Spytko po polsku
Zbyt Cię miłuję by kazać długo na siebie czekać odparł z uśmiechem i skrzącym spojrzeniem, podziwiając piękny widok.
Wersja do druku
Spytko po polsku
Zbyt Cię miłuję by kazać długo na siebie czekać odparł z uśmiechem i skrzącym spojrzeniem, podziwiając piękny widok.
Adalbert:
Marzę o pawiu w piórach... Dziewczyna aż zamruczała na myśl o przepysznym jedzeniu.
Spytko:
A zatem... Twoja żona obróciła się tak, by jej kobiecość znalazła się tuż nad Twymi ustami...
Spytko
Czyżbym za dużo prawił i w ten sposób postanowiła mi zamknąć usta? pomyślał z rozbawieniem ochoczo dając Katarinie rozkosz jakiej się domagała.
Spytko:
Katarina zaczęła wzdychać od Twoich pieszczot... Po kilku dłuższych chwilach, postanowiła zmienić pozycję i położyć się obok w wyczekiwaniu... Patrząc na Ciebie lubieżnie.
Spytko po polsku
Nie dał się prosić, tym bardziej że widok nagiej żony, smak Jej kobiecości oraz jęki ukochanej coraz bardziej rozniecały podniecenie rycerza. Gdy w końcu je ugasił położył się obok Katariny i objął Ją czule. Po dłuższej chwili, gdy uspokoiły się ich oddechy, rzekł Najchętniej Miła bym się stąd w ogóle nie ruszał, ale nie wiada ile jeszcze będziemy do Francji płynąć. Trzeba wpierwej odszukać mości Oswalda i dowiedzieć się z czego Tulon słynie, by i pani Agnes nie musieć łgać. A także jak ma na imię owa hrabina, byśmy nie zanieśli wieści Jej siostrze czy matce.
Spytko:
Ale po co mamy dowiadywać się, z czego słynie Tulon? Spytała Katarina, zmęczona choć uradowana.
Spytko po polsku
Bom dumał co by panią Agnes poprosić o zezwolenie na podróż lub ostanie w Tulonie na kilka dni, jeśli nasza droga przez niego wiedzie, miast do niedaleko Tulonu leżących ziem owej hrabiny.
Spytko:
Wiesz, mężu, że to niegłupie? Ale to może... Może ty pomówisz z panem Oswaldem sam? Jak mężczyzna z mężczyzną?
Spytko po polsku
Dobrze, tak uczynię. Pocałował Katarinę, po czym z wielką niechęcią wstał i się oddział oraz ruszył na poszukiwanie Oswalda.
Spytko:
Znalazłeś Oswalda w jego kajucie. Rycerz otworzył Ci drzwi i zaprosił do środka, po czym usiadł mówiąc - co cię do mnie sprowadza? Wydaje się być nieco rozdrażniony.
Spytko
Takoż mam swój honor i wolę więcej nie łgać niż to konieczne. Umyśliłem z żoną poprosić panią Agnes o pozwolenie na podróż lub odłączenie się w Tulonie jeśli będziem przez niego przejeżdżać, jednak musimy podać ku temu dobry powód. Opowiedz mi więc wszystko co wiesz o tym miejscu, a także zdradź w końcu jak owa hrabina ma na imię, byśmy nie zanieśli wieści o Twej śmierci Jej siostrze lub matce.
Spytko:
Tulon to przede wszystkim port, ale sam w sobie z niczego więcej nie słynie. Ciekawsze są ziemie na zachód, hrabstwa Tuluzy, Foix czy Carcassone. Hrabina ma na imię Izabela. Izabela de Foix.
Adalbert
Paw w piórach tutaj? Obawiam się że nie zaznasz tutaj takiego rarytasu... Może chodź ze mną do szynkwasu i osobiście spytaj karczmarza co może Ci zaoferować? Spytał wstając powoli od stołu.
Spytko
Trudno, będziemy musieli zatem coś sami wymyśleć. Ech, żeby chociaż był tam jakiż kościół poświęcony Bogarodzicy. Bywaj zatem, nie będę dłużej wadził, bo i widzę że humor Waści nie dopisuje rzekłszy to zebrał się do powrotu.
