-
Catherine
Zachichotała na jego słowa,mocno ściskając przy tym rękę Rity i odparła przytulając się do jego wierzchowca - Nie żałuj mu,niech też ma coś od życia hihi.No,na nas już pora,obiecałam że będę pomagać Lily....Ciebie też chcę tam widzieć,źle wygląda ta rana na głowie....Może to przez nią wygadywałeś przed chwilą takie bzdury hihi
-
Catherine:
Tak, bzdury... Zmieścicie się panie śmiało we dwie obok mnie na mym rumaku, więc jeśli byście mnie zaszczyciły... Byłbym rad - rzekł Tristan. Wiesz, niegłupi pomysł - skomentowała Rita.
-
Catherine
No dobrze,zgodzę się dlatego bo masz uroczego wierzchowca i posłuchałeś głosu rozsądku.... - rzekła z przymrużeniem oka i wyciągnęła rękę by pomógł jej wsiąść
-
Catherine:
Tristan chwycił Cię delikatnie za dłoń i pomógł dosiąść konia, usadzając na przednim łęku. Następnie tak samo pomógł wsiąść Ricie na tylnym i ruszył stępa. No, teraz mam tak miło jak przed chwilą mój koń - stwierdził obejmując Cię w pasie. Tak samo objęła Rita rycerza, wyczuwasz bowiem jej rękę gdy się opierasz.
-
Catherine
Uśmiechnęła się tylko pod nosem i sięgnęła jedną ręką do dłoni Rity by cały czas mieć z nią jakiś kontakt....
-
Catherine:
Dojechaliście po chwili przed szpital polowy, by zsiąść z konia i wejść do jego wnętrza. Lilly już ma nawał pracy z rannymi rycerzami, którzy przyszli do niej po pomoc. Nie założyła nawet butów, tylko biega na bosaka to po bandaże to po igły i opatruje wojowników... Śledzona przez ich spojrzenia, dobrze że nie ma tu ich dam...
-
Catherine
Chodź,kochana,przestawię Was sobie a potem jej pomożemy....Chyba że masz jakieś inne plany? - rzekła do Rity,jednak zostawiła ją z tym pytaniem i podeszła do Lily ciągnąc przyjaciółkę za rękę
-
Catherine:
Nie, nie mam... Odparła Rita i poszła z Tobą do Lilly, opatrującej dłoń jakiegoś rycerza. Coś ty robił, że cię w dłoń trafili człowieku, stanąłeś na siodle i krzyczałeś machając ręką - hej, jestem rycerzem, strzelajcie!? Ehh... Mówiła zdenerwowana do niego, ten chciał coś powiedzieć ale szybko go uciszyła słowami - stul dziób. Spojrzała na was, ocierając pot z czoła...
-
Catherine
Wiedziała że nie ma czasu na długie ceremonie dlatego rzekła krótko - Poznajcie się proszę,Rito to moja przyjaciółka Lily,Lily,moja przyjaciółka Rita....No,a teraz powiedz jak możemy Ci pomóc?Nie znam się za bardzo na uzdrawianiu,ale mogę zrobić opatrunek,przemyć ranę,zszyć coś łatwego czy po prostu Wam asystować....Rita jest w tym znacznie lepsza ode mnie.... - rzekła kładąc dłoń na plecach czarnowłosej
-
Catherine:
Dziewczyny uścisnęły delikatnie swe dłonie uśmiechając się. Cat, zajmij się Tristanem, Rito, jeśli znasz się na tym to chodź, musimy wyciągnać ułamaną strzałę... Rzekła Lilly, złapała Ritę za rękę i razem pobiegły do jednego z rycerzy a Ty zostałaś z Tristanem...
-
Catherine
Wskazała mu wolne posłanie a kiedy się na nim ułożył,wzięła szmatkę do ręki,namoczyła ją w wodzie i zaczęła mu delikatnie obmywać ranę....
-
Catherine:
Tristan syknął z bólu, gdy dotknęłaś mu rany ścierką. Wygląda to dość zabawnie, odważny, silny rycerz a tu mniej wytrzymały od kobiety...
-
Catherine
Przewróciła oczyma,jednak starała się nie wypomnieć mu sytuacji gdy ona zniosła zszywanie z zaciśniętymi zębami.... - Ojej,no dobrze,będę bardziej delikatna....O ile w ogóle się da.... - i w istocie postarała się jeszcze delikatniej obmywać tą ranę
-
Catherine:
Dobrze, Cathy, proszę, delikatnie, dobrze Cathy? Spytał nerwowo Tristan, a Ty musisz nieźle się powstrzymywać żeby nie wybuchnąć śmiechem... Ale cóż, nie jest tajemnicą, że mężczyźni tylko zgrywają odpornych na ból, a gdy przychodzi co do czego...
