Falmir:
Chodźmy do portu, może znajdziemy tam któregoś z nich.
Wersja do druku
Falmir:
Chodźmy do portu, może znajdziemy tam któregoś z nich.
Dan
Bogowie,w co ja się wpakowałem? - pomyślał,jednak widząc reakcję dziewczyny sam się lekko uśmiechnął następnie zaś podszedł do jej matki i przyklękując przed nią powiedział - Proszę wybaczyć to najście,nazywam się Dan i jestem znajomym Pani pięknej córki....
Vito
Przepchał się przez tłum nie zważając na innych, dochodząc w końcu do lady. Kardiffie, jeszcze muszę Cię o coś spytać, bo poprzednio zapomniałem jakoś...
Dan:
- Doprawdy? Nigdy nie wspominała mi o Tobie, młodzieńcze... Cóż, me imię to Margareth. Rozgość się.
- Wyleciało mi z głowy, mamo... Cóż, teraz go poznałaś.
Sophie zajęła miejsce przy stole, najwyraźniej oczekując, aż do niej dołączysz. Cóż... Chyba nie tak to sobie wyobrażałeś.
Vito:
W twym kierunku poleciało sporo kurw, wyzwisk i innych przekleństw, gdy na siłę próbowałeś się przepchnąć do Kardiffa. Ten spojrzał za to na Ciebie dosyć mocno niezadowolony, lecz odpowiedział Ci - Co? I streszczaj się, bo mi klientów denerwujesz.
Falmir i Rhen:
Doszliście do portu...
Dan
Nie mówiła jej gdzie pracowała....,nie żeby mnie to jakoś szczególnie dziwiło ale powinna mi o tym powiedzieć....,dobra nieważne,trzeba im pomóc,nie dziwię się że tak trudno jej było znaleźć pracę żeby wyżywić obie i jeszcze dom utrzymać....,ale ojciec powinien się zgodzić żeby u nas zamieszkały,matce przyda się pomoc a jestem pewien że Sophie sobie świetnie poradzi w tej roli..... - pomyślał przez chwilę łapiąc kontakt wzrokowy ze swoją nową znajomą,zajmując miejsce za stołem obok niej i mówiąc - Naprawdę nie? Cóż,znamy się od niedawna więc pewnie dlatego.... I chciałbym podziękować za gościnę Pani....
Dan:
Sophie kiwnęła tylko głową na znak zgody z Tobą, matka zaś zapytała - Widzę, że nosisz orkowy topór... Jesteś jakimś żołnierzem, najemnikiem czy coś w tym rodzaju?
Dan
Najemnikiem,tak.... - odparł nieco niepewnie,kładąc jedną dłoń na stole.....- Murwa,wkopałaś mnie Sophie,mogłaś mnie uprzedzić....ehh.....
Dan:
Cóż... Ciężki to kawałek chleba... Mój mąż kiedyś został wcielony do wojska, aż w końcu zwolnili go ze służby, ale to stare dzieje... - Sophie chyba zauważyła twoją reakcję, tak przynajmniej wynika z jej lekkiego wyrazu twarzy przedstawiającego niepewność i zakłopotanie... W końcu jednak odezwała się - A tak poza tym... Masz jakieś plany na dzisiaj?
Dan
Tak,ciężki....,ale to był mój wybór i nie żałuję tej decyzji,bo czuję się po prostu wolny mogąc robić to co chcę i dla kogo chcę,nie mam żadnego przełożonego,żadnych obowiązków po za tymi które sam na siebie wezmę....,tak,ma to swoje liczne plusy,ale coś musi równoważyć to że czasami wykonywanie tego zawodu grozi śmiercią lub kalectwem.... - odparł nieco się uspokajając jej reakcją bowiem nie wszyscy ludzie lubili najemników i nie raz już patrzono na niego wilkiem z tego powodu....,gdy skończył zamyślił się na chwilę po czym dodał do Sophie - Ach,moje plany....,tak mam kilka w tym to że zobowiązałem się zaraz stawić u Vatrasa....,ale mogę zostać jeszcze chwilę....
Vito
Morda tam... rzekł już przy ladzie, do wkurzonego tłumu. No to ten Victor, jak on dokładnie z twarzy wyglądał? Kolor włosów, oczu, długość włosów, zarost, jakieś znaki szczególne?