-
Robert
Zaklął siarczyście przeklinając w myślach hrabiego i jego decyzję ale w głębi duszy wiedział że ma rację i nie można narazić całej fortecy dla garstki na zewnątrz,jak by nie było Agnes to też jego przyjaciółka a tą decyzję podjął z pozycji nie Rajmunda tylko Seniora odpowiedzialnego za wszystkich poddanych. Nie mógł wydać innego rozkazu choć zapewne sam się teraz za niego przeklinał....
-
Bertrand, Adriano:
Doszło do zdecydowanego starcia wręcz, w którym wy, którzy pozostaliście lojalni hrabiemu, rozgromiliście zdrajców. Mieliście wielkie szczęście, iż nie byli to rycerze tylko zwykli zbrojni, choć też biegli w wojennym rzemiośle. Bertrand i Adriano usiekli po jednym żołnierzu, nie odnosząc sami ran. Wszyscy walczyli jak lwy, co sprawiło iż zdrajcy po odniesieniu dużych strat, sięgających kilkunastu poległych i ciężko rannych, uciekli przed wami w popłochu. Duncan okazał się wierny, narażał życie swoje i swych rycerzy w bitwie. La Victoire! La Victoire! Wykrzyczała uradowana Agnes unosząc miecz do góry, a reszta rycerzy poczęła wiwatować w swoich językach.
Robert:
Po kilku minutach wrzejącej potyczki usłyszałeś znajomy, przepiękny i pełen radości kobiecy głos wykrzykujący - La Victoire! La Victoire! Zaraz podniósł się krzyk radości rycerstwa, dumnego ze swego zwycięstwa. Otworzyć brame! Podnieść kraty! Wykrzyczał hrabia po łacinie.
-
Bertrand
Zwrócił wzrok ku niebu Przyjmij Panie Boże te zagubione dusze, co to prawemu władcy się sprzeciwili i przebacz nam, że swych braci w wierze, co takoż Ciebie wyznawali bić musielim. Amen.
-
Robert
Odetchnął z wyraźną ulgą widząc że lojaliści a zwłaszcza Agnes wyszli bez szwanku,wiedział jednak że to zaledwie początek a zdrajcy zaraz uderzą na nich w dużo większej sile i nie poddadzą się tak łatwo - Ktoś postawiony pod ścianą nie cofnie się przed żadnym czynem.....
-
Bertrand, Adriano:
Bramy wnet zostały otwarte, a wy wszyscy ruszyliście z powrotem na dziedziniec Czerwonego Fortu. Duncan również nie pytając już nikogo także wjechał do środka, obok Godwyna. Agnes jak zwykle wychyliła się na czoło, jedną dłoń dumnie trzymając na biodrze, tak że Bertrand jak zwykle oczu oderwać nie może, w myślach wyobrażając sobie przeróżne rzeczy... Patrzą na was uradowani rycerze wewnątrz, w tym hrabia, wyraźnie przybity niemal nie mogąc spojrzeć w oczy pani de Montmirail.
Robert:
Zwycięscy powrócili na dziedziniec, wjechał także Duncan ze swymi rycerzami rzucając groźne spojrzenia wszystkim. Na czele kolumny jedzie Agnes w dumnej postawie, z lewą dłonią na biodrze a prawą trzymając swój miecz oparty o ramię.
-
Bertrand
Nie bacząc na swój wygląd otarł miecz z krwi we własny tabard, po czym schował go do pochwy. Kiedyś wypiorę. Albo burgundowy kupię, coby jucha się nie odznaczała. Popatrzył wtem na bok Agnes Psiakrew, co ja bym dał żeby swoją dłoń tam położyć?... Albo i niżej trochę?... hehehe
-
Robert
Podjechał do hrabiego i szepnął - Panie proszę wybaczyć śmiałe słowa..........,wiem że jest Ci teraz ciężko i wyrzucasz sobie że ją i innych cnych rycerzy na groźbę śmierci zostawiłeś ale innej decyzji nie mogłeś podjąć,nikt nie mógł wiedzieć czy owi konni zbrojni to nie ariergarda,gdyby bramy zostały otwarte równie dobrze wróg mógł by już fortecę zdobywać a my sami martwi leżeć......,nie czujcie więc winy a i myślę że ona również to rozumie i żalu nie chowa - tu wskazał głową na Agnes po czym skłonił mu się w siodle i zostawił hrabiego samego z myślami
-
Adriano
W Italii jedynie z bandytami walczyłem. Spodziewałem się tu walki z Saracenami ale te zdradzieckie psy są nawet gorsi. Wybacz im Panie Boże a mi i mym towarzyszom daj siłę by rozbić ten spisek. - Po tych przemyśleniach Adriano spojrzał na chwile w niebo po czym tak jak Betrand wytarł miecz o swój kaftan.
-
Panie, przestańże się gapić cały czas na tą biedną panią de Montmirail, bo ją wzrokiem zaraz rozdziejesz - rzekł Godwyn patrząc na Bertranda, po czym wybuchł śmiechem. Na to ona również się roześmiała i mrugnęła okiem Francuzowi. Tymczasem hrabia spokojnie wysłuchał Roberta, po tym zaś zamyślił się chwilę... Wykrzyczał w końcu - spocznijcie ale tu, na dziedzińcu, bowiem mamy być gotowi na odparcie kolejnego ataku. Zamknąć bramę! Ach... I dzielnie dziś walczyliście.
-
Robert
Zsiadł z konia po czym rozpiął mu popręg i kolejny już raz tego dnia pogrążył się w sobie tylko wiadomych myślach.....