-
Dagoth:
Przygotujcie mi pochodnie i krzesiwa, oraz mojego konia. Zabarykadujcie się w domach, a ja pojadę tam i spróbuję się uporać z tymi bestiami... Albo przynajmniej ubiję ich tyle ile dam radę - odparł starszemu, wyjął miecz i wbił go w ziemię opierając się o niego, w duchu zmawiając modlitwę do swego Pana - Daj mi siły mój panie w nadchodzącej walce, jeżeli wróg okaże się potężniejszy niż ja sam. Wszak walka ta będzie ciężka, a bestie te nie znające honoru spróbują wszelkich sztuczek, by pokonać Twego wiernego sługę. Obiecuję ci... ze wszystkich sił będę walczyć dla Twego imienia i zginę za nie, jeżeli będę musiał.
-
Regina
Gdy usłyszała "wszyscy" nagle zrobiła wielkie oczy. Ale nie było sensu pytać o kogo i o co chodzi... znała odpowiedź... Wszystko w swoim czasie... zamruczała pod nosem sama do siebie... Głośniej jednak.... Wskażecie mi zatem moją izbę?
-
Morghar
Meh, nic ciekawego. Zamknął okiennicę, żeby odizolować się częściowo od hałasu i wrócił do czytania, zapalając uprzednio świeczkę w pomieszczeniu, żeby nie było mu za ciemno.
-
Maikh
Zjadł posiłek w izbie za zamkniętymi drzwiami i po tym jak oddał klucz udał się do stajni sprawdzić jak stajenny zaopiekował się jego wierzchowcem. Nie będę przecież tej osi dźwigał tu z powrotem, konno pojadę na zakupy i od razu po nich pojadę do kupca.
-
Aurelia
To zapraszam do Nas przedyskutuje Pani kwestię z dowódcą i zaznajomi z dzikuską
Alda
Tak zawsze byłam dla wszystkich problemem, odrzekła Mija, ale może teraz mój los się odmieni, zmierza ku wam jeden z żołnierzy wysłany gdzieś niedawno przez dowódcę, towarzyszy mu jakaś wojowniczka
Rehlynn
Dostałeś eskortę, już w bramie gildii powitał Cię zastępca Arcymistrza Przełożony czeka rzucił oschle
Dagoth
Wieśniacy szybko się uwinęli, dotarłeś nad skraj Uroczyska, masz jakiś plan?
Regina
W prawym skrzydle są wolne izby, tylko nie schodź do podziemi, a i posiłki są o brzasku, w południe, o trzeciej po południu i z nastaniem zmroku
Morghar
Księga jest ciekawa, sporo tam informacji o barbarzyńcach na drakarach łupiących kogo się da, czytanie przerw Ci chyba sługa, zaprasza na obiad
Maikh
Zjadłeś, koń oporządzony jest wzorowo, pora kupić oś, pytanie czy po zakupie wracasz od razu do karawany?
-
Maikh
Dał dwie srebrne monety stajennemu i wyruszył na zakupy. Zaraz po nabyciu osi od razu wraca do karawany.
-
Morghar
Zagiął róg kartki, tam gdzie skończył czytać, odłążył książkę, zgasił świecę, uchylił okiennice i poszedł za sługą na obiad.
-
Alda
Stul dziób, jak będzie trzeba to się tobą zajmę jakim byś problemem dla mnie nie była... Szepnęła i podjechała do żołnierza oraz wojowniczki, zatrzymując się przed nimi, jedną ręką obejmując Miję a drugą kładąc na biodrze. Spojrzała groźnie na oboje swym obliczem ozdobionym złowrogimi barwami wojennymi, spode czarnej grzywki. Nie odezwała się ni słowem...
-
Regina
Podziękowała ślicznie.... A co jest w podziemiach?... A tak, tak dowiem się później, zażartowała.... Konia do stajni zaprowadzę, i jeśli to Wam nie przeszkadza to pójdę trochę wypocząć...
Techniczny
Po załatwieniu sprawy z koniem i swoje tam fizjologiczne... i jeśli coś się nie wydarzy to Renia udaje się do izby.....
