Catherine
Pocałowała czule Lily w głowę,tuląc ją do siebie po czym rzekła szeptem do Rity - Co słychać u moich sióstr,Lothiriel i Twego ojca?Masz jakieś wieści o nich?
Wersja do druku
Catherine
Pocałowała czule Lily w głowę,tuląc ją do siebie po czym rzekła szeptem do Rity - Co słychać u moich sióstr,Lothiriel i Twego ojca?Masz jakieś wieści o nich?
Catherine:
Nie wiem, żadnego z nich dawno nie widziałam już... Mój ojciec podobno walczy gdzieś na południowych murach, a twoja mama i siostry... Nie wiem - odszepnęła sama nieco zasmucona.
Catherine
Ależ za nimi tęsknię,za każdą z osobna....A Twemu ojcu wciąż nie podziękowałam,a zrobił dla nas tak wiele.... - rzekła a nastrój przyjaciółki udzielił się jej samej....
Catherine:
Rita zachichotała - tęsknię za naszymi rozmowami na poziomie. Zawsze się wyzywamy w żartach, i to z nas które nie będzie wiedziało w końcu co odpowiedzieć, musi zrobić coś durnowatego co "zwycięzca" wymyśli.
Catherine
Uśmiechnęła się pod nosem - Żałuj zatem że nie widziałaś jak się z nim poznałam hihi,opowiadał Ci coś?
Kersijana
Oprzytomniała gdy Nelda ją chwyciła za rękę... Przepraszam, niedosłyszałam... Co mówiłaś?
Kersijana:
Co ci jest Kersi? Jakby odpłynęłaś... Spytała Nelda łapiąc Cię za dłoń.
Catherine:
Nie, ale domyślam się że kilka "miłych" słówek padło - odparła Rita i zachichotała.
Kersijana
Nie nic.. Naprawdę nic się nie stało.... Zamyśliłam się.... Tęsknię za moim Elfem... Kersijana skłamała Bo nie chciała zadręczać Neldy... Może i był kanalią ale to mimo wszystko Jej ojciec... Umyjesz mi plecy? Elfka spojrzała na dziewczynę...
Kersijana:
Z chęcią - szepnęła, uważając by nie zamoczyć sukienki. Nabrała nieco wody w rękę i polała nią powoli Twe plecy, a następnie dłońmi zaczęła je myć oraz masować przy tym. Dziewczyna ma bardzo miłą w dotyku skórę, co sprawia że naprawdę jest Ci... Przyjemnie.
Kersijana
Zamknęła oczy gdy Nelda delikatnie obmywała jej ciało... Niestety nie mogła się skupić i odpłynąć w marzeniach. Jak ja tej dziewczynie wynagrodzę to. Jak ja w ogóle mam żyć? Co ja zrobiłam... Zamordowałam, z zimną krwią zamordowałam człowieka.. Podstępnie.... Kersijana nie potrafiła leżeć spokojnie...
Kersijana:
Nagle usłyszałaś w swojej głowie przerażający, chrapliwo-syczący głos, mówiący - ssssss, zamorrrdowałaśśś? Więc może chcessssz, by ci pewne sssprawy wyjaśśśsnić?
Kersijana
Wstała nagle słysząc głos w głowie... Pospiesznie zaczęła się ubierać... Ja Was przepraszam... zasiedziałam się, chorzy czekają muszę wracać....
Kersijana:
Myśśślisz, że przede mną uciekniesssssz? Obsssserwuję cię od pewnego czaaaassssuuu... I myśśśślę, że możemy zossstać... Przyjaciółmi - rzekł Ci w głowie ten sam głos.
Nelda zaszokowana na Ciebie spojrzała, Anna również...
Kersijana
Wybiegła z pokoju dziewczyn bez słowa by nie wybuchnąć płączem, ale było widać że coś ją trapi..... Chciała biec do Lothiriel, ale przypomniała sobie, że straciła w Jej oczach. Anna i Nelda mimo,że dobre to nie będą umiały jej pomóc... Gdy stała na dziedzińcu przyłożyła obie dłonie do twarzy i zapłakała... Czuła się taka samotna i bezbronna...
