Alessio
Skrzywdzili Cię? - powiedział z przejęciem kładąc dłoń na ramieniu lubej tracąc natychmiast zainteresowanie słowami Aratheny i śladami potyczki, i tak nic nie potrafił tam dostrzec a troska o Anię zajęła całkowicie jego myśli
Wersja do druku
Alessio
Skrzywdzili Cię? - powiedział z przejęciem kładąc dłoń na ramieniu lubej tracąc natychmiast zainteresowanie słowami Aratheny i śladami potyczki, i tak nic nie potrafił tam dostrzec a troska o Anię zajęła całkowicie jego myśli
Anna de Loiret
Zależy, przez co rozumiesz słowo "krzywda". Istotnie pewnej krzywdy doznałam, ale dość nikłej - odparła zmęczonym głosem, mając myśli wciąż krążące wokół jej brata.
Christophe Leroy
Wypadałoby sprawdzić, czy tam nadal jest. Przypilnujesz koni? Pójdę tam, ta lina się nam potem przyda. O ile jej ktoś nie zabrał przed nami.
Alessio
Obojętność ukochanej ponownie go ukuła - Nie wiem jak długo to zniosę,chyba zacząłem się jej narzucać ze swą czułością..... może faktycznie przesadzam? Może przestała tego potrzebować? Chyba będę musiał dać jej odpocząć od siebie - pomyślał wyraźnie posmutniawszy, zdobył się na to by ją pogłaskać po ramieniu,jednak dość szybko cofnął rękę i zaczął wodzić nieobecnym wzrokiem po pobojowisku.
Arathena
Do giermka
Dobrze, idź...Uważaj na siebie bo tam też prowadzą ślady....
Anna de Loiret
Szlachcianka zsiadła ze swego konia i trzymając jedną ręką jego wodze, zaczęła przyglądać się tam, gdzie idzie giermek, mając dłoń opartą na rękojeści miecza.
Im dłużej będziemy tu czas tracić tym później na miejsce trafimy rzekła Liothannea w bretońnskim. Chyba że od czasu do czasu galopem nadrobimy dodała i ruszyła dalej kłusem.
Christophe zostawił wodze swego wierzchowca z przywiązanymi doń luzakami Arathenie i ruszył w stronę drzew. Zorza wyczuwszy tak blisko ogiery rozdęła chrapy, parsknęła i uniosła ogon. Wierzchowiec giermka pokazał zębiska.
Alessio
Wciąż wyraźnie nieobecny widząc że elfka ruszyła na przód,mocno ujął wodze swojego wierzchowca i pognał za nią.
Anna de Loiret
Ja zsiadam, a te jadą przed siebie, ehhh... Wskoczyła z powrotem na Thilbauta i zrównała się z Liothanneą oraz Alessiem w galopie, zwalniając zaraz do kłusa. Nagle olśniło ją i zapomniawszy na chwilkę o Rolandzie powiedziała - Alessio! Pelerynkę mi obiecałeś, zapomniałeś o prezencie dla mnie? Dobrze, że elficka magia mnie uzdrowiła, inaczej mogłabym się czegoś poważnego nabawić przez te oparzenia...
Arathena
Widząc co zaczyna się dziać z końmi puściła te co dał jej giermek. Wskoczyła na zorzę i ruszyła kawałek w stronę drzew. czyli tam gdzie szedł giermek.
Miała nadzieje, że powiązane konie nie bedą w stanie tak łatwo manewrować między drzewami.
Alessio
Nie zapomniałem kochanie,zawsze dotrzymuję słowa,zwłaszcza takiego danego Pani mego serca,kupię Ci jaki będziesz chciała na najbliższym targu - odparł nieco się ożywiając choć mówiąc patrzył na drogę nie zaś na ukochaną,widocznie chcąc od razu wprowadzić swe myśli w życie....
Anna de Loiret
Dziękuję - odpowiedziała, starając się wsunąć swoją rękę w dłoń ukochanego.
Arathena dotarła do drzew wyprzedzając zmierzającego tam pieszo Christopha. Wierzchowiec giermka ruszył za Nią ciągnąc uwiązane do jego siodła luzaki. Po pikach i linie na miejscu dawnego obozowiska nie ma śladu.
