-
Dan:
O cholera... No to sobie ładnie nagrabił. Tak to jest jak strażnik miejski zapuszcza się tu i robi zamieszanie wśród szumowin. Ehh... Chodźmy. Może jakoś odwrócimy ich uwagę - skomentowała Sophie. Widzicie, że goni go chyba z 4-5 ludzi, a wszyscy skręcili w jakąś boczną uliczkę. Vito daleko do koszar nie ma, lecz wciąż mogą go dorwać.
Vito:
Na swej drodze zauważyłeś, iż stoi tu stos skrzyń rozstawiony zapewne przez tutejsze zakłady. Próbowałeś w miarę szybko je przeskoczyć, by móc dalej kontynuować ucieczkę, lecz nie udało Ci się i przewaliłeś się tuż od razu za nimi tracąc swój impet, choć na szczęście wylądowałeś na kolanach, a przed całkowitym rozwaleniem się na bruku uratowały Cię ręce. Słyszysz, że tamci nadal nie odpuścili...
-
Vito
Spojrzał się za siebie wykorzystując to, że i tak się niemal przewrócił, po czym wywalił skrzynie, aby utrudnić pościg przeciwnikom i pobiegł dalej.
-
Dan
Westchnął jeszcze ciężej i powiedział z kwaśną miną - Dobra,dobra,mam nadzieję że wiesz co robisz....
-
Falmir:
Szuka jakiegoś strażnika, który zna obu poszukiwanych świadków.
-
Vito:
Udało ci się zaoszczędzić na tym działaniu kilka sekund, dzięki czemu zatrzymałeś na moment tych ludzi i utrzymałeś ich na pewien dystans. Po kilkunastu sekundach gonitwy niemalże deptali ci po piętach, jednak marynarze najwidoczniej odpuścili, bo wszak jak ty zauważyli z daleka, iż przy magazynie portowym stoi dwóch żołnierzy strzegących go. Chyba najwidoczniej nie chcą mieć kłopotów z nimi i od razu szybko wycofali się do tej ciasnej uliczki.
Dan:
Poszliście w kierunku tych ludzi. Zauważyliście, że wracają z powrotem przez ciasną uliczkę, przy okazji przeskakując i przechodząc przez jakieś drewniane skrzynie. Coś wam mówi, że chyba odpuścili sobie pościg, bo po Vicie ani śladu... Chyba, że leży zabity bądź ogłuszony gdzieś za skrzyniami - Schowajmy się... Chyba odpuścili - po czym pociągnęła Cię za rękę i skryliście się za ścianą budynku.
Edward:
Znajdujesz się tuż przy karczmie, w której ostatni raz piłeś swój rum. Przy okazji z daleka gdzieś po swej lewej stronie słyszałeś jakieś okrzyki, jakby ktoś kogoś ścigał... Chyba szykuje się jakaś bitka.
Falmir:
Żaden z żołnierzy nie kojarzy ich, mówią jedynie, iż statki nie wróciły jeszcze z poszukiwania piratów.
-
Vito
Ujrzawszy, że goniący ustąpili zagwizdał za nimi głośno i wydarł się Dupy wołowe! Jak dwudziestu na jednego to pewnie, a jak już dwóch innych zobaczyli to odpuścili! Co to za wilki morskie?!
-
Dan
Co ona taka odważna?Życiem ryzykować dla obcego chciała? Hmm......,niezwykła dziewczyna - pomyślał dając się jej pociągnąć
-
Vito:
Jeden z tychże ludzi zdjął ze swych pleców kuszę i strzelił bełtem w Twym kierunku, niefortunnie trafiając Cię... Najwyraźniej miał niezłe oko, bądź szczęście bo i niewiele brakowało ci do uniknięcia strzału. Bełt trafił Cię w bok przebijając Twoją zbroję. Zabolało Cię to cholernie, a przy tym pewnie rana będzie głęboka...
Dan:
Usłyszeliście jakiś krzyk dochodzący z tamtej uliczki i śmiech tychże ludzi, coraz to głośniejszy, zapewne podążają dalej w waszym kierunku. Chyba jednak coś się z nim stało... Dan rozpoznaje, iż to Vito tak krzyczy. Sophie słysząc to pociągnęła Cię za rękę i weszliście już do innej uliczki, by nie natknąć się na nich. Od razu po tym wyszeptała - Niech przejdą. Jeden z nich chyba nosił kuszę na plecach, o ile dobrze widziałam...
Techniczny:
-10 HP dla Vita. Cieknie mu z tej rany i to dosyć nieźle...
-
Falmir:
Odnosi zatem wiadro z wodą do magazynu, z którego on był zabrany.
-
Vito
Aż przyklęknął z bólu. Aj... Mogłem juź się zamknąć, daliby mi spokój... Próbuje zatamować krwawienie dłonią, wstaje i idzie powoli do koszar, do medyka, nie wyciąga sam bełtu, bo wie że to tylko zwiększy krwotok.