Catherine
Tak.... - rzekła cicho z uśmiechem teraz z kolei opierając swoją głowę o Ritę,nie zapominała jednak w tym wszystkim o Margaret tylko cały czas trzymała ją za rękę i masowała jak dotąd....Siedziała tak przez chwilę bez ruchu po prostu ciesząc się chwilą po czym szepnęła - Spróbujmy się jakoś zmieścić we cztery,nie jest to za duże posłanie ale może damy radę hihi - i spróbowała się położyć delikatnie pociągając za sobą Lily
Kersijana:
Och czemu uciekasssz... Nie chcę ci zrobić krzywdy, Kersssssijano, porozmawiajmy...
Catherine:
Jakoś udało się wam zmieścić... Jest ciasno, ale za to bardzo przyjemnie. Rita skuliła się, kładąc głowę na piersi Margaret i nogi na Twoich udach, dotykając również Lilly.
Kersijana
Nie była pewna czy wariuje czy faktycznie słyszy głos w głowie. Już sama nie wiedziała co by było lepsze... Odejdź nic ci ie zrobiłam, czemu mnie prześladujesz? zapytała płacząc...
Catherine
Jedną ręką objęła Lily,drugą zaś Margaret i Ritę i zamruczała rozkosznie,od razu też poczuła że oczy jej się zamykają a ona sama zaczyna powoli odpływać....
Kersijana:
Mi nic... Ale przechytrzyłaśśś mego ssssługę, po tym zamordowałaśśś kssssięcia, zdradziłaśśś ssssswego ukochanego... Ssssądzę, że masssz talenty, które ssssą bardzo pożądane przeze mnie, przez Azi Dahaka.
Catherine:
Chyba muszę wstać i doglądać rannych... Lilly zasnęła, a ktoś musi czuwać - rzekła Rita.
Catherine
Westchnęła ze smutkiem jednak wiedziała że Rita ma rację....Dlatego powiedziała delikatnie bawiąc się kosmykami jej włosów - Dobrze,ale jak będziesz potrzebować pomocy albo po prostu zechcesz odpocząć to mnie obudź....
Kersijana
Zaczęła się uważnie rozglądać. To juz nie był głos w jej głowie, a ktoś faktycznie do niej mówił. Domyślała się, że to ktoś z ''Anakondy'' Wyciągnęła sztylet i przyłożyła go sobie do piersi... Prędzej się zabiję niżli ulegnę komuś z was. Kersi rozglądała się w około coby jej nie podszedł....
Catherine:
Pewnie, obudzę cię, śpijcie dobrze - rzekła niegłośno Rita i poszła do rannych, jeszcze wracając się i zdejmując Ci buty, mrugając przy tym okiem. Ty jednak nie możesz zasnąć... Twoje myśli zbyt obracają się wokół matki i sióstr.
Kersijana:
Ale po co tak drasssstycznie, odłóż ten ssssztylet i mów jak na Noldorkę przysssstało, a nie nawiedzoną idiotkę. Chociaż, kwessstia nawiedzenia jest... Cóż... Hihihiii...
Catherine
Pragnęła wyściskać i wycałować każdą z nich,sprawdzić jak się czują,czy rany im się goją,i najzwyczajniej w świecie z nimi porozmawiać,nie mówiąc o wspólnej zabawie z siostrami....Dlatego gapiła się bezmyślnie w sufit rękami mimowolnie głaszcząc włosy przyjaciółek i rozmyślając o ich wszystkich wspólnych chwilach....Wciąż czuła zmęczenie jednak troska i tęsknota skutecznie powstrzymywały ją przed zamknięciem oczu....
Catherine:
Z rozmyślań wyrwał Cię Tristan, przykucając obok was i szepcąc - i jak się czujesz księżniczko?
Catherine
Źle,tęsknię za nimi tak bardzo....To już dwa dni odkąd je widziałam,i jeszcze w takich okolicznościach się rozstałyśmy.... - odparła zgodnie z prawdą wciąż wpatrując się w sufit i zaraz dodała wreszcie zwracając na niego uwagę - Miałeś odpoczywać,czy Ty w ogóle spałeś odkąd zasnąłeś po moim śpiewie kilka dni temu?