-
Aurelia
To nie dzikuska!To że nie jest Meekhanką nie znaczy,że jest gorsza od Ciebie czy ode mnie! - ofuknęła go,gdy zaś podjechali do nieznajomej z dzieckiem na rękach,uśmiechnęła się przyjaźnie - Witaj,miło Cię poznać,Aurelia jestem.....jesteś Sahrendey,prawda?
-
Alda
Co się tak szczerzysz, chuj ci w tyłek wszedł? Pomyślała, odpowiadając dość ponuro - tak Sahrendey... Można tak powiedzieć przynajmniej hehe. Alda jestem, ale jeśli do kurwy nędzy będę tu sterczeć tyle czasu, to ta dziewczyna umrze, rozumiecie do cholery!? Nagle się wydarła.
-
Aurelia
Biedactwo! - powiedziała szczerze przejęta dopiero teraz dokładniej przyglądając się dziewczynce - Panie dziesiętniku coś jeszcze czy możemy już ruszać?
-
Dagoth:
Ostrożnie przypatruje się okolicy jak i uroczysku, oczekując, aż ukaże mu się jakiś wróg. Zapala pochodnię, coby mógł lepiej widzieć i wyciąga miecz.
-
Maikh
Dobrze jeszcze nie wyjechałeś z miasta, a natknąłeś się na ochranianą przez Ciebie karawanę, podróżującą jak na wycieczce, kupiec zmienił postawę, nie jest już to ta dupowata niezdara, a raczej władca Świata Dobrze Cię oceniliśmy honor i prawa to dla Ciebie wszystko, Szczury jak widać się nie mylą, mam dla Ciebie propozycję, chcesz wyrównać rachunki z Niechcianymi?
Morghar
Sługa popatrzył z przerażeniem jak zaginasz róg, ale nic nie odrzekł, dotarliście na obiad, duża sala, stół bogato zastawiony jadłem, ale tylko część krzeseł zajęta
Regina
W podziemiach są stwory z Uroczysk, tylko nie spóźnij się na obiad, chyba że nie jesteś głodna. Po załatwieniu swoich spraw odnalazł Cię jakiś sługa, dotarłaś do sali, posiłek już czeka
Alda
Mija pokazał Ci język widocznie nie jest aż tak umierająca
Aurelia
Żołdak wygląda na urażonego Twoimi słowami
Alda i Aurelia
Obie panie zapoznały się, na razie nie dochodzi jeszcze do rękoczynów, dowódca wręczył Aurelii mieszek, 10 orgów na uzdrowiciela i za pilnowanie Aldy, coby głupot nie czyniła. Udałyście się we trzy na poszukiwanie medyka
Dagoth
Kręcisz się w koło uroczyska O widać zwierzątko samo przyszło do zoofila rozległ się głos
-
Maikh
Chcę, nie lubię jednak być oszukiwany, choćby i w szczytnym celu.
-
Alda
Co mi jęzor pokazujesz... Kurwa! Ja na złamanie karku pędziłam, żeby cię ocalić a tobie nic nie jest!? Ty wredna, mała... Westchnęła ciężko niemal na głos, przytulając dziewczynkę i przymykając oczy.
-
Morghar
Jeśli miejsca nie są w żaden sposób podpisane czy oznaczone, to siada byle gdzie, lecz nie w szczycie stołu i przystępuje do spożywania posiłku.
-
Rehlynn
Och, już, już odparł zimno A ten pierdziel czego chce?
-
Dagoth:
Kapłan zaśmiał się słysząc, że jego stary "znajomy" postanowił go nie opuścić... Ba, nawet jest w to wszystko zamieszany - Wiedziałem, że nie mógłbyś mnie opuścić... A więc widzę, że masz większe ambicje niż tylko zabawy ze zwierzętami, co?
