Vito
Trudno powiedzieć od kogo, w każdym razie w porcie nie lubią strażników... No dobrze, pójdę, dzięki szefie. Kiwnął głową kapitanowi i wyszedł z koszar, po czym skierował się na plac świątynny.
Wersja do druku
Vito
Trudno powiedzieć od kogo, w każdym razie w porcie nie lubią strażników... No dobrze, pójdę, dzięki szefie. Kiwnął głową kapitanowi i wyszedł z koszar, po czym skierował się na plac świątynny.
Dan:
Hmm no dobrze. Zaraz kogoś tam wyślę ze strażników, niech tylko któryś tu przyjdzie na patrol. Wulfgar będzie wiedział o co mi chodzi.
Dan
Dziękuję - odparł ze szczerą wdzięcznością w głosie,pozdrowił go jeszcze lekkim skinieniem głowy i dogonił Edwarda mówiąc z uśmiechem - Wiesz chociaż którędy dojść do jakiegokolwiek z tych miejsc że tak ochoczo przed siebie idziesz?
Falmir:
Rusza na mury.
Edward
Nie! Nie wiem. Ale wiem, a przynajmniej podejrzewam, że ty wiesz. A jak ty wiesz, to i ja się pewnie dowiem! Jak nie wiesz, to obaj nie wiemy czyli misja zakończona - odparł.
Dan
Roześmiał się słysząc pseudo logiczny wywód nowo poznanego żeglarza mówiąc - Ja wiem,więc teraz już wiesz że ja wiem a co za tym idzie Ty też się wkrótce dowiesz i będziesz wiedział..... Chodź za mną,haha! - O bogowie co za człek,nieźle się zapowiada ta współpraca,haha!
Vito:
Po kilku minutach byłeś już prawie na placu świątynnym. Rana po bełcie dosyć mocno utrudnia ci chodzenie i zapewne bez tego kija człapałbyś na kolanach do tej kaplicy przez dobre pół godziny... Widzisz z daleka, iż przed kaplicą zbierają się powoli ludzie. Chyba niedługo rozpocznie się tu kazanie.
Edward:
Wyspa wydaje Ci się cholernie duża, bo minęło dobre kilka minut, a nadal nie widzisz żadnej farmy, ani żadnego znaku cywilizacji, a jedynie za Tobą gdzieś w oddali rozciąga się wielkie miasto portowe. Idąc pod górę z tej wysokości po części możesz zobaczyć jego rozmiary, jego budowle czy rozciągające się w okół mury obronne. Zapewne widok na samym szczycie tego wzgórza jest jeszcze lepszy. Jednak coby nie było to i Twój brzuch zaczął domagać się jakiegoś jedzenia, bo od wczoraj praktycznie niczego nie jadłeś... Nie przeszukiwałeś swego ekwipunku dokładnie, więc nie masz pojęcia czy ci strażnicy nie zabrali ci również innych rzeczy jak kiełbasa, pancerz, czy nawet co gorsza Twej butelki grogu... Chociaż co do tego ostatniego to jesteś niemal pewien, że zniknęło. Dan natomiast wydaje ci się jakiś taki nieobecny... A zarazem grymas jego twarzy mówi ci, iż chyba coś go strapiło.
Dan:
Idąc razem z Edwardem w kierunku farm do głowy powrócił ci widok tego odrażającego posągu z kopalni, przedstawiającego jakiegoś demona, czy to może jednak Beliara... Uczucie, jakie wtedy Cię ogarniało było przerażające. Świadomość, że to coś wpatrywało się w Ciebie i przeszywało Twój umysł i ciało... Na samą myśl o tym boisz się wiedzieć co jeszcze może Cię spotkać.
Dan
Zjeżyła mu się skóra na całym ciele i przejął go przejmujący chłód....,szedł wyraźnie zły z wzrokiem wbitym w ziemię i ponurym obliczem twarzy z której zniknął wcześniejszy pogodny uśmiech który gościł na niej jeszcze przed chwilą.... - Takie przeżycia nie są warte żadnych pieniędzy! Mam nadzieję że jak zabijemy tego pajaca w czarnym szlafroku to mi to przejdzie.....brrrr - kilka uderzeń serca później przyspieszył kroku wychodząc z założenia że im szybciej wykonają zadanie tym lepiej
Edward
Stać! Moje ruchomości! Krzyknął nagle i postawił skrzynię na ziemi oraz zaczął się jej przyglądać, przebierając palcami. W końcu pełen obaw postanowił ją otworzyć.
Vito
Podszedł do kaplicy i odnalazłszy Vatrasa zagaił Witaj magu. Przysyła mnie kapitan Wulfgar. Podobno będziesz w stanie zrobić coś z moją raną.