-
Erilla, Kersijana:
Wiesz dokładnie kim ja jestem, choć wszyscy Noldorowie są przekonani, że mnie już nie ma... Elacrai pozostało bez królowej... Gdyż koronacja bez sygnetu nie mogła się odbyć - odparła Kersijanie kobieta, przepięknym głosem, pełnym tak dumy jak i dobroci...
-
Kersijana
Wiem Pani, ino uwierzyć nie mogłam, że takie szczęście mnie spotka.... Wiedz, jednak ,że dla mnie i wielu jesteś królową....
Kersi spojrzała w stronę w której powinna znajdować się jej towarzyszka dając znak by podjechała do nich... Nie jestem tu sama, Pani. Ino ostrożność kazała nam by asekurować się... Parę godzin temu spotkałyśmy dziwnego człowieka o oczach i mowie węża... Myślę że mógł jechać za nami...
Och... Pani,,,, Mam nadzieje ,że... Kersi wsiadła na swego rumaka i zaczęła się nerwowo rozglądać....Jeśli on nadal nas śledzi to możesz być w niebezpieczeństwie... Sama podróżujesz? gdzie Rycerze Brzasku? Mirillia Lassi by już dała mi znak, że swych braci i siostry wyczuwa....Położyła dłoń na głowie rumaka
-
Erilla
Cholera, co po ja tam? Niechętnie stuknęłam piętami wierzchowca i ruszyłam w stronę elfki i nieznajomej.
-
Malacath:
Brudasy chędożone... - burknął pod nosem po D'sharsku. Wziął strzały, misiury i szable, zapakował je i wsiadł na swojego konia, podjeżdżając do tych jego "towarzyszy" - Robi się... ciekawie. Ucieczka od ojca, zabicie każdego rycerza jakiego sobie "przygrucha"... Poobserwuję ją sobie, "zrobimy" co potrzeba i pewnie powiem do widzenia panience. Taaa... Bo biegać za nią za darmo w nieskończoność nie mam zamiaru hehe - Pieniędzy to oni przy sobie nie mieli, ale wziąłem te misiurki i szable - dał temu całemu rycerzowi połowę jego łupu - Oh... Teraz w objęciach mu siedzi. Miesiąc później - "Malcolm... Jestem w ciąży"?
-
Malcolm
Obejrzał misiurkę między palcami czy nie jest jakoś specjalnie dziurawa, sprawdził też ostrość szabli po czym schował je do swoich sakw przytroczonych do Sheili. Szkoda że konie uciekły. A ten co taki zamyślony się na mnie gapi? Zazdrości? Nie ma czego zazdrościć przecież...
-
Erilla, Kersijana:
Jedynym Rycerzem Brzasku, który wie, że żyję, jest wygnany prawie 100 lat temu z Elacrai Elrohir. Istotnie, sama podróżuję, ale moja nieuwaga sprawiła że mój sekret się wydał... Erillo, Strażniczko Srebrnej Mgły i Kersi, córko Jany - rzekła Lothiriel, najwidoczniej znając wasze imiona. Co do człowieka o mowie węża... To przez niego mnie spotkałyście, obserwuje często i mnie, właśnie baczyłam czy nie czmycha między drzewami...
Malcolm, Malacath:
Jesteście gotowi do drogi, Rita przyprowadziła swego wierzchowca blisko was i wsadziła nogę w strzemię, wysuwając dłoń w kierunku rycerza.
Catherine:
Lunął ostry deszcz, który nie bardzo daje wam zasnąć... Jest ciepły, tak jak i wiatr...
-
Malcolm
Przytrzymał jej dłoń gdy wsiadała na wierzchowca, by nie straciła równowagi, nieznacznie się przy tym uśmiechając. Potem ubrał hełm, zabrał swój miecz z trawy i dosiadł klaczy. Jesteśmy gotowi, prowadź jaśnie pani.
-
Catherine
Opatuliła Adele tak że krople niemal na nią nie padały,bardziej na czaprak i ramiona,którymi ją obejmowała - Cholera,musimy to przeczekać,ehh,ja i mój fart....
-
Catherine:
Jak miło... Mruknęła Adela, wpatrując się w spadające krople deszczu.
-
Catherine
Taaaa.... - powiedziała cicho,po czym siedziała tak przez chwilę w całkowitym milczeniu by nagle zacząć śpiewać radosną i pełną energii pieśń na przekór złej pogody i własnego ponurego humoru,może to i zasługa Adele? Chyba sama tego nie wiedziała....
Techniczny
A co tam,niech będzie,urzekła mnie ta piosenka to i w pbf ją dam ;D , https://www.youtube.com/watch?v=2BjT...iUsrA&index=10
-
Catherine:
Udało Ci się rozbawić Adelę piosenką, dziewczynka uśmiecha się radośnie patrząc jak śpiewasz. Gdy skończyłaś, wciąż ucieszona objęła Cię za szyję i ucałowała w policzek.
