-
Ranny jest konnym sierżantem księcia de Chatillon, co dostrzegacie po zakrwawionej tunice, gdy już się zbliżyliście i dało się rozpoznać herb. Ma straszliwą ranę na twarzy, zadaną zapewne mieczem. Druga, jeszcze większa wygląda na zadaną sztychem, wciąż leje się z obydwu krew. Wątpliwe, by udało się ocalić wojownika, cierpi wielce... Mruczy coś pod nosem, spojrzał na was gdy tylko podeszliście.
-
Charles de Tournemire
Ktoś go nieźle grzmotnął mieczem i chyba sztychem... Może konstabl albo saraceni? W każdym razie to sierżant de Chatillona... Mogę spróbować go uratować, ale wątpię, by przeżył... Panie, zabierz mu broń i patrz mu na ręce, gdyby spróbował mnie zaatakować to zareaguj - odwrócił się do niego i powiedział, po czym zsiadł z konia i zaczął szukać w ekwipunku swoich szmat, które zdarł z martwych saracenów w poprzedniej bitwie - Mamy tutaj jakieś bandaże? Jeśli nie to użyje części materiałów jakie nosze przy sobie.
-
Tomasz po łacinie ew. po francusku jak sierżant nie rozumie
Widzę, że twoi na śmierć Cię zostawili, byś umarł na pustyni. My zaś życie ci ratujemy, mów kto cię ranił i kiedy.
-
Katarina
Może szorstko go potraktowałam, ale przecie nie mogłam przy innych inaczej postąpić. Czym prędzej muszę z nim porozmawiać, bo gębę zbitego psa miał a nie chcę by smutny był. Rozmyślania Katariny na temat Spytka przerwał widok rannego, na środku pustyni. Widząc Kapłana i Tomasz, którzy jechali w jego kierunku starała się dotrzeć jeszcze ewentualne ślady.
Deszcz... zaraz zatrze wszystki trop. Powiedziała.
Techniczny
Czy trop, za którym tu przyszli urywa się przy rannym czy idzie dalej. Wiem że pada, ale czy dalej choć są jeszcze jakieś niewyraźne?
-
Krztusząc się i charcząc krwią, sierżant odparł po łacinie - książę wysłał mnie w pogoń za de Moulinsem, gdy ten pozbył się kilku naszych. Napadli nas saraceni w trakcie, gdy jeszcze całą trzydziestką go ubić żeśmy próbowali. Wtem zajęliśmy się odpieraniem niewiernych, a konstabl odłączył się, pognało za nim kilku naszych, w tym i ja... Ehhh, widzisz panie, jak to się dla mnie skończyło, szans żadnych nie miałem na parowanie jego cięć. Reszta co się ostała, pędzi dalej w stronę Kerak za nim, wątpliwe jednak, by ktoś z nich jeszcze dychał... Pojechali o tam, wprost w stronę zamku księcia. Och Boże... Czemuż to ja przeciw prawemu rycerzowi wystąpiłem, przeklęty Reynald...
Techniczny:
Jakieś ledwo widoczne ślady wiodą wciąż w stronę Kerak, jak się rozejrzeć dokładniej, to po bokach z daleka można dostrzec też ślady sześciu innych koni, widoczne dla was dopiero jak zsiedliście z wierzchowców. Koń rannego jest cały i zdrowy, z pewnością to nie jego sierść tam była, bowiem ma bułane umaszczenie.
-
Surija
Czyli konstabl wyrwał się z matni i ucieka wrogom, nie ma co mitrężyć, niech ktoś zakończy cierpienia tego nieszczęśnika i ruszamy czym prędzej dalej
-
Katarina
Ślady się za chwilę zatrą przez deszcz, ale to nie jest istotne już skoro wiemy gdzie zmierzają. A jeszcze widać jakieś inne które przecinają tę drogę. Jeśli dobrze naliczyłam to sześciu konnych.
Podeszła do konia rannego. Dlaczego przy zwłokach twoich towarzyszy nic nie było. Kiedy czas mieliście by zabrać ich rzeczy skoro z Saracenami żeście walczyli z zaskoczenia?
Techniczny
Przeszukuje jego konia by wiedzieć czy wyszli na wyprawę bez żadnych wartościowych rzeczy, czy maja może w zwyczaju zabierać je poległym. Rannemu by przecież nic nie zabrali a przynajmniej nie zostawiliby go. Albo by go ubili, albo by wiedział że coś mu zabierają. :P
-
Saraceni niemal od razu pierzchli gdy do starcia doszło, nie wiem czy nasi ich z kilku chociażby ubili, widziałem jak czmychają jeszcze zaczynając pościg za konstablem. Lekka jazda to była, szans naszym ustać nie miała. A na wyprawę nie zabieraliśmy nic prócz zapasów na dwa dni. Ehhh jeśli pomóc nie chcecie a dobić to czyńcie to, niechaj to będzie kara za podniesienie miecza na pana Boemunda, przyjmę ją z godnością... Odrzekł ciężko ranny żołnierz.
Katarina istotnie przy koniu nie znalazła nic, prócz prowiantu.
-
Charles de Tournemire
Zaczął go obandażowywać, przy czym odpowiedział Suriji - Skoro żałuje to i należałoby mu pomóc... A może jeszcze coś z niego wyciągniemy.
-
Surija
Zsiadła z wierzchowca i zaszła z tyłu sierżanta, dobyła Swojego sztyletu i szybkim ruchem, lecz z udawanym obrzydzeniem poderżnęła mu gardło Może byśmy wyciągnęli, albo i nie, ale zapewne by Nas spowalniał, a liczy się każda chwila