Catherine:
Od jakiegoś czasu nie mogę spać, nie widząc twego oblicza Catherine - odparł Tristan kładąc delikatnie dłoń na Twym policzku. Chcesz, bym pojechał po nie?
Catherine
Chcę byś odpoczął....Ewentualnie coś zjadł i odpoczął,bo tego pewnie też nie robiłeś,prawda? - odpowiedziała stanowczo,mimo iż przez chwilę korciło ją by powiedzieć coś dokładnie odwrotnego to nie chciała go tak bardzo wykorzystywać,wiedziała że to kwestia czasu kiedy Tristan po prostu padnie z nóg i zaśnie jak zabity na kilkanaście godzin....
Kersijana
Nie,,,zostaw mnie w spokoju. krzyknęła nagle... Chcąc zagłuszyć głos w głowie zaczęła śpiewać jakąś tam swoją piosenkę i pobiegła do szpitala....
Catherine:
Są rzeczy ważne i ważniejsze, wrócę niedługo, czekaj cierpliwie - odparł rycerz z uśmiechem i wyszedł ze szpitala.
Kersijana:
Niestety, długo nie dałaś rady biec z powodu wyczerpania. Musiałaś się zatrzymać, by się nie przewrócić... Na szczęście głos przestał Cię gnębić, ale ze szpary między dwoma budynkami, tuż obok Ciebie, wypełzła nagle niewielka żmija...
Catherine
Przewróciła oczyma i westchnęła ciężko choć bardziej na pokaz bowiem podobało jej się to że miała kogoś kto zrobił by niemal wszystko o co by zechciała poprosić i jeszcze się z tego cieszył....Nie miała najmniejszych wątpliwości że Tristan traktował by ją jak boginię po ich ślubie....
Kersijana
Zatrzymała się... łapiąc oddech schyliła się opierając rękoma o kolana. ... Popatrzyła z pogardą na żmiję i po paru głębszych oddechach ruszyła już nie biegiem ale nadal szybko do szpitala....
Kersijana dotarła do szpitala już wyczerpana całkowicie i zastała wielu rannych, Lilly śpi zwinięta w kuleczkę wtulona w Catherine, a opatrunkami zajmuje się teraz Rita... Zaraz po niej do szpitala weszła Lothiriel, Adela, Beatrice i Tristan, których rudowłosa natychmiast dostrzegła...
Catherine
Jej twarz rozpromieniła się w radosnym uśmiechu,od razu pomachała im ręką a oczy były pełne roześmianych iskierek,dawno nie czuła się tak szczęśliwa jak teraz gdy ujrzała je po długiej rozłące....
Kersijana
Zmęczona, na ostatnich nogach dotarła do szpitala. Widok Lilly wtulonej w Cathy nawet jej nie zdziwił. wysiliła się nawet na uśmiech, choć bardziej przez grzeczność niż z radości. Dopiero gdy do szpitala weszła Adela z Betty i Królową, Kersi rozpromieniła się bardziej radośnie. Zmuszając się i walcząc ze zmęczeniem zaczęła zajmować się chorym, ale nie tymi cięższymi przypadkami, by nie zrobić niechcący komuś krzywdy.
Beatrice z Lothiriel od razu uśmiechnęły się na widok Catherine, a Adela pomachała jej tylko ręką ze smutkiem na twarzy, zamieniła kilka słów z królową i podeszła do Kersijany ze łzami w oczach... Ciociu, to nie daje mi spokoju, dlatego muszę z tobą pomówić, naprawdę jesteś taka zła, jak mówi Betty, czy to b ył przypadek, że wydałaś mamę i będziesz mnie dalej kochać? A ja ciebie...
Królowa z córką podeszła natomiast do Catherine, siadając obok niej. Betty szybko wlazła na siostrę i przytuliła się do niej, a Lothiriel złapała za rękę rudowłosą mówiąc - jak dobrze cię widzieć córeczko... Wybacz Adeli, zaraz do nas dołączy ale musiała porozmawiać z Kersijaną, nie uśmiecha się odkąd dowiedziała się co ona zrobiła... Moje maleństwo - pocałowała Cię bardzo czule w policzek.
Catherine
Was też dobrze widzieć....A jak się czujecie?Już lepiej?Nie macie pojęcia jak bardzo za Wami tęskniłam.... - rzekła jedną ręką przyciągając do siebie Lothiriel,drugą zaś Betty i obie z nich gęsto obcałowując,specjalnie pominęła kwestię Adele,bowiem rozumiała i szanowała to że kocha tą elfkę jakkolwiek źle by sama o niej nie myślała....Wiedziała że mała o niej nie zapomniała i przybiegnie jak tylko załatwi sprawę z ciocią....
Catherine:
Betty zachichotała, gdy ją wycałowałaś odpowiadając - bardzo mnie boli rana na plecach jeszcze, a mama na szczęście już się lepiej czuje, tylko kuśtyka trochę. Lothiriel również się do was przytuliła i rzekła - ważne, że tobie nic nie jest... Ale zaraz... To Lilly?
Catherine
Tak to Lily,opowiadała mi o Noldorce którą niegdyś spotkała zbierając zioła,wiedziałam że mówi o Tobie....Jest taka kochana,troszczyła się o mnie tak bardzo....O wszystkich zresztą,ale czuję że o mnie i Margaret szczególnie.... - rzekła po czym dodała ze smutkiem zdejmując pierścień i wyciągając go w jej stronę na otwartej dłoni - Przepraszam,że Cię tak wtedy zraniłam....Ale musiałam,wiesz o tym....Ehh,proszę,to Twój pierścień,strzegłam go tak jak prosiłaś i nie nadużywałam mocy.... -
Kersijana
Chodź no tu Mój Skarbie. Niech Cię przytulę... Kersijana złapała Adelę i przytulając małą pocałowała ją... J Kochanie, to są sprawy dorosłych... A co Ci podpowiada serduszko? Czy mimo tylu gaf Bety, uważasz że jest ona zła? Przewróciła księcia... Wiesz, że niektórzy by to uznali za zamach?... Ale czy to ją czyni złą i wyrodną? Jesteś mądrą dziewczynką i powinnaś wiedzieć co Ci mówi serce... W oczach Bety Cathy i Twej Mamy jestem zdrajczynią... Natomiast ja wiem, że mam czyste sumienie.... Kersijana zamilkła na chwilę. Widać było, że nad czymś się mocno zamyśliła... Przynajmniej pod tym względem... Dodała już cicho...
Zawsze Cie będę kochać Moja Mała Księżniczko i nigdy nie przestanę... tak samo jak Bety Cathy i Twoją Mamę... Idź teraz do Cathy... Kersi nadal tuliła Adelę... Stęskniła się za Tobą...
Kersijana z ciężkim sercem chciała by dziewczynka nie była przy niej. Ten głos w głowie, był taki realny... Co będzie jeśli Małą też będą chcieli zabrać? Kersijana zniesie to, że Adela będzie przy kimś innym niż ona, ale nie przeżyje gdyby jej się coś złego stało...Nadal kucając poklepała ,a raczej bardzo delikatnie pchnęła Adelę do dziewczyn.
Kersijana:
Dziewczynka trochę się zaczęła denerwować gdy wspominałaś o gafach Betty, ale zaraz złagodniała znów i patrząc jeszcze przez chwilę na Ciebie, poszła bez słowa do dziewczyn. Zależy ci na jej życiu, Kerssssssijano? Spytał nagle znajomy Ci, przerażający głos.
Catherine:
Już dobrze córeczko, nic się nie stało - Lothiriel uśmiechnęła się, ale zamiast odebrać pierścień podsunęła tylko Ci swą dłoń, byś założyła go na jej palec. A co do Lilly, miło ją znów spotkać, jak ją znam pewnie groziła ci że jak wstaniesz chora to dostaniesz kopa, a przy tym biegała koło ciebie cały czas hihi. Tymczasem Adela podbiegła i rzuciła Ci się na szyję...