Alessio
Spojrzał na nią nieco zdziwiony,ta kobieta jak żadna przedtem stanowiła dla niego nieprzeniknioną zagadkę.... - Ale czy kochał bym ją tak mocno gdyby była inna? Po za tym to na swój sposób podniecające.... - ujął mocno dłoń ukochanej i szczerze się do niej uśmiechnął
Arathena
łap tego nachalnego bo nie ręczę za siebie. Wykrzyknęła do giermka.
Techniczny
Gdy się uda opanować jakoś te konie Arathena zamienia Zorzę na luzaka i rusza za pozostałymi Gdy do nich dojedzie to zwalnia z ich tempem...
Anna de Loiret
Liothanneo, oni nas już nie dogonią, chyba musimy się zatrzymać - powiedziała do elfki zadowolona z dotyku Alessia.
Christophe Leroy
Podszedł do swego konia, złapał go za ogłowie stając przy jego boku nie chcąc mu pozwolić, by szedł dalej i powiedział do niego stanowczo i głośno - Spokój. Znajdź sobie inną klacz.
Wierzchowiec stanął i parsknął prosto w twarz Christopha, ale dość szybko się uspokoił. Arathena podeszłą by zamienić Zorzę na luzaka, ale spostrzegła iż jeszcze są bardziej zmęczone od jej klaczy. Nie zdążyły w pełni odpocząć.
Ech, pogonić by się ich jakoś przydało stwierdziła Liothannea i zatrzymała się. Czego dowiedziałaś się z listu?
Anna de Loiret
Nie ma w nim nic, czego nie powinnaś widzieć, więc przeczytaj go sama - odparła zatrzymując się i wręczając elfce list. Alessio, pojedź po nich jak możesz.
Christophe Leroy
Dobrze. To teraz za resztą... - powiedział do swojego wierzchowca, po czym wsiadł na niego i zaczął podążać za Aratheną w jej tempie.
Alessio
Och Shallyo,kocham ją nad życie ale nie wiem czy zniosę te wszystkie wahania nastrojów,mimo że zwykle są urocze..... - pomyślał i nic jej nie odpowiadając zawrócił konia z powrotem
Liothannea szybko przebiegła wzrokiem tekst listu po czym złożyła go z powrotem i nieco pobladła oddała Annie.
Arathena
Postanowiła jednak pozostać na Zorzy z uwagi na to, że luzaki były zbyt zmęczone.
Gdy dotarła do grupy zmierzyła Elfkę dość szorstkim spojrzeniem...
Arogancja jest wpisana w waszą naturę. Nikt się nie liczy oprócz was i waszego chorego ego?...
Do Anny
Widziałaś list ojca? Pisał w nim, że wynajął mnie bym była waszą przepatrywaczką, ale jeśli będziemy sobie utrudniać to chyba moja opinia jako osoby przy której usługach nikt jeszcze nie zginął zmieni się. Zrozumcie, że tylko wzajemna pomoc da nam szansę na to byśmy bezpiecznie dotarli na miejsce.
Anna de Loiret
Co się stało Liothanneo? Spytała nieco zdziwiona reakcją przyjaciółki, przybliżając się nieco do niej i w międzyczasie chowając list do sakwy. Słysząc zaś słowa Aratheny spojrzała na nią na chwilę, po czym wzruszyła ramionami i wróciła do wyczekiwania na odpowiedź Liothannei.
Nic oprócz nas i naszego ego?! wysyczała Liothannea To nie o mój kraj chodzi i nie o mojego ojca! Jak dawno Cię wynajął?!
Arathena
A czy to jest ważne? Wynajął i zamierzam wypełnić swoje zadanie..
Ruszyła w stronę gór, nie czekając na to czy Elfka albo ktoś ma zamiar coś powiedzieć.
Niesłychanie ważne czy zdążył na koronację dotrzeć, która dwa dni temu się odbyła! Nie dziwi mnie to, że taka dzikuska zupełnie nie wie jak polityka działa!
Anna de Loiret
Na łaskę Pani! Dwa dni temu... Ojciec jedzie na koronację, a ten bydlak co już zasiadł na tronie Bretonni dał muszkiety swoim żołnierzom... To pułapka pewno, to pułapka, on chce się pozbyć rycerzy! Zaczęła krzyczeć przerażona. Odłóżcie spory na bok, błagam was, błagam wyruszajmy do Couronne. Liothanneo, na naszą przyjaźń, nie traćmy czasu, zostaw ją w spokoju, i ty Aratheno też się uspokój!
