Erilla
Ruszyłam szybko do wskazanego namiotu, by sprawdzić czy nie mogę jakoś pomóc.
Wersja do druku
Erilla
Ruszyłam szybko do wskazanego namiotu, by sprawdzić czy nie mogę jakoś pomóc.
Catherine:
Bo my tak tu żyjemy, każdy dzień może być naszym ostatnim, łatwo przywiązujemy się do ludzi, boimy się, że możemy ich stracić... Tu nikt nie jest sobie obcy, wszyscy jesteśmy po jednej stronie, łączy nas jedna sprawa... Cathy zrozum... Rzekła królewna pod koniec niemal już piskliwym tonem, wciąż roniąc łzy.
Kersijana:
Królowa ucałowała spód Twej stopy, ale odsunęła ją od swych piersi, zabrala także swoją. Kersijano ja wiem... Rozumiem cię ale nie możemy... Wiesz, że jestem twoją przyjaciółką i możemy okazywać sobie uczucie, ale nia tak jak kochanki Kersijano, Wybacz mi - rzekła delikatnym głosem.
Malacath:
Kiełbasa w bułce, hehehehe - odparł karczmarz z dziwnym uśmiechem.
Malacath:
Kolejna osoba, która chce, żeby mnie zerżnięto? Nie, dzięki... Coraz bardziej mi się wydaje, że ta Laria okaże się miastem czubków. Kto wie... - Nie, dzięki. Podaruje sobie.
Kersijana
A znasz jakieś czary bym nie kochała Cie inaczej? wiesz, że cierpię.. A ty będziesz przez to ze mną...Pani moja.... Wybacz proszę, masz rację.... Kersi zaczęła obmywać królową.
Była bardzo delikatna i uczuciowa, a dotyk miała bardzo przyjemny. Jednak ograniczała się tylko do mycia.... Wprawdzie po całym ciele, i uśmiechając się słodko i miło, ale nic co by wskazywało, albo zdradzało jak bardzo jest podniecona.
Catherine
Łączy nas sprawa?Ale jaka sprawa?Znalazłam się tu tylko dlatego bo Adele nalegała i mówiła że znajdziemy tu schronienie....Wybacz,pójdę i nie będę Cię już ranić.... - powiedziała najłagodniej jak potrafiła i położyła dłoń na jej ramieniu dając tym samym znak aby ją puściła
Catherine:
Przestań Cathy... Posiedź ze mną... Powiedziała cicho, pochlipując co chwila i łzawiąc, nie wypuszczając Cię z objęć. W międzyczasie do namiotu weszła Erilla.
Erilla:
Ujrzałaś płaczącą Beatrice, która przytula Catherine mocno.
Kersijana:
Przepraszam cię Kersijano, wybacz mi... Szepnęła królowa, przytulając Cię mocno.
Malacath:
Wolisz zatem samą kiełbasę, panie?
Erilla
Cóż, to stanowczo nie wygląda jak opieka nad chorą, pomyślałam gdy weszłam do namiotu. Kto tu jest właściwie chory też chyba można poddać wątpliwości. Może jednak lepiej na razie nie wyrażać tych myśli na głos.
Adela przyleciała do mnie mówiąc, że choroba w końcu cię zmogła Catherine. Choć, rozpalmy gdzieś ognisko, w obozie pewnie mają suche drewno, a nic tak nie pomaga na drobne przeziębienia jak wygrzanie przy ognisku. Choć królewno z nami, przy ognisku podobno dobrze się wylewa swoje żale, choć osobiście nigdy nie próbowałam.
Catherine, Erilla:
A może dołączysz do nas? Tu jest przytulnie... Jak ci na imię w ogóle? Ja jestem Betty - rzekła ocierając dłonią nieco swoje łzy, nie przestając tulić do siebie Catherine.
Catherine
Westchnęła ciężko mówiąc - Obawiam się że to nie jest drobne przeziębienie Erillo....- tu urwała i po chwili dodała z delikatnym uśmiechem - I jak widzisz nie bardzo mogę się stąd ruszyć bo coś się mnie uczepiło....
Erilla
Erilla jestem, wybacz, nie przepadam za wygodami, nauczono mnie nie przyzwyczajać się do nich odparłam z lekkim ukłonem. Niemniej Catherine uważam, że ciepło ogniska dobrze ci zrobi zwróciłam się na powrót do towarzyszki Zaś jeśli temu co się ciebie uczepiło zależy na twoim dobru to powinno się odczepić.