-
Catherine
Przygryzła wargę by nie parsknąć śmiechem,jednak jakoś wytrwała....Zaraz po tym sięgnęła po bandaż i delikatnie obwiązała go wokół jego głowy,choć znów musiała się powstrzymywać by nie wybuchnąć śmiechem bowiem co jakiś czas z jego ust rozlegały się ciche posykiwania....
-
Catherine:
Tristan odetchnął wreszcie z ulgą ciężko dysząc. Chwycił Twoją dłoń i ją ucałował mówiąc - dziękuję... Posiedzisz chwilę przy mnie?
-
Catherine
Sprawdziła czy jej przyjaciółki sobie radzą po czym skinęła mu głową i nie wyrywając dłoni rzekła łagodnie - Już dobrze,po wszystkim.... - siedziała tak przy nim przez chwilę w milczeniu po czym postanowiła że mu zaśpiewa,zwłaszcza pamietając jak się skończył ostatni występ.... - Może zaśnie,albo chociaż się uspokoi.... - i zaczęła intonować słowa znanej w ich ojczyźnie pieśni,z każdym wersem zatracając się w śpiewie coraz bardziej....
W krainie Sarleon pośród pól,
Wśród traw zielonoburych
Zachodni z szumem wieje wiatr
I w krąg owiewa mury.
„O, jakąż, wietrze, niesiesz wieść,
Gdy dzień dobiega końca?
Czyś Rogera widział cień
W poświacie lśnień miesiąca?”
„Widziałem - siedem mijał rzek,
Dalekie mijał bory,
Aż wszedł w krainę Pustych Ziem,
Aż krokiem dotarł skorym
Tam, kędy północ rzuca cień...
Nie dojrzą go już oczy -
A może słyszał jego głos
daleki wiatr północy”.
„O, Rogerze, z blanków wież
Patrzyłem w mroczne dale -
Lecz nie wróciłeś z Pustych Ziem,
Gdzie ludzi nie ma wcale”.
Od morza dmie południa wiatr,
Od wydm i skalnej plaży,
Kwilenie szarych niesie mew
I szumem swym się skarży.
„O, jakąż, wietrze, niesiesz wieść,
O, ulżyj mej rozterce:
Czyś Rogera widział - mów,
Bo żal mi ściska serce”.
„Nie pytaj mnie o jego los -
Odpowiem ci najprościej:
Pod czarnym niebem w piasku plaż
Tak wiele leży kości,
Tyle ich płynie nurtem rzek
I ginie w morskiej fali!
Niech ci północny powie wiatr,
Jaką się wieścią chwali”.
„O, Rogerze, tyle dróg
Ku południowi goni.
A ty nie wracasz z krzykiem mew
Od szarej morskiej toni!”
Od wód królewskich wieje wiatr
I mija wodospady -
Z północy słychać jego róg -
Czy przybył tu na zwiady?
„O, jakąż mi przynosisz wieść,
O, powiedz, wietrze, szczerze:
Czyś Rogera widział ślad
Na leśnej gdzie kwaterze?”
„Gdzie Avendor - słyszałem krzyk,
Tam walczył śmiałek młody;
Pęknięta tarcza oraz miecz
U brzegów wielkiej wody.
Ach, dumną głowę, piękną twarz
W młodzieńczych dniu urodzie
Rzek Sarleonu już unosi nurt
Po złoto lśniącej wodzie”.
„O, Rogerze, odtąd z wież
Spoglądać będą oczy
Ku wodospadom grzmiących wód
Rzek Sarleonu na północy”.
Techniczny
Autorska przeróbka na potrzeby sesji,tego utworu Karliene - https://www.youtube.com/watch?v=vDN1...JkELa&index=16 :)
-
Catherine:
Rycerz słuchał Twej pieśni z uwagą... Dopiero jednak gdy skończyłaś śpiewać, dostrzegłaś że na sali panuje całkowita cisza, a wszyscy przyglądają się Tobie słuchając pieśni. Nagle zaczęli klaskać z uznaniem w dłonie, a Tristan uśmiechnął się i przytulił Cię mocno i czule do siebie.
-
Catherine
Zawsze lubiła śpiewać dla siebie,cieszyła się jednak z tego że dała odrobinę rozrywki tylu ludziom i pozwoliła im na chwilę zapomnieć o swoich problemach czy ranach....Pozwoliła się także przytulić Tristanowi,jednak zaraz po tym rzekła cicho - Połóż się i spróbuj zasnąć,tak szybciej wrócisz do zdrowia....Ja pomogę dziewczynom,dobrze?
-
Catherine:
Dobrze księżniczko, tak miło jednak trzymać cię w swych objęciach - szepnął głaszcząc Cię po włosach i wciąż przytulając.
-
Catherine
Wiem.... - odparła bardzo skromnie - No już,inni też potrzebują pomocy,będę tutaj cały czas,nigdzie się nie wybieram.... - dodała kładąc dłoń na jego ramieniu dając znak by ją puścił,nie przeszkadzało jej to,a nawet było całkiem mile ale naprawdę chciała im pomóc,po za tym miała zamiar jeszcze sprawdzić co u Margaret....
