-
Dan i Edward:
Dobrze... - odszeptała Ci, po czym odwróciła się do Edwarda i rzuciła - Witaj znowu, Edwardzie... Niech zgadnę... Krzyki strażnika, albo widok goniącego go czterech marynarzy przywiódł Cię tutaj, czyż nie?
Rhen:
Ruszyłeś w kierunku domu stolarza Thorbena. Widzisz jak ten odpoczywa przed swoim domem, na ławce, a jego pomocnik przygotowuje drewno do dalszej pracy. Oboje Ciebie ignorują jak na razie.
Vito:
Po kilku dłuższych, bolesnych chwilach dotarliście w końcu do koszar. Żołnierze od razu zaprowadzili Cię do pomieszczenia, w którym zazwyczaj przesiaduje medyk. Jeden z nich rzucił do niego:
- Te no, Olivierze, mamy tu rannego. Dostał bełtem w brzuch.
- Dobra, usadowcie go na tamtym stołku pod ścianą i czekajcie. Ja idę przygotować swoje graty do wyjęcia mu tych resztek bełtu.
Żołnierze pomogli ci usiąść na na wyznaczonym miejscu. Długo nie minęło aż medyk wrócił z jakimiś przyborami, uprzednio mówiąc coś do Pecka - Dobrze... Unieruchomcie go, żeby nie rzucał się za bardzo... Ty też się powstrzymuj przed tym - rzucił ci Olivier, po czym wojskowi złapali Cię mocno jednocześnie unieruchamiając i rozpoczął się zabieg. Najpierw medyk ułamał bełt, a następnie wyjmował resztki z grotu. Ból był cholernie mocny i próba uspokojenia się i nie rzucania spełzła na manowce, a Twoje krzyki było słychać w całych koszarach. Na koniec medyk przypalił Twoją ranę zatamowując krwawienie. Na koniec medyk zabezpieczył dodatkowo ranę bandażem...
No, to tyle. Nie nadwerężaj tej rany. Jak chcesz by się szybko zagoiła musisz sobie zapewnić odpowiednie mikstury, bądź zwoje z zaklęciami... Tak to pewnie minimum dwa tygodnie będziesz musiał z tym chodzić, by się zagoiło - rzucił ci medyk, zaś żołnierze coś powiedzieli o powrocie na służbę i wyszli z pomieszczenia.
-
Vito
Odpowiednie czyli jakie?... Spytał ciężko oddychając, zmęczony zabiegiem.
-
Edward
Witaj znów, Sophie - rzekł skinąwszy dziewczynie głową i dodał nader spokojnym jak na siebie tonem - zaiste, warto było zobaczyć cóż dzieje się w mieście, zwłaszcza gdy zajęcia się szuka. Ciężko być taki elokwentny, za mało rumu, aaahahaha!
-
Vito:
Zwykłe lecznicze. Chociaż na Twoją ranę zalecałbym ekstrakt leczniczy bądź eliksir. Ewentualnie tak zwany eliksir regeneracji, ale to raczej mało opłacalne jest w Twoim przypadku. Jeśli chodzi o zwoje to tu zaklęcie średniego leczenia byłoby dobre, tylko pytanie czy będziesz w stanie użyć tego zwoju.
-
Dan
Widząc zachowanie Edwarda aż uniósł brew ze zdziwienia nie poznając w nim tego mężczyzny którego spotkał w koszarach....- Dziwny to człek,doprawdy dziwny.... - pocałował Sophie w policzek na pożegnanie i powiedział - Do zobaczenia,naprawdę muszę już iść do Vatrasa....I Ty też się trzymaj żeglarzu....
-
Edward
Czekaj, pójdę z tobą - powiedział Danowi idąc za nim.
-
Vito
No dobra, dzięki. Daj mi jakąś lagę, żebym się podeprzeć mógł przy chodzeniu.
-
Vito:
Medyk podał ci jakiś długi i mocny kij.
Dan i Edward:
Cóż... Żegnajcie - powiedziała do was wpatrując się jak odchodzicie. Po kilku dłuższych chwilach dotarliście do placu świątynnego. Vatras najwyraźniej już na Ciebie czekał, bo widzisz, iż stoi przed kaplicą i czeka na Ciebie. Gdy tylko podeszliście do niego od razu się odezwał, najpierw do Dana, potem do Edwarda - Dobrze, że już jesteś... A ty? Czego znowu chcesz?
-
Vito
Skinął medykowi głową odbierając kij. Powstał sycząc przy tym z bólu i wyszedł na dziedziniec, podpierając się nim, w poszukiwaniu Wulfgara.
-
Edward
Tego, co poprzednio. Jak widzisz, mój poprzedni stan był... Nadzwyczajny - uśmiechnął się lekko.