Arathena
To tym bardziej niech mi nie przeszkadza. Nie znam się na polityce bo jest brudniejsza niż te bagno, które mijamy ale znam się za to na tym by bezpiecznie i w miarę szybko dotrzeć na miejsce. Wystarczy tylko odrobina dobrej woli i zapomnienie na chwilę w jakich sferach kto się urodził. Dzicz nie będzie brała urodzenia pod uwagę gdy będzie składać nas w ofierze naturze.
Masz więcej szczęścia niż rozumu, iż w takiej potrzebie jesteśmy. Inaczej bym Ci płazem takiego zachowania nie puściła odparła Liothannea. A może Ty Christophe wiesz kiedy i skąd ojciec Anny ruszył na koronację?
Arathena
To ubij mnie i będziesz miała problem z głowy.
Tylko to potraficie... Wasz honor doprowadził do tego czym jest nasz ród i dobrze o tym wiesz.
Christophe Leroy
Proszę was, panie... Nie kłóćmy się teraz bo czas nagli, a rozlewu krwi nam nie potrzeba... W każdym razie - wraz z mym panem mieliśmy dojechać do Qunelles by wynająć jakiegoś zwiadowcę. Dotarliśmy do jakiegoś obozowiska kupieckiego na trakcie niedługo przed zmierzchem, a potem mój pan wynajął Arathenę... Więc odkąd ruszyliśmy i dotarliśmy do Miragliano minęły niecałe dwa dni, pani.
Czyli mamy szansę go dogonić po drodze odrzekła giermkowi i odkrzyknęła Arathenie To Wasz brak honoru do tego doprowadził i odmowa wykonania królewskiego rozkazu! Dziwię się ojcu, że chce po tym utrzymywać z Waszym rodem jakiekolwiek kontakty! zamilkła nagle po wykrzyczeniu tych słów.
Anna de Loiret
Dobyła miecza i wykrzyczała - przysięgnijcie, że nie wydacie tej tajemnicy, przysięgnijcie na wszystko co wam miłe!
Alessio
Spojrzał na Liothaneę robiąc wielkie oczy - Królewska córka? To wszystko tłumaczy.....,wiedziałem że jest wielką Panią ale że jest tak ważną personą.....,i ona mnie tak wspaniale traktowała? To jest wręcz niebywałe - natychmiast pokłonił się przed nią w siodle i powiedział wciąż wyraźnie zszokowany - Przysięgam na wszystko co mi drogie i miłe
Christophe Leroy
Córka króla? I to wysokich elfów? Z ciekawymi to osobami pani Anna się zadaje. Więc i trzeba być i dla niej miły i odnosić się z szacunkiem, skoro z królewskiej rodziny... - pomyślał zadziwiony i uczynił to samo co Alessio, po czym odparł Annie - Przysięgam, pani.
Arathena
A czy przysięga dzikuski coś może znaczyć? Odparła
Mogę Cię Pani ...ukłoniła się tylko bez większego entuzjazmu ....przeprosić bo poniosło mnie. Nie jestem Twoim wrogiem, ale poważnie traktuję swoje zadanie. Nie możesz mieć mi za złe tego, i mogę zapewnić tylko, że honor mój każe mi położyć swe życie na szalę by Pannie Annie nic się nie stało. Czy w to wierzyć zechcecie wasza wola....
Im wyższe urodzenie tym większa ignorancja widać... Sama się wyda jak nie będzie umiała się pohamować.
Anna de Loiret
Aratheno, przysięgnij proszę - powiedziała łagodniejszym tonem, gdy usłyszała słowa elfki o położeniu na szali swego życia w jej ochronie. I na cóż mi ten miecz w dłoni, jak nie potrafiłabym na niej go użyć...
Przeprosiny przyjęte i jam Ci wrogiem nie jestem. Choć muszę być pewna, że nikt mego sekretu niepowołanym osobom nie rozpowie. rzekła Liothannea.
Arathena
Odwróciła głowę w kierunku Córki króla Feniksa. Spojrzała jej w oczy by po chwili przenieść wzrok na Annę.
Elfka wie, że takiej przysięgi nie muszę składać by wiedziała, że jej nie wydam. Dla moich braci i sióstr z Lasu nie jestem już rodziną, ale ich los nie jest mi obojętny.
Jeśli jednak dla Ciebie to jest takie ważne to przysięgam na Ishę. Odwróciła na chwilę jeszcze wzrok na Elfkę....