-
Robert
Zechcę - w odpowiedzi również się uśmiechnął - nie mógłbym czegoś żałować przyjaciółce Agnes - po czym podał jej solidną porcję ze swego prowiantu a sam począł prowadzić konia w stronę rosnącej nieopodal trawy,gdy to zrobił uświadomił sobie że sam nic nie jadł,rozpiął mu popręg i sam przygotował sobie lekki posiłek popijając go wodą z bukłaku
-
Bertrand
Gdybyśmy do fortu próbowali wrócić to by nas niechybnie trupem położyli, a wtedy jeszcze większy zawód byś jej sprawił, gdyby o Twej śmierci się dowiedziała. A fortecy ot tak nie oddadzą bez walki, wrogów dużo, lecz sierżantów i kuszników na zamku równie tyle, a i zapasów pewno na tyle nasi mają, byśmy im mogli z odsieczą przyjść nim głodem przymrą. A jeśli o głodzie wspominamy, to zjedz coś, byś siły miał na resztę podróży.
-
Robert:
Charlotte zaczęła zajadać się z apetytem podarowanym przez Ciebie posiłkiem. Ty również wreszcie zaspokoiłeś swój głód, tak jak i Boemund. Gdy jednak skończyłeś jeść, usłyszałeś anielski głos, śpiewający piękną pieśń... Dobywa się on od strony panienki de Moulins, choć nie widzisz jej twarzy to wiesz, iż prawie na pewno ona to śpiewa, skończywszy jedzenie.
Douce dame jolie,
Pour dieu ne pensés mie
Que nulle ait signorie
Seur moy fors vous seulement.
Qu'adès sans tricherie
Chierie
Vous ay et humblement
Tous les jours de ma vie
Servie
Sans villain pensement.
Helas! et je mendie
D'esperance et d'aïe;
Dont ma joie est fenie,
Se pité ne vous en prent.
Douce dame jolie...
Mais vo douce maistrie
Maistrie
Mon cuer si durement
Qu'elle le contralie
Et lie
En amour tellement
Qu'il n'a de riens envie
Fors d'estre en vo baillie;
Et se ne li ottrie
Vos cuers nul aligement.
Douce dame jolie...
Et quant ma maladie
Garie
Ne sera nullement
Sans vous, douce anemie,
Qui lie
Estes de mon tourment,
A jointes mains deprie
Vo cuer, puis qu'il m'oublie,
Que temprement m'ocie,
Car trop langui longuement.
https://www.youtube.com/watch?v=8Z8rt3hHUEY
Bertrand:
Godwyn klepnął Cię po ramieniu rzecząc - dobry z ciebie człek. Usiadł po tym na piasku, usłyszeliście wtem to samo co Robert...
Adriano:
Również słyszysz piękną pieśń śpiewaną przez Charlotte...
-
Robert
Położył się na piasku z rękami pod głową wsłuchując się w pieśń,tą samą którą tak często śpiewała jego umiłowana Julia, i anielski głos Charlotte był również niezwykle do głosu jego żony podobny,kilka łez mimowolnie pociekło mu po twarzy jednak były to raczej łzy radości a uśmiech zagościł na jego twarzy,gdy pieśń dobiegła końca otarł twarz z łez i powiedział lekko nie swoim głosem - Pani,właśnie z nawiązką odpłaciłaś mi za te drobne gesty,masz anielski głos,istny dar od Boga,sporo czasu upłynęło od kiedy słyszałem tak cudowny śpiew
-
Bertrand
Ładnie ćwierkasz ptaszku...
-
Adriano
Cóż za kojąca melodia. Dziękuje pani bo chodź na chwile zapomniałem dzięki niej o naszym trudnym położeniu.
-
Charlotte zarumieniła się na słowa Normana i Adriana - och naprawdę? Dziękuję, lubię śpiewać, to daje ukojenie dla serca, śpiewałam codziennie swemu bratu, gdy się dowiedział że jest chory, by go uspokoić...
Gdy jednak Charlotte skończyła mówić, usłyszeliście płacz Agnes...
-
Robert
Wstał i podszedł do Agnes na odległość kilku metrów po czym zapytał miłym głosem - Agnes,wszystko w porządku?
-
Bertrand
Usłyszawszy płacz Agnes poczuł jakieś ukłucie w sercu Czyli ona go wciąż kocha, bowiem ten płacz znikąd się nie wziął... Pierwej pieśń o miłości męża do swej wybranki usłyszała, a potem jeszcze słowa tej Charlotte. Trudno mi się będzie odkochać na pewno, lecz ranić też jej nie mogę...
-
W porządku, przeczytałam tylko list od męża i... Nieważne... Usiądźcie spokojnie wszyscy tutaj, porozmawiamy - odrzekła Agnes mając wciąż załzawione oblicze, Charlotte natychmiast podbiegła do niej całując w policzek i wtulając się w nią. Takoż Oswald i Godwyn usiedli obok, zastanawiając się co ona ma do powiedzenia.