Catherine:
Nie mam nic na swe usprawiedliwienie, pani, postąpiłem jak głupiec i się do tego przyznaję... Tristan pochylił głowę z wielką skruchą.
Wersja do druku
Catherine:
Nie mam nic na swe usprawiedliwienie, pani, postąpiłem jak głupiec i się do tego przyznaję... Tristan pochylił głowę z wielką skruchą.
Catherine
Nieco uspokoiła ją jego szczera skrucha,jednak wciąż była zła że zachował się jak skończony dureń.... - Nie masz.... - powtórzyła gniewnie i obróciła się gwałtownie smagając go włosami po jego obliczu z zamiarem udania się do szpitala
Kersijana
Spojrzała na Adelę... Nie, nie mogę jej tego zrobić. Pomyślała i wybiegła za Królową... Wracaj do nich, masz rację... Poradzę sobie sama...
Kersijana:
Królowa spojrzała prosto w Twe oczy, a jej pierścień kolejny raz zalśnił... Pójdziemy tam obie, ale jednak ty będziesz musiała przemówić do Astrei, jako że do twego umysłu zakrada się Azi Dahaka - odparła ocierając łzy.
Kersijana
Dobrze... Powiedziała do Królowej. Tylko dobro Adeli i to, że była w niebezpieczeństwie przekonało ją do pokory...
Kersijana:
Królowa dosiadła wraz z Tobą Mirillia Lassi i pognałyście do świątyni Astrei. Rycerz Świtu stojący na straży wejścia rzekł - o! Znów przybyłaś, w towarzystwie swojej przyjaciółki na dodatek!
Kersijana
Ile?... zapytała lakonicznie... Ty przekupna łajzo...w puszkę zakuta...
Kersijana:
Zastanówmy się, chcecie wejść tam we dwie, posiadacie również jednego konia i go dosiadacie, co może być symbolem nierządu, jesteście również ponadprzeciętnej urody i wspaniale odziane, co świadczy o waszej zamożności, do tego jesteście Noldorkami, a ja mierzę cenę w zależności od długości uszu.
Biorąc więc pod uwagę te wszystkie argumenty podnoszące cenę, za wejście musicie zapłacić razem 1500 denarów - odparł rycerz.
Kersijana
Chyba mózg mu wypaliło pod tą blachą Odliczyła połowę kwoty której zażądał... Jesteś pewna że chcesz tam wchodzić? zapytała Elfkę....
Kersijana:
Tak, jestem pewna. Tu chodzi o moją córkę - odparła Lothiriel i również odliczyła połowę żądanej kwoty, odbierając od Ciebie Twoją i wręczając mu obydwie. No, a więc droga do świątyni stoi przed paniami otworem, zachęcam do złożenia ofiary na pozłocenie do posążku Astrei - rzekł rycerz stając obok wejścia i przepuszczając was.
Catherine:
Wróciłaś do szpitala, gdzie jest tak jak poprzednio z wyjątkiem tego, że nie ma Lothiriel w nim. Lilly właśnie zabrała się za zmienianie bandaża na ranie Beatrice. Królewna leży na brzuchu poza zasięgiem wzroku pozostałych, nago, z tyłkiem okrytym przez koc.
Kersijana
Cieszę się że choć pod tym względem się rozumiemy Królowo... Ja wiedziałam, że on udar jakiś musiał dostać... Powiedziała trochę radośniej do Lothiriel... zupełnie ignorując rycerza.,.., Coś tam bredził o pozłacaniu posągu ale była pewna, że za te denary co ograbią z nich potrzebujących pomocy Bogini oddają się potem rozpustom i podobnym sprawom...
Catherine
Podeszła do Betty i uklękła koło niej ujmując ją za rękę i mówiąc do siostry - Betty,wiesz gdzie poszła mama?
Kersijana:
Lothiriel uniosła brew patrząc na Ciebie, a następnie obie weszłyście do wnętrza świątyni. Znalazłyście się w bogato zdobionej sali. Przed wami jest sporo pustej powierzchni, na końcu której znajduje się duży posąg przedstawiający piękną kobietę o długich, rozpuszczonych włosach, odzianą w sukienkę - Astreę. Na sali znajduje się kilka kapłanek, oraz czterech wojowników w kolczugach, noszących na plecach potężne, dwuręczne topory.
