znowu ktoś mógł podsłuchać i by był problem...
Poradzisz sobie jak na chwilę wyjdę? Muszę zobaczyć co z moim koniem i z księżną... Gdy ostatni raz ją widziałam to leżała wyczerpana... Dałam jej trochę ziół, ale nie dała znaku od tamtej pory. Kersi chciała się wymigać od niewygodnej rozmowy o Królowie Nordolczyków...
-
Catherine
Nareszcie czuła się na siłach by móc chodzić,bowiem przez cały poprzedni dzień leżała nie mogąc się poruszyć....Denerwowała ją obecność Kersijany i unikała jej wzrokiem gdy tylko przypadkiem ją dostrzegła,wielką ulgę jej dawało to że to sympatyczna i dobra Lily się nimi opiekowała....Martwiła się jednak nieobecnością Tristana,zamierzała pójść go poszukać ale najpierw postanowiła wykorzystać moment kiedy była sama z Margaret,przekręciła się na jej stronę głowę podpierając na ręce i zapytała patrząc jej w oczy - Skarbie,dlaczego Ty to zrobiłaś?
-
Kersijana:
Dam radę, leć leć, tylko nie zostawiaj mnie samej na długo bo i tak mi nogi posłuszeństwa odmawiają - uzdrowicielka pogłaskała Cię po głowie i wstała z trudem, pomagając też Tobie.
Catherine:
Nie mogłam zostawić tej kobiety - szepnęła z trudem Margaret, wciąż bardzo cierpi i nie ma zbyt wiele siły...
-
Catherine
Nie,nie o tym mówię.... - rzekła cicho głaszcząc ją po włosach - Dlaczego pognałaś jak szalona na mury?Nawet nie wiesz jak cierpiałam gdy Cię ujrzałam w tym stanie....
-
Catherine:
Wiem jak cierpiałaś... Po prostu... Nie chcę stawać wam na drodze - szepnęła.
-
Kersijana
Wyszła ze szpitala. Jej koń wiernie czekał przed wejściem... Mój Ty biedny... Kersi aż wzruszyła się widząc jego jak stoi za swą panią... Dała mu coś na wzmocnienie w otwartej dłoni... drugą położyła na jego nozdrza... Zaprowadziła go do stajni nie szczędząc miłych i ciepłych słów. Gdy był w stajni poprosiła grzecznie stajennego by się nim dobrze zajął... Wyciągnęła 10 denarów i mu podarowała... Drugie tyle dostaniesz jak będę go zabierała.... Umowa stoi? zapytała odpinając swoją torbę z ziołami i opatrunkami.
-
Catherine
Słucham? - aż zamarła wpatrując się w oblicze przyjaciółki - O czym Ty mówisz?Bardzo lubię Tristana,ale ja go nie kocham,przynajmniej jeszcze....A Twój sposób "nie stawania nam na drodze" cokolwiek by to miało oznaczać,złamie mi serce....Rozumiesz?
-
Kersijana:
Umowa stoi, pani - odrzekł stajenny i chwycił wodze Mirillia Lassi, koń jednak parsknął groźnie i głową odsunął chłopaka od siebie, energicznie.
Catherine:
Och Cathy ja tak bardzo cię kocham... Szepnęła Margaret, ale w tej samej chwili podeszła do was Lilly i przykucnęła między wami o mało się nie przewracając. No dobra dziewczyny, widzę że żywiołowo tu dyskutujecie a powinnyście obie odpoczywać. A ja jestem wykończona, więc się nie będę bawić tylko obydwie oberwiecie po ostrym kopniaku, może być? Uzdrowicielka uśmiechnęła się uroczo.
-
Catherine
Później mi powiesz kochanie.... - szepnęła i ucałowała czule Margaret w policzek po czym rzekła już głośniej biorąc uzdrowicielkę za dłonie - Lily,biedactwo,ledwo żyjesz....Teraz ja się Tobą zatroszczę,no już kładź się....Ramiona czy stopy?
-
Kersijana
On nieprzywykły bym go zostawiała.... Popatrzyła trochę zawstydzona na zachowanie konia... Pogłaskała go po szyi.... No,,, Moj drogi,,, Przeciez już tu byłeś i On się tobą opiekował... Jak odpoczniesz trochę to znowu do mnie przyjdziesz... Ja będę za Tobą czekała... Kersijana uspokoiła konia... Wybacz,,, Jak będzie nieznośny to wypuść go bo żyć ci nie da... Ja chcę by tylko trochę zjadł owsa i wypoczął.... Kersijana uśmiechnęła się do stajennego... Pogłaskała konia i wyszła do księżnej
-
Catherine:
Niee no, dziewczyno przecież ja tu jestem uzdrowicielką a nie ty... Odparła nieco zakłopotana Lilliane, a Margaret się uśmiechnęła pod nosem.
