Bertrand
Wyrwany z transu wydukał jedynie Co? Ależ ja?... Niemożliwe, nie patrzyłem przecież na panią... kunszt inżynierów zamkowych w myślach podziwiałem i na fundamenty fortecy spoglądałem...
Wersja do druku
Bertrand
Wyrwany z transu wydukał jedynie Co? Ależ ja?... Niemożliwe, nie patrzyłem przecież na panią... kunszt inżynierów zamkowych w myślach podziwiałem i na fundamenty fortecy spoglądałem...
Godwyn znów wybuchł śmiechem i zsiadł z konia, również popręg mu rozpinając. To samo poczynili wszyscy rycerze, a Duncan udał się na rozmowę z Rajmundem. Agnes zsiadła z konia dzięki pomocy Oswalda, który zaraz ułożył ją wygodnie, podkładając jej kropierz swego rumaka pod ciało oraz czaprak pod głowę. Następnie usiadł przy niej i zaczął ją głaskać po głowie, czule jak gdyby to jego siostra była... Co wprawiło Bertranda w dziwne uczucie, chyba zazdrość bowiem wielce pragnąłby teraz być na miejscu pana de Chastelneuf.
Wygląda na to, że wszyscy spoczywają radząc sobie jak tylko można, z sali rycerskiej wychodzą też damy niektórych rycerzy, by dotrzymać swym mężom towarzystwa.
Bertrand
Zmierzył całą sytuację wzrokiem Zakonnik od siedmiu boleści. Zeskoczył ze swego konia, rozkulbaczył go, po czym rzekł mu cicho po francusku na ucho Nie zakochuj się nigdy towarzyszu, bowiem jak ja skończysz, albo co gorsza odwrócisz się ode mnie. uśmiechnął się szeroko, poklepał go po szyi i usiadł na wyścielonym przedtem kropierzu Guillaume'a i oparł się o mur. Wyjął krzyżyk spod koszuli, co to zazwyczaj na jego piersi wisi, ucałował go, po czym oczy przymknął i pogrążył się w półśnie.
Bertrand:
Po kilku minutach zmorzył Cię sen, zapadłeś w niego szybko za sprawą zmęczenia po walce i całym dniu, w czasie którego tak wiele się wydarzyło... Jednakoż większość Twych myśli krąży wokół tej kobiety, której uroda, cudny głos i obycie sprawiły, iż się zakochałeś... Takoż we śnie dostrzegłeś ją na koniu, pełną swego wdzięku oraz dumy, patrzącą na Ciebie. Mimowolnie podszedłeś do niej i chwyciłeś za śliczną dłoń, całując ją zarazem. Uśmiechnęła się do Ciebie i pochyliła w siodle, spoglądając tak przez chwile w Twe oczy, oraz gładząc dłonią po policzku. Masz wrażenie, że jesteś w raju... Po pewnym czasie, objęła Cię oburącz za szyję i przybliżyła swe usta do Twoich, ten najwspanialszy pocałunek w Twym życiu zaraz nadejdzie... Lecz gdy już poczułeś słodycz ust pani de Montmirail, rozległ się potężny okrzyk... Poczułeś straszliwy ból jakoby coś ostrego weszło Ci w plecy, jednakoż przeszedł on przez całe ciało. Ledwo dałeś radę się odwrócić, Twym oczom ukazał się postawny rycerz na czarnym koniu, ma długie włosy a przez nos znad prawego ucha pod lewe przechodzi zakrwawiony jego bandaż. Na sobie ma kolczugę z białą tuniką z naszytym zielonym krzyżem, cała również jest splamiona czerwoną posoką. W dłoni trzyma skruszoną kopię, spogląda na Ciebie swym rozgniewanym obliczem. Z przerażeniem dostrzegłeś też, że spomiędzy Twych piersi wystaje długi drzewiec zakończony żelaznym grotem... Wnet ogarnął Cię mrok, zniknęła słodycz dana Ci przez Agnes, zastąpiło ją cierpienie oraz ból...
Na całe szczęście był to tylko sen, zbudziłeś się cały przepocony i wystraszony. Co gorsza, czujesz coś mokrego między nogami...
Robert, Adriano:
Wielu rycerzy ułożyło się na ziemi, kładąc pod głowy płaszcze alibo czapraki swych rumaków. Warto chyba również iść spać, bowiem wreszcie jest czas by wypocząć.
Adriano
Zeskoczył z wierzchowca, rozpiął mu popręg, zdjął kropierz i usiadł na nim przy murze po czym zaczął rozmyślać o minionych wydarzeniach starając się zapaść w sen.
Techniczny
Edit o śnie z powodu wiadomości od MG
Robert
Boemund położył się na ziemi a Robert rozłożył koło niego kropierz układając się na nim i próbując zapaść w sen opierając się plecami o bok swojego wierzchowca.
Bertrand
Spojrzał w dół, w okolice swego krocza.Ach, dokroćset! Od samego pocałunku żem się... Ech... I to przez sen na dodatek! Oby widać przez kolczugę nie było i samo wyschło... Przeklęte mary! Guillaume tymczasem ujrzawszy, że jego pan się wybudził, zarżał radośnie, podszedł do niego i szturchnął go pyskiem w ramię. Bertrand ujął jego głowę i począł głaskać mówiąc przy tym po francusku Tylko Ty mi o swym śnie nie opowiadaj, bo już dość mam dziś wrażeń w tej dziedzinie.
Adriano, Robert:
Za sprawą przemęczenia prędko zmorzył was sen...
Techniczny
Wam dam dopiero dalej akcję już następnego dnia w pbfie, czyli zaraz po skończeniu rozmowy Godwyna z Bertrandem.
Bertrand:
Blisko Ciebie ujrzałeś ucieszonego Godwyna trzymającego w objęciach swą śpiącą żonę Svenję, wygląda ona niczym aniołek. Oswald dalej czuwa nad Agnes, zaś reszta w większości już śpi. Duńczyk ozwał się w twą stronę niezbyt głośno - panie, czemu żeś jęczał w nocy i się po kroczu masował, czyżby śniła ci się pani....? Ledwo powstrzymał wybuch śmiechu.
Bertrand
Odpowiedział mu zdziwionym tonem, także dosyć cicho Ja żem jęczał i po kroczu się masował? Wybacz panie, lecz snu swego nie pamiętam. Może coś Ci się pomieszało i Tobie się jakieś końskie zady śniły?
Bertrand:
Mi końskie zady? Ależ skąd, żonę śliczną w objęciach trzymam i o zadach koni myśleć mam? Odparł Godwyn. W międzyczasie też słyszysz jakiś przytłumiony, kobiecy chichot...