Robert
Zatem każda chwila się liczy - rzekł błyskawicznie dosiadając Boemunda i ruszając na nim w stronę bramy - ruszajmy nim będzie za późno!
Wersja do druku
Robert
Zatem każda chwila się liczy - rzekł błyskawicznie dosiadając Boemunda i ruszając na nim w stronę bramy - ruszajmy nim będzie za późno!
Oswald takoż dosiadł wnet swego destriera i wykrzyknął - otworzyć bramy, w gotowość całą załogę fortu stawić! Na te słowa zapanowało ogólne zamieszanie, sierżanci zaczęli biegać po całym dziedzińcu, a kusznicy ustawiać się na murach z napiętym orężem. Agnes nie odpuściła i też od razu pobiegła do swego konia, zakładając mu czaprak oraz siodło. Po tym zaś z wyskoku, z trudem weszła na jego grzbiet. Brama została podniesiona, wyruszyliście w sześcioro gnając galopem...
Pędzicie przez główną ulicę, szczęściem wiele przebywać nie trzeba, bo Czerwony Fort blisko głównej bramy Trypolisu się znajduje. Wyjechaliście przez nią na otwartą przestrzeń nie niepokojeni przez nikogo, co was nieco zdziwiło, a wnet waszym oczom ukazała się panienka de Moulins.
Załącznik 1201
Wygląda na piękne, młodziutkie dziewczę, co nawet 20 lat jeszcze nie ma. Na sobie nosi czerwony płaszcz oraz białą suknię, dosiada siwego, lekkiego konia. Jej głowę zdobi przedni, złoty diadem. Panienka jest bardzo zmęczona, pot ocieka jej z czoła, wygląda na to że nie jadła i nie piła od dość długiego czasu. Charlotte! Krzyknęła Agnes, wtem obie wpadły sobie w ramiona, przytulając się z wielką czułością.
Techniczny
Przyjąłem, że Adriano wyruszył za resztą.
Robert
Czas na czułości przyjdzie później teraz musimy pędem wracać do fortu póki spiskowcy nas nie dostrzegli! - powiedział stanowczym głosem
Agnes z Charlotte zdały się nie usłyszeć słów Roberta, zajęte czułym powitaniem ze sobą. Wnet jednak główna brama do Trypolisu została zamknięta a z miasta słychać grzmienie rogu wojennego... Oswald i Godwyn natychmiast dobyli oręża, nerwowo się rozglądając a Agnes objęła troskliwie panienkę de Moulins tuląc do siebie oraz również się rozglądając.
Bertrand
Usłyszawszy dźwięk rogu dobył miecza i tarczy i ponownie do boju się szykował. Jak panowie myślicie, dużo ich będzie? Więcej niźli poprzednio?
Robert
Niech to szlag,wszyscy zginiemy bo na czułości akurat teraz im się zebrało! - pieklił się w myślach,na głos powiedział tylko zachowując zimną krew - Agnes jest jakaś inna droga prowadząca do miasta?
Wszystkie na pewno zamknęli, nic tu po nas, jedziemy w stronę Botron! Krzyknęła Agnes poganiając konia do galopu, chwytając za rękę swoją szwagierkę. To jakieś dwie godziny drogi stąd wzdłuż wybrzeża! Dodał Oswald. Wnet kilka strzał wbiło się w ziemię obok was, łucznicy z murów strzelają w waszą stronę. Jedna z nich drasnęła ramię pani de Montmirail, która widząc że grot zaraz wbije się w Charlotte, natychmiast odsunęła ją w siodle, sama niestety będąc raniona.
Robert
Natychmiast podjechał do dam osłaniając je tarczą przed nadlatującymi strzałami samemu krzycząc - Nic tu po nas,uciekajmy!
Bertrand
Czyli łuczników też przeciągnęli na swą stronę?! Jedźmy zatem, nim nas wystrzelają!
Odjechaliście szybkim galopem jak najdalej od miasta, jadąc wzdłuż wybrzeża po plaży. Wasz rajd mocno spowalnia Charlotte, która jest bardzo zmęczona i dosiada takoż wyczerpanego wierzchowca. Chmurzy się, zaraz może lunąć ostry deszcz, a wiatr wieje bardzo silny rozwiewając piękne włosy obu dam. Po około pół godziny szybkiej jazdy Agnes ozwała się wreszcie - na Boga zatrzymajmy się, Charlotte zaraz padnie z wycieńczenia!