-
Catherine
Odwzajemniła uśmiech po prostu tuląc ją do siebie i nic już nie mówiąc - No dobra,opiekowanie się nią nie jest takie złe,moją małą wredną kuleczką hihi
-
Catherine:
Robi się coraz ciemniej, deszcz wciąż pada, noc już niedługo... Twoja mała, wredna kuleczka zasnęła spokojnie wtulona w Ciebie. Tobie zaś nie pozwala coś spać... Może to, że w głębi duszy boisz się zasnąć w trosce o Adelę?
-
Catherine
Świetnie!Całą noc nie będę spała,a jutro w drogę,cudownie się będzie jechało,po prostu cudownie....i jeszcze ten ogień zgasł a ja jestem cała mokra bo oczywiście musiałam własnym ciałem ją przed deszczem zasłaniać.... - pomyślała poirytowana odpinając miecz od pasa i opierając go sobie na ramieniu tak aby był w zasięgu ręki
-
Catherine:
Gdy tylko puściłaś Adelę by rozpiąć pas, ta przez sen jęknęła wystraszona, przestając czuć na tę chwilę Twój dotyk...
-
Catherine
Gdy tylko skończyła zdejmować pas znów ją mocno utuliła delikatnie całując w czoło - Ehh....,no to wychodzi na to że nigdy więcej nie będę spała sama....
-
Erilla
Skąd znasz moje imię? Zapytałam wprost, gdy tylko dotarłam do Kersijany i nieznajomej, która wyraźnie co nieco o nas wiedziała. Nie dodałam zwrotu grzecznościowego, z założenia nigdy go nie stosowałam, o ile nie byłam zdania, że ktoś zasługuje na to by zwracać się do niego z szacunkiem.
-
Erilla, Kersijana:
Widziałam was obie we śnie... Was obie i nie tylko. Byłam królową... Byłam... Ale niektóre dary pozostały, nawet kiedy... Nieważne - odparła Lothiriel.
-
Malacath:
Skinął tylko głową Malcomowi na zgodę - No przydałoby się już stąd odjechać... Zwłaszcza, że zaraz lunie deszcz. Kto wie... Może jakieś schronienie uda nam się znaleźć na tym zadupiu? Może...
Techniczny:
Jak jadą to rozgląda się po okolicy xD
-
Malcolm, Malacath:
W czasie ulewy, na wieczór, dotarliście do małego jeziorka na stepie, gdzie możecie się zatrzymać i odpocząć. Jesteście cali przemoknięci, płaszcz rycerza, który miał osłaniać Ritę przed deszczem też przesiąkł wodą. Kobieta zatrzymała się i wysunęła dłoń delikatnie w stronę Malcolma, widocznie chce zsiąść z konia.
-
Malcolm
Zeskoczył szybko ze swojego wierzchowca i będąc już na ziemi podał rękę damie, by mogła uczynić to samo. Jesteśmy zmuszeni przenocować tutaj, może to drzewo chociaż trochę osłoni nas od deszczu, najlepiej by było gdyby całkiem przestało padać...
-
Malcolm, Malacath:
Rita zsiadła powoli z konia bacząc na ranę. Gdy znalazła się na ziemi, nie puściła dłoni rycerza tylko wysłuchała z uwagą jego słów, po czym rzekła - niewielką ochronę da nam to drzewo... Och chyba będę moknąć całą noc...
-
Malcolm
Użyczę Ci kropierza mojej Sheili, pani. Okryjesz się nim w nocy i nie zmokniesz aż tak bardzo.
-
Malcolm, Malacath:
A ty, panie? Nie mam sumienia skazać cię na moknięcie, bo użyczyłeś mi najpierw płaszcza a potem kropierza... Odrzekła Rita z niewinną miną.
-
Malcolm
Ja się przemęczę tę jedną noc pani, nie przejmuj się mną, wytrzymam. Odparł przekonująco.
-
Malacath:
Jeździec zatrzymał się pod drzewem i zaczął rozkulbaczać swojego konia, po czym przywiązał go do drzewa. Zdjął również z niego kropierz. Na szczęście nie musi się nim dzielić z tym rycerzem...
-
Malcolm, Malacath:
Nie, panie, albo okryjesz mnie i siebie, albo ja też będę spała na deszczu - odparła Rita stanowczo spoglądając wprost w oczy rycerza.
-
Malcolm
Wahał się jeszcze chwilę, lecz w końcu rzekł, również patrząc się jej w oczy. No dobrze, skoro tak stawiasz sprawę, pani, to nie mam wyjścia. Jakoś się podzielimy. Zaczął rozsiodływać swoją klacz i przygotowywać posłanie dla siebie i Rity.