Catherine:
Auć! Pisnęła Beatrice, gdy Lilly zaczęła myć jej ranę. Nie wiem, gdzie poszła, ale jak widzisz mam teraz inne auć! Problemy na głowie.
Kersijana
Uuuu.. co za przepych... No nie dziwota, że tak drogi wstęp tu.... za coś to muszą utrzymać... Roześmiała się cicho, ale słowa wypowiedziała dość głośno....
Rozglądała się dookoła...
Catherine
Słodkie biedactwo.... - rzekła cicho mocniej ściskając jej dłoń jednak zaraz dodała gniewnym głosem - A mnie zdenerwował Tristan,straszny z niego głupek,w ogóle mnie nie rozumie....
Kersijana:
Każdy z czegoś żyć musi, nasz cel jednak jest przede wszystkim szczytny. Nasza Pani jest boginią życia, ona nam je daje i każe nieść pomoc potrzebującym, dlatego zawsze połowa z nas chodzi po mieście wspierając biednych, karmiąc ich - odpowiedziała jedna z kapłanek, patrząc się na Ciebie.
Catherine:
Sądziłaś Cathy, że jakikolwiek mężczyzna zrozumie którąkolwiek z nas? Spytała Lilly, chichocząc przy tym.
Catherine
Roześmiała się radośnie na jej słowa i cmoknęła ją w policzek mówiąc - Tak czy inaczej to ich wina,po prostu jesteśmy dla nich zbyt doskonałe.... - po czym zaczęła głaskać włosy siostry by łatwiej przechodziła zmienianie opatrunku....
Kersijana
Tak, tak,,, Oczywiście,,,,Odpowiedziała kapłance gdy ta jej wciskała kit.... Podeszła do posągu Bogini.... Coś niewielu potrzebujących tu musi przychodzić Pani.... siedemset pięćdziesiąt denarów za wejście do świątyni... powiedziała do Bogini Astery... Przy tych cenach nie powinno być głodnych i biednych, skoro potem połowa kapłanek wspomaga ich... Kersijana słuchała czy Bogini coś przemówi....
Catherine:
Lilly roześmiała się i dokończyła opatrywanie królewny. Betty machając powoli nogami w powietrzu, spytała - a co robiliście tyle czasu? Hihi.
Kersijana:
Oczy w posągu bogini zalśniły złotym kolorem, a Ty znalazłaś się w tym samym ogrodzie, do którego przeniosła Cię uprzednio Lothiriel... Widzisz swoją matkę, siedzącą nad stawem, rozpaczającą...
Catherine
Położyła się na plecach obok siostry wzięła ją za rękę i zaczęła mówić - No więc jak wiesz poszliśmy do stajni,i nagle zaczął śpiewać,całkiem ładnie ale nie tak jak ja czy mama....- tu spojrzała na najmłodszą siostrę z uśmiechem jednak zaraz znów zwróciła uwagę na Betty i zaczęła mówić niemal od razu celowo robiąc pauzę by wzbudzić w niej ciekawość.... - A potem....
Kersijana
Wzdrygnęła na moment gdy ujrzała swoją matkę... Po chwili jednak oprzytomniała... A więc tak to działa. Przyjmujesz Pani postać kogoś nam Bliskiego by móc z nami rozmawiać?
Azi Dahaka, wiesz o kim mówię... Upierdliwy i zarozumiały. Nudzi mu się i za wszelką cenę postanowił sobie uprzykrzać mi życie. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego bo ono jest i tak już zmarnowane... Jest jeden tylko mały problem, którego on nie przewidział... Do Swych gierek wciągnął małą i niewinną dziewczynkę. Pokrzywdzoną przez los. Osieroconą... Zupełny zbieg okoliczności sprawił że nasze ścieżki się splotły i jest mi bliska jak nikt na świacie, choć nie mogę jej tego okazać tak jakbym chciała... Tylko Ty Pani masz wiedzę i moc by móc się jemu przeciwstawić.
Kersijana:
Ale Kersi, to ja, twoja mama, Astrea użyła tego samego czaru co nasza królowa... Zesłała cię tu na chwilę, bo zasmuciły ją twe słowa modlitwy... Rzekła patrząc na Ciebie zapłakanymi oczami.
Catherine:
A potem? A potem!? No mów Cathