-
Vito:
Usłyszałeś kilka syków wyjmowanych mieczy z pochew. Twoje zuchwalstwo, jak i tekst zostało odebrane jako obraza...
- Te! Skoro ten chłopczyk jest taki odważny, to może powinniśmy udzielić mu lekcję dobrego wychowania, co?! - wydarł się jeden z marynarzy.
- Tak! Nie będzie nam tu taka suka ze straży miejskiej się odgrażać! - odkrzyknął mu jeden, po czym zaraz reszta wykrzyczała za nim "Tak!". Kardiff zaś spojrzał na Ciebie z politowaniem i dodał: - Lepiej uciekaj, jeśli ci życie miłe.
Dan:
Jeżeli jesteś umówiony z wielebnym Vatrasem to nie lepiej nie marnuj czasu. Wiesz, w końcu to mag, jak i kapłan i nie wypadałoby kazać mu czekać... - odparła ci Sophie, matka zaś pokiwała jej głową na "tak".
-
Vito
Spojrzał na marynarzy, podrapał się po brodzie i odrzekł karczmarzowi. Oj miłe... po czym wybiegł z karczmy i uciekł w boczne uliczki.
-
Dan
Hmm,może i masz rację.... - odparł powoli wstając od stołu i dodając do matki z lekkim ukłonem - Miło mi było Cię poznać Pani....
-
Edward
Ubrał się, wziął na ręce swą skrzynię i postanowił znów spotkać się z Vatrasem, może teraz jak się oporządził to wreszcie znajdzie pracę?
-
Dan:
Mi też. No nic, ruszaj, coby maga nie denerwować.
Vito:
Karczma wybuchła śmiechem, lecz część nie poprzestała na tym, tylko zaczęła Cię gonić... Ilu ich jest - tego nie masz pojęcia, a przynajmniej dopóki się nie obrócisz. Słyszysz tylko za sobą jakieś krzyki tych, którzy Cię teraz ścigają...
-
Vito
Patrzy pod nogi, żeby się nie wywalić o jakiś kamień, ale także przed siebie, żeby czołem o jakąś ścianę nie uderzyć. Nie patrzy się za siebie i stara się zgubić pościg w uliczkach pośród domów. Przestaje biec, gdy kroki i okrzyki za nim ucichną.
-
Dan
Skinął jej głową raz jeszcze po czym spojrzał wymownie na Sophie jak gdyby chciał jej coś jeszcze powiedzieć i udał się w stronę drzwi....
-
Dan:
Poczekaj mamo, pożegnam się tylko... - wyszeptała jej, po czym poszła od razu za Tobą na zewnątrz.
Vito:
Nie wywróciłeś się, ani na nikogo nie wpadłeś, lecz Twoi prześladowcy nadal Cię ścigają. Masz wrażenie, iż gdzieś dalej z przodu widzisz Dana z jakąś młodą i piękną dziewczyną. Czyżby najemnik wyruszył na łowy? Czy to może jakaś jego miłostka? W każdym razie masz jeszcze jakiś wybór - biec prosto w ich kierunku, bądź skręcić przy najbliższej okazji gdzieś w bok.
-
Vito
Żesz kurw... Jeszcze się... Nie zmęczyliście? powiedział do siebie zdyszany, między oddechami w trakcie biegu. Skręcił w jakąś najbliższą uliczkę nie zwracając uwagi na Dana i dziewczynę.
-
Dan
Gdy zostali sami westchnął ciężko - Sophie....,mogłaś mnie uprzedzić zanim....co do jasnej cholery? - nagle aż zaniemówił widząc jak jego znajomy strażnik ucieka przed wściekłym tłumem