-
Malcolm, Malacath:
Rycerz przygotował prowizoryczne posłanie pod drzewem. Deszcz jest uciążliwy, choć gdyby nie to, że trzeba zrobić postój to dla wielu byłby przyjemny. Rita zdjęła buty, pelerynę, którą się otuliła i weszła pod kropierz. Jeśli chcecie się pod nim zmieścić, to musicie być bardzo blisko siebie...
-
Malcolm
Rozdział się ze zbroi, ściągnął buty i położył się pod kropierzem, blisko damy, by znaleźć się pod nim całym ciałem. Dobrej nocy. Rzekł jej jeszcze i przymknął oczy, starając się zasnąć.
-
Malacath:
Wezmę wartę jako pierwszy i obudzę Cię za... Dajmy na to 2 godziny. Żeby to coś nas nie zaskoczyło w nocy - rzucił do rycerza.
-
Malcolm
A nie lepiej żebyśmy wartowali po 4 godziny? Obudzisz mnie w środku nocy i potem ja będę czuwał już do rana.
-
Kersijana
Wydało jej się przez chwilę, że Erillia jest nie tyle co nie uprzejma, co niegrzeczna... Ale nie zastanawiała się jednak zbytnio czy to jej się tylko wydawało, czy rzeczywiście tak było.
Zwróciła się do Lothirieli. Przyjmij Pani moje zapewnienie o lojalności... To moja wina, że zaskoczyłam Cię i w porę nie zauważyłaś jak zbliżam się do ciebie. Jest coś w czym pomocni możemy być? Obie tułamy się od paru godzin, bez większego celu... Nie wiem ino czy godna jestem...Obie jesteśmy, by z Królową podróżować....
-
Erilla, Kersijana:
Nie jestem już królową, zapomnijmy więc o tym, kto jest godny, a kto nie, by ze mną rozmawiać Kersijano. Co do proponowanej pomocy... Chętnie bym ją przyjęła w imieniu królewny Beatrice, która już niedługo zamierza otwarcie wystąpić przeciw Sarleonowi. To prawowita następczyni pendorskiego tronu... Pomagam jej od lat, wychowałam jak własną córkę. Nie proszę was o nic, ale wiedzcie, że nadejdzie dzień kiedy będziecie musiały obrać jedną ze stron - rzekła była królowa.
-
Malacath:
Skinął mu głową i wziął się do stróżowania. Wziął tarczę do ręki i osłaniał się nią przed deszczem. Co prawda całego go nie ochroni, lecz zawsze to coś... A woli nie walnąć się pod kropierz, coby nie usnąć.
-
Erilla
Czyli pogłoski o rycerzach Gryfa prawdziwe były, no no, zaczyna się robić ciekawie. Mruknęłam pod nosem. Kiedy ta Beatrice zamierza się ujawnić? Kto jest po jej stronie? Zapytałam głośno.
-
Kersijana
Dla mnie jesteś Pani... Zawsze nią będziesz.... Pomyślała tylko, ale czekała na odpowiedź do łuczniczki.
-
Erilla, Kersijana:
Kiedy... Już niedługo, zamierzamy zakon Stanowczego Wezwania przeciągnąć na swą stronę. Po stronie Beatrice jest cały zakon Gryfa, nieco poszukiwaczy przygód zewsząd, oraz wygnany Rycerz Brzasku Elrohir. Jeszcze nie mamy szans stawić czoła całej potędze Sarleonu, ale kiedy zakon Stanowczego Wezwania nas wesprze, także Laria się przyłączy. Wtedy wyjdziemy na otwarte pole. Ryzyko jest wielkie, bardzo możliwe że wszyscy przypłacimy to życiem.
Malcolm:
Rita jest tak blisko Ciebie, że stykacie się ciałami. Głowę ma opartą o Twą pierś a jej stopy spoczywają na Twych nogach.
-
Kersijana
Za sprawę i własne sumienie warto umierać... Dość już chylenia karku i kajania się.... Pani Mówiłaś, że wężowaty i Ciebie tez prześladuje.... Zwróciła się do łuczniczki.... Erillio czy Ty wcześniej słyszłaś już jego ssyk? czy dopiero jak do nas przemówił gdy się pokazał? Od dłużego czasu go nie słyszałam i myślę, że albo odpuścił albo go zgubiłyśmy....
Nie wiem Pani, ale może lepiej by było jakbyśmy przez trochę razem podróżowały. Przynajmniej do czasu aż nie upewnimy się że niebezpieczeństwo minęło.... Elfka miała inny zamiar wprawdzie... Było jej niezwykle miło i sympatycznie spotkać Ją i za wszelką cenę chciała byc blisko niej...
-
Malcolm
Nie zwracał uwagi na wtuloną Ritę. Dzielił z nią posłanie tylko po to, żeby nie zmoknęli... Chociaż... Starał się zasnąć.