-
Aurelia
Palant!Jak można w ogóle tak myśleć i nazywać kogoś dzikusem! - złościła się w myślach,jechała tak przez chwilę w milczeniu po czym rzuciła krótkie spojrzenie na Aldę tulącą dziecko - Biedna dziewczyna,coś ją gryzie ale serce ma dobre....- Zaraz będzie po wszystkim,to nie jest duże miasto.... - powiedziała ciepło znów przyjaźnie uśmiechając się do swojej "podopiecznej"
-
Alda
Obmierzyła wzrokiem Aurelię, dość uważnie, jakimś złowrogim spojrzeniem, w którym można było dostrzec jednak nieco dobroci... Zawsze jesteś taka radosna? Mruknęła.
-
Aurelia
Kiedy mam powody.... - odparła a uśmiech nie znikał z jej twarzy,wciąż szukała wzrokiem uzdrowiciela....
-
Alda
Taaaa... Też bym chciała je mieć, zamiast tego... Chrzanić to, nieważne - odrzekła, zaciskając zęby ze złości na chwilę.
-
Aurelia
Och jakaż ona jest nieszczęśliwa,ale los jej wynagrodzi dobre serce i cierpienie,na pewno,tak jak i mi....- Spojrzała na nią przez chwilę ze smutkiem i szczerym współczuciem jednak już nic nie powiedziała,miast tego podjechała do jakiegoś przechodnia i zapytała przyjaznym i delikatnym głosem - Przepraszam dobry człowieku,wiesz może gdzie znajdę uzdrowiciela? Dziecko cierpi i potrzebuje pomocy....
-
Alda
Co się tak na mnie wpatruje? Jak starsza siostra na młodszą, chcąc ją chwycić za rękę i utulić, ulżyć w cierpieniu. Ona mi kurwa w myślach czyta czy co? Pomyślała unikając wzroku Aurelii.
-
Maikh
Oj, tam od razu oszukiwany, oszust to takie brzydkie słowo, w takim razie muszę Cię o coś zapytać. Zgodzisz się na magiczną podróż czy wolisz poznać resztę kompanów później, bo równie dobrze możemy zaczekać na nich tu i tak będą podążać w tym kierunku
Alda i Aurelia
Po wymianie uprzejmości i zgryźliwości ruszyłyście do uzdrowiciela, oddałyście Miję pod opiekę. Starszy mężczyzna pełniący w mieście rolę medyka widać nie był zadowolony tym, że musi zająć się smarkulą, ale 5 orgów z sakiewki od dziesiętnika go przekonało, może małej wredoty nie otruje, może. Zaraz po wyjściu z budynku dumnie noszącego miano szpitala wasz wzrok padł na kilku żołnierzy z gwardyjskiego pułku Imperium, kilku kuszników, kilku piechociarzy. Jeden postąpił ku Wam, prosimy zacne Panie w gościnę, za żołdakami czai się w cieniu niepozorny człek
Rehlynn
Dotarłeś do gabinetu przełożonego gildii Coś nawyczyniał w mieście, podobno jakieś trupy zostawiłeś po sobie, zacząłeś się odzywać, cicho nie przerywać pało z ust Arcymistrza, przynosisz złą sławę gildii, nie mogę tego tolerować, znikniesz, a nadarza się ku temu sposobność bo Nora poprosiła właśnie gildię o maga, zwłaszcza maga bojowego. Wiem brakuje Ci do takiego trochę, ale podszkolisz się lub zginiesz próbując hehe. Na dziedzińcu czeka już koń z ekwipunkiem i Twój nowy dowódca hehe
Morghar
Zasiadłeś do stołu i przystąpiłeś do jedzenia, słyszysz jakieś pomruki brak kultury, widać że z rubieży
Dagoth
Tak, ambicje we mgle unoszącej nad Uroczyskiem coś przebiegło, wygląda jak lew, tylko jakiś dziwny pokryty łuskami, nie zdążyłeś się przyjrzeć gdy stwór Cię zaatakował, walka była krótka, zwierzowi ciężko było sprostać opancerzeniu kapłana, gdy stwór padł do akcji wkroczył drugi z napastników. Z mgły wyłonił się Pomiotnik, dość mizerny, widać z wieśniakami sobie radził, ale teraz ma twardszy orzech do zgryzienia. Starcie magii i miecza wkrótce rozstrzygnęło batalię. Na palcu boju pozostał Dagoth, ranny ale zwycięski
Techniczny
Z walki ze stworem dwie rany lekki (3 rundy), Pomiotnik zadął lekką i średnią (średnią atakiem magicznym, też 3 rundy), opis mile widziany. W sumie 3 ranny lekki i średnia
-
Maikh
Za magią także nie przepadam, szczególnie za używaną na mnie. A jechanie naprzód tylko po to, by się i tak wracać, nie ma chyba większego sensu. Zaczekajmy wiec na nich tutaj.
-
Alda
Ehh nie dadzą chwili spokoju, gościny się zachciało, i co teraz pewnie będę musiała udawać damulkę żeby dobre wrażenie zrobić? Kurewski żywot... Pomyślała wzdychając ciężko i spoglądając na chwilę na Aurelię. Jestem zaszczycona... Rzekła ironicznie.
-
Aurelia
Ojej,jak miło,chętnie skorzystamy - powiedziała szczerze uradowana ,rzuciła Aldzie przelotny i zachęcający uśmiech i zaczęła powoli jechać w stronę grupki żołnierzy - Ciekawe tylko kto tam stoi w tym cieniu? Pewnie ktoś z naszego wywiadu,trzeba będzie uważać na słowa....
-
Alda
Zadziwiona obmierzyła Aurelię wzrokiem, ona znowu się śmiała... Znowu... Nic nie mówiąc, ruszyła jednak za nią.
-
Rehlynn
A żeby tego pierdla piorun jebnął w te uschnięte dupsko. Ja chędoże murwa, świetnie. Robota dla nory, nici z Elsą, ale przynajmniej na razie jest bezpieczna. Tyle dobrego, ale to właśnie murwa przez nią, gdyby nie moje chędożone serce nigdy nie straciłbym wygodnej posady. Ech, przeżyję i wrócę, do tego czasu Ty ,,arcymistrzu'' będziesz pewnie martwy. Wyraz jego twarzy pozostał obojętny mimo, że w środku się gotowało. Odrzekł również obojętnie Niech będzie. A ten nowy dowódca to kto? Pewnie następny stary bufon, ale może kto inny. Ech pora się przekonać.
-
Morghar
Usłyszawszy kąśliwe komentarze w swoim kierunku przerwał jedzenie, powstał i rzekł Wybaczcie me maniery, bowiem zapomniał się. Jam Morghar, konny z armii imperialnej. Ukłonił się dworsko, wręcz do przesady. A zatem smacznego, drodzy zgromadzeni! Powrócił do spożywania.
-
Regina
Skinieniem głowy przywitała się z ludźmi którzy siedzieli już w izbie... Gdzie mogę usiąść? zapytała... Szukała wzrokiem kogoś kto przypominałby gospodarza tego zamku...
-
Dagoth:
Łuskowata bestia zaskoczyła kapłana, bo i to nawet nie zdążył się jej dokładnie przyjrzeć. Przez swą nieuwagę został ugryziony, choć na szczęście nie była to poważna rana dzięki jego pancerzowi. Gdy tylko bestia minęła go Dagoth ruszył na nią boleśnie tnąc swym mieczem. Bestia nie dawała za wygraną, lecz nie mogła sprostać słudze Setrena Byka i padła po jego kilku ciosach. Teraz czekała go walka z "zoofilem". Jak się okazało był to wątły pomiotnik. Kapłan uśmiechnął się wrednie pod nosem i bez dłuższego zastanawiania się ruszył na tę żałosną istotę. Choć zdawało się, że walka będzie niezwykle prosta i szybka, to w miarę sprawnie omijała ciosy, a nawet udało jej się zranić swego przeciwnika dzięki swej magii. Gdy walka dobiegała końca, a stwór był dostatecznie poraniony, by nie móc walczyć, kapłan szybkim ciosem wbił miecz w jego tors i wyszeptał - Pozdrowienia od mego pana, Setrena Byka - a następnie szybkim ciosem odciął jego łeb.
Rozgląda się jeszcze po okolicy czy coś tu się na niego nie czai, albo czy coś nie wyjdzie z uroczyska. Jeżeli nic się nie dzieje to powoli odjeżdża w kierunku wioski...