-
Catherine:
Rycerz pocałował Cię w policzek ale ze smutkiem puścił wreszcie...
-
Catherine
Położyła jeszcze delikatnie dłoń na jego głowie i udała się do posłania Veccavianki,nie dość że miała z nią niedokończoną rozmowę to chciała się nią zająć i sprawdzić czy niczego jej nie brakuje....
-
Catherine:
Margaret mruknęła cicho na Twój widok, jej mina świadczy o tym, że choć niezbyt ma jak okazać, to cieszy się bardzo, iż do niej przyszłaś...
-
Catherine
I jak się czujesz kochanie?Potrzeba Ci czegoś? - rzekła z serdecznym uśmiechem układając się obok niej i troskliwie ją obejmując
-
Catherine:
Nie, wszystko co potrzeba mam od chwili, kiedy się tu położyłaś... Szepnęła i przysunęła swe usta do Twoich niepewnie...
-
Catherine
Także się przysunęła,pragnęła złożyć namiętny pocałunek na jej ustach jednak wiedziała że to nie jest czas ani miejsce....Dlatego zamiast tego ucałowała ją w policzek,choć widać było że nie przyszło jej to łatwo....- Skarbie,ostatnio zaczęłaś coś mówić i nie dokończyłaś.... - rzekła delikatnie ujmując jej dłoń
-
Catherine:
Sama nie pamiętam, naprawdę... Szepnęła wzdychając i wtulając swą głowę w Twą szyję, ściskając też dłoń.
-
Catherine
Zaczęłaś że bardzo mnie kochasz ale urwałaś.... - przypomniała szeptem przyjaciółce przymykając oczy,czuła się bardzo dobrze w jej ramionach,bezpieczna i kochana,ale to samo mogła powiedzieć o Tristanie....
-
Catherine:
I cokolwiek postanowisz, będę cię kochać a... Ale jak przyjaciółkę, jeśli tego pragniesz...
-
Catherine
Margaret,ale ja sama nie wiem czego pragnę....Sama pamiętasz jak Cię pocałowałam,nie chciałam jedynie spróbować,zrobiłam to z pożądania....Nie wiem co mam robić.... - - wyznała z ciężkim westchnięciem,czując rosnący przypływ zagubienia i smutku
-
Catherine:
Niech twoja mama ci może doradzi... Cathy nie mówmy o tym, cieszmy się sobą - szepnęła przykładając sobie palce Twej dłoni do ust i całując delikatnie.
-
Catherine
Dobrze....Ale przysięgnij że nigdy więcej nie będziesz chciała mi zejść z drogi,serce mi pęknie jeśli Cię stracę,bo Cię kocham Margaret,i będę kochać,ale sama nie wiem jak,rozumiesz? - wyszeptała wzruszona patrząc w jej oczy
-
Catherine:
Przysięgam - odparła szeptem i pocałowała Cię jednak w usta, nie mogąc się powstrzymać...
-
Catherine
Westchnęła cicho,jednak opanowała pożądanie i nie odwzajemniła pocałunku choć miała na to wielką ochotę zwłaszcza że jeszcze nigdy nie zaznała rozkoszy....By ulżyć nieco rosnącej żądzy wzięła jej dłoń i pocałowała ją czule w wewnętrzną stronę,jednak zaraz po tym usiadła, choć Veccavianka z łatwością mogła dostrzec jak trudne to dla niej było by to uczynić....
-
Catherine:
Margaret westchnęła ciężko nic już nie mówiąc... Tymczasem wróciły do was Rita i Lilly, obie zmęczone usiadły obok.
-
Catherine
Uśmiechnęła się delikatnie na ich widok choć widać było że coś ją trapi....Jedyne ukojenie dawało jej to że nigdy więcej Margaret się nie będzie celowo narażać a była pewna że dochowa danego jej słowa....
-
Catherine:
Rita spojrzała Ci w oczy dostrzegając Twoje zaniepokojenie, natomiast uzdrowicielka Lilly, wyczerpana, po prostu oparła się o Ciebie zamykając oczy i mrucząc...
-
Catherine
Och Lily,Ty się wykończysz kiedyś kochana.... - rzekła także opierając swoją głowę na jej,zaś wolną rękę wyciągnęła w stronę Rity by i ta się przytuliła,w drugiej cały czas mocno trzymała dłoń Margaret i zaczęła ją delikatnie masować palcem....
-
Catherine:
Rita przytuliła się do Ciebie. Lilly tymczasem, do tej pory troskliwa, opiekuńcza uzdrowicielka, skuliła się w małą, śliczną kuleczkę, położyła stopę na cholewie Twego buta i usnęła niemal od razu...