Adalbert:
Hm... Zdam się na twój gust, zobaczymy co smacznego mi wybierzesz - odparła Sybilla uśmiechając się na chwilę. Dziewczyna zdjęła swój płaszcz i zawiesiła go na krześle.
Spytko:
Tak, żegnaj - rycerz zamknął za Tobą drzwi.
Adalbert
To i tak lepiej chodź ze mną, bo jeszcze ktoś się Cię uczepi, panienko, kiedy sama będziesz siedzieć.
Spytko po polsku
Wrócił do żony Hrabina ma na imię Izabela. Tulon to port, jednak niestety nie słynie z niczego więcej. Może Tobie się uda wymyśleć co może chcieć kobieta przy nadziei z portu, czego w zamku nie dostanie, ja zbyt zmęczony jestem by nad tym dumać. Ziewnął potężnie i położył zażyć nieco snu.
Adalbert:
Dobrze - panna de Foix poszła razem z Tobą do karczmarza. Jednak gdy tylko chcieliście zamówić coś do jedzenia, dziewczyna spostrzegła, że jakiś łotr ucieka z jej płaszczem. To mój płaszcz! Wrzasnęła.
Spytko:
Wiesz co? Pomyślę nad tym, ale teraz muszę i ja zażyć snu... Odparła Katarina i wkrótce usnęła wtulona w Ciebie.
Wszyscy poza Adalbertem:
Po kolejnych kilku dniach zebraliście się na pokładzie okrętu, obserwując nadciągające, czarne chmury. Płyniecie prosto w nie, wydaje się, że nie unikniecie sztormu. Strach albo chociaż niepokój wypełnił wasze serca...
Robert
Schowajcie się w kajucie na czas sztormu ja zostanę na pokładzie i spróbuję pomóc załodze,przyda się moja siła... - rzekł do Agnes i Charlotte
Spytko
Konie! krzyknął i pobiegł uspokoić wierzchowce, by nie wpadły w panikę podczas zbliżającej się burzy.
Adalbert
Po prostu wiedziałem że tak będzie. Rzucił się w pogoń za złodziejem starając się zapamiętać w co był ubrany i jak wyglądał, jeśli go zgubi to później odnajdzie go po wizerunku.
sir George Srogi
Począł się żarliwie modlić na środku pokładu.
Robert, George:
Nie pójdę do żadnej kajuty, będę się modlić wraz z innymi - stwierdziła stanowczo Charlotte, po czym uklękła obok sir George'a i zaczęła się modlić. Za ich przykładem poszło również większość załogo.
Spytko:
Konie nie są zbyt spokojne, parskają nerwowo, wyczuwając nadchodzące niebezpieczeństwo. Chyba ciężko będzie je uspokoić...
Adalbert:
Dopadłeś złodzieja, to jakiś gołowąs, który ledwie wkroczył w dorosłość. Litości! Litości! Wrzasnął.
Adalbert
Dawaj to... Warknął wyrywając mu z ręki płaszcz. Czego kradniesz, kmiocie? Spytał trzymając go kurczowo za kołnierz i potrząsając nim.
Spytko po polsku
Katarino, trza słomą zabezpieczyć ściany by się konie nie poraniły. Ino bacz by żaden w panice Cię nie kopnął rzucił. Brak odpowiedzi sprawił że obejrzał się przez ramię. A tą gdzie znowu cholera poniosła! machnął ręką na konie i wrócił szukać żony.
Robert
Westchnął tylko ciężko z poirytowaniem przypatrując się im ze szczerym niedowierzaniem... - Czy zatoniemy czy przeżyjemy,nie będzie w tym żadnego udziału z jego strony...Choć jak zamierzają się modlić cały czas to nic nas nie uratuje...
Adalbert:
Ona pewnie ma sto takich płaszczy! A ja potrzebuję srebra! Odkrzyknął wystraszony i jednocześnie mocno zezłoszczony złodziej.
Spytko:
Zastałeś swoją żonę na pokładzie, właśnie wstaje z klęczek. O, tu jesteś mężu! Czemu nie modliłeś się razem z nami?
Robert:
Po chwili modły dobiegły końca, załoga zaczęła udawać się na stanowiska i szykować do ścięcia masztów. Charlotte pociągając Cię za rękę, podbiegła do burty, obserwując nadchodzącą burzę.
Robert
Dał się pociągnąć za rękę jednak zaraz ujął ją za obie dłonie mówiąc z zaniepokojeniem - Charlotte,proszę,schowaj się gdzieś z Agnes,boję się że coś Wam się stanie...
Adalbert
To na nie zarób! Jak człowiek! Nie mam czasu żeby się z Tobą użerać u zarządcy. Wynocha, i żebym cię więcej na oczy nie widział! Krzyknął odpychając od siebie złodzieja.
Spytko
Bom pomodlił się w biegu skłamał bez mrugnięcia okiem. Konie trza uspokoić zanim wpadną w panikę i się poranią. Sam tego uczynić nie podołam.
Robert:
Wszędzie jest niebezpiecznie, teraz tylko ci dzielni ludzie i Bóg mogą nas ocalić... W nich pokładam wiarę - odparła Charlotte, patrząc Ci w oczy.
Adalbert:
Złodziej uciekł w popłochu, zostawiając płaszcz Tobie. Ciekawe, ile jeszcze problemów sprawi Ci panienka Sybilla?
Spytko:
Już idę, pomogę ci! Odparła Katarina. Konie tymczasem coraz ciężej uspokoić. Zwłaszcza, że jest ich dużo.
Adalbert
Westchnął ciężko, machnął ręką za złodziejem i skierował się szybkim krokiem do karczmy, gdzie zostawił swoją "towarzyszkę".
sir George Srogi
Po skończonej modlitwie pobiegł z załogą pomagać przy masztach.
Spytko
Wraz z żoną zajmuje się uspokajaniem tylko ich własnych wierzchowców. Skoro inni rzyci nie raczyli ruszyć, to już nie Spytka problem co się z końmi innych stanie.
Techniczny:
Tym bardziej że odpowiedział żonie na pokładzie po łacinie (skoro nie ma w nawiasie w jakim języku Spytko mówi, to mówi tak by go większość obecnych zrozumiała).
Robert
Westchnął tylko ciężko a na jego twarzy mogła wyczytać zawód i rozczarowanie...Nie chciał jednak wdawać się z nią w dysputy o wierze w środku sztormu dlatego rzekł jedynie zrezygnowanym tonem - Niech tak będzie Charlotte,nie zamknę Cię pod pokładem wbrew Twojej woli... - po czym nie czekając na odpowiedź odszedł pomagać załodze w przygotowaniu okrętu na to co nieuniknione...
Adalbert:
Kiedy wracałeś do karczmy, widok Twój przykuł rycerz iberyjskiego zakonu Santiago, przyglądający się całej sytuacji. Wydaje się młody, o czarnych włosach.
Alejandro Hernandez de Avila:
Dostrzegłeś, jak jakiś rycerz puszcza wolno złodzieja.
Spytko:
Wkrótce do uspokajania wierzchowców dołączyło kilku innych ludzi. Burza nadeszła, słychać potężne grzmoty a okrętem rzucają na wszystkie strony silne fale. Trzaskawica wyrwała Ci się i stanęła dęba...
Robert, Sir George:
Gdy tylko pomogliście przygotować okręt do sztormu, runęła potężna burza. Woda często sięga nawet pokładu waszej kogi. Agnes stanęła spokojnie u burty, wpatrując się w burzliwe niebo...
Spytko po polsku
Na Belzebuba! zaklął próbując złapać uzdę, by pociągnąć łeb Trzaskawicy na dół z całej siły, tak by opadła na cztery kopyta.
Adalbert
Nie zwrócił większej uwagi na południowego zakonnika, choć nieco zdziwiła go jego obecność w tych stronach. Kontynuował wędrówkę do gospody.
Mimo tego że był zdenerwowany na wybrankę i jej przesadną religijność to ujął ją za rękę i stanął obok Agnes obejmując je obie w niedźwiedzim uścisku tak aby fala nie zmyła ich z pokładu...
Alejandro
Podjechał spokojnie do nieznajomego i rycerskim zwyczajem przedstawił się po czym wyrzekł Panie jak to tak złodzieja wolno puszczać, nie godzi się, choć zapewne nie minie go kara boska toż kogoś innego ukrzywdzić może, a Wy jako rycerz powinniście ludzi od występku bronić