Zgadzam się z Volomirem. Najnowsze dzieło amerykanów jest bardzo przeciętne. Utworom brakuje pierd**nięcia jakim nas miażdżyli w poprzednich dziełach. Słabe partie drugiej gitary. Wydaje mi się, że Loomis za bardzo daje się ponieść [ ale to pewnie efekt niedawno wydanej solowej płyty która jest jedną wielką 54- minutową solówką. Perkusja mnie też nie powaliła. Warrel świetny, ale słychać już jego wiek. Najbardziej mi się podoba Without Morals. Póki co to imo najsłabszy album amerykanów, za to mój ulubiony to The Politics of Ecstasy ( tam riffy po prostu miażdżą wszystko ) następnie This Godless Endeavor.