Kersijana:
Zastałaś księżną z jej córką na dziedzińcu zamku, po którym Anna spaceruje z pomocą Neldy. Obie dostrzegły Cię i uśmiechnęły się na Twój widok.
-
Catherine
Nie wygłupiaj się i nawet ze mną nie dyskutuj,widzę jak się słaniasz,o mało się nie przewróciłaś.... - rzekła stanowczo i pociągnęła ją by się ułożyła - Jak chcesz pomagać w tym stanie?Ty też jesteś człowiekiem Lily,musisz odpocząć.... - po czym sama powoli wstała nieco przy tym wzdychając z bólu i wysiłku i dodała - A skoro nie odpowiedziałaś to i ramiona i stopy hihi,dłonie też mogę jeśli chcesz....
-
Catherine:
Lilly pokręciła głową z uśmiechem i rzekła - przypominasz mi pewną Noldorkę, jaką kiedyś spotkałam w lesie gdy zbierałam zioła. Żadnej dyskusji, kładź się i daj się wymasować. Tylko jakbyś mogła to obmyj mi Cat te stopy, bo już tyle czasu w butach łażę, nie zdziwiłabym się jakby i pościerane były...
-
Catherine
Roześmiała się radośnie po raz pierwszy od dawna bowiem była niemal pewna o jakiej Noldorce mowa - Och Lily,jeszcze ją spotkasz,obiecuję Ci to....I oczywiście że je obmyję,chociaż tak mogę Ci się odwdzięczyć w imieniu naszym i wszystkich tych którym okazałaś serce.... - po czym zdjęła jej buty,podstawiła misę z wodą i zaczęła delikatnie i starannie myć jej stopy rozmasowując je przy tym,mimo że znała ją dość krótko niezmiernie ją polubiła,zupełnie jak Ritę....Za którą była zresztą wielce stęskniona,podobnie jak za siostrami i królową,także nieobecność Tristana,którego dotąd oglądała codziennie sprawiała że czuła się nieswojo....
-
Catherine:
A co, umiesz przewidywać przyszłość? Zapytała z uśmiechem Lilly, wygodnie się układając i odruchowo, troskliwie obejmując Margaret, która położyła głowę na jej ramieniu. Stopy uzdrowicielki są bardzo miłe w dotyku, takie same miałaś wrażenie kiedy dotykałaś jej dłoni, jakby u 20-letniej dziewczyny...
-
Catherine
Można tak powiedzieć.... - rzekła z delikatnym uśmiechem i puściła oko do Margaret,zaraz po tym zagaiła nie przerywając masażu - Masz przepiękną i delikatną skórę,korzystasz z jakichś maści i ziół?
-
Catherine:
Zielarstwo przydaje się nie tylko w uzdrawianiu jak widzisz. Znam parę ciekawych receptur i jestem przekonana, że gdybym to wystawiła na sprzedaż, to wszystkie szlachcianki by się rzuciły a ja byłabym bajecznie bogata... Ale po co mi to... I tak nie miałabym z kim go dzielić, jak to u samotniczki bywa...
-
Catherine
Spojrzała jej w oczy i rzekła z tajemniczym uśmiechem - Nie martw się Lily,myślę że Twoja samotność niedługo dobiegnie końca.... - po czym wzięła do ręki drugą jej stopę i także zaczęła ją rozmasowywać
-
Catherine:
A co, zakochałaś się we mnie? Spytała żartobliwie Lilly, na co Margaret się uśmiechnęła, na szczęście wyczuwając żart.
-
Kersijana
Uśmiechnęła się również na widok dziewczyn. Widzę, że już zdrowiejesz Anno. Pięknie wyglądasz... Obie wyglądacie przepięknie... Powiedziała podchodząc i całując I Annę i Neldę w policzki.Przyszłam zobaczyć czy coś Wam nie potrzeba... Za chwilę muszę wracać do szpitala, ale nie mogłam nie skorzystać z chwili spokoju by Was nie zobaczyć... Jak się czujecie? Kersi nie szczędziła pochwał Neldzie za fachową opiekę... Przymilając się jednocześnie.
-
Catherine
Zachichotała cicho jednak nic nie odpowiedziała,gdy uznała że już wymasowała odpowiednio obie jej stopy przysunęła się nieco i wzięła jej dłoń do ręki niemal z marszu zaczynając je rozmasowywać tak samo delikatnie i starannie jak to uprzednio robiła ze stopami....Sama wciąż nie była w najlepszej formie jednak ponad dzień leżenia niemal bez ruchu pozwolił jej zregenerować znaczną część sił,także psychicznych....