-
Maikh
Jak tam chcesz, masz tu 20 orgów na utrzymanie przez jakiś czas, niedługo spotkamy się ponownie, a i mam nadzieję, że nie boisz się wody, po czym wyminął Cię i skierował karawanę do miasta
Alda i Aurelia
Udaliście się do karczmy, na środku stoi tylko ława i dwa zydle, resztę usunięto pod ściany, pozycję wkoło zajęli kusznicy, przy jednym zydlu zasiadł ów tajemniczy osobnik, dowódca wskazał Wam miejsce na drugim zydlu po drugiej stronie stołu. Widać nie o taką gościnę jaką sobie wyobrażałyście idzie. Mężczyzna wpierw zagaił do Aldy Pewno jeszcze nie wiesz, ale Wozacy pobili Ojca Wojny, a nawet jak wiesz, nie to jest najistotniejsze, okazało się że Twoje pokolenie tu wycelował palec w Ciebie, to tak naprawdę dzieci Verdano, które wg Yawendyra zostały zabite przez Sahrensey, czym skutecznie skłócił Wozaków i Twe plemię, szczwany podstęp przyznasz, ale teraz się wydał hehe, ale mniejsza o to. Ma dla Was zadanie zwrócił się już do obu, potrzebujemy ludzi do misji na zachodzie i Wy dwie weźmiecie w nim udział, szykujcie się do drogi, pierwszy punkt zborny Stary Meekhan, po czym wstał zza stołu i ruszył ku wyjściu
Rehlynn
Spodziewałeś się ujrzeć jakiegoś starego gryzipiórka, ale ku Twemu zaskoczeniu czeka na Ciebie jakiś gołowąs, i do tego chyba jakiś nierozgarnięty bo nie ma konia czy zapasów na drogę Witam jestem Oswald, mistrz Ścieżki Promienia, dosiądź Panie konia i wyruszamy
Morghar
Przejaw manier wywołał jeszcze większy wybuch śmiechu, jeden ze zgromadzonych rzekł, Oj już dawno tego nie widziałem ni nie słyszałem, nie przejmuj się, teraz każdy udaje tu kulturalnego, a jak potrzeba zachowuje się gorzej niż najgorszy prostak
Dagoth
Nie zdążyłeś dosiąść konia gdy usłyszałeś brawa No nieźle sobie poradziłeś kapłanie, na kamieniu siedzi jakiś jegomość, zostań na miejscu i nie czyń głupstw, nie masz szans, z Norą nie wygrasz i nie rób głupich min, Twoje przekraczanie granic Imperium już dawno zwróciło Naszą uwagę, a teraz ma dla Ciebie propozycję, chcesz ją wysłuchać?
Regina
Gdzie chcesz, możesz u mnie na kolanach rzucił jakiś pulchny facet, a jak nie chcesz jak widać jest sporo wolnych miejsc
-
Maikh
Zawrócił wierzchowca O czymś zapomnieliście Panie! Ośka! W końcu kupiona za Wasze pieniądze.
-
Alda
Co? Spojrzała zaskoczona, jak wryta na tego człowieka, gdy trafiały do niej coraz to kolejne słowa raniące jej serce niczym strzały. Porzuciłam swoich, gdy odzyskali wolność... I nie jestem Sahrendey? Ale... Jak... Upadła na kolana i zaczęła płakać zakrywając dłońmi twarz.
-
Dagoth:
Za łatwo nie mogło być, czyż nie? Ehhh... Tak myślałem, że w końcu będę miał jakieś kłopoty - Dobrze, mów - stanął w miejscu i przyglądał się nieznajomemu.
-
Aurelia
Ehh...,no to pięknie,zostałyśmy zmuszone do pracy dla tej świni,musiał jej tak przy tym dowalić? - pomyślała ze smutkiem po czym przykucnęła przy Aldzie,delikatnie oparła jej dłoń na ramieniu i szepnęła - Jesteś Sahrendey Aldo,ważne jest nie tylko to skąd się wywodzisz ale i za kogo się uważasz.....
-
Morghar
Wiedziałem że to zamek jakichś zjebów. Kontynuuje posilanie się nie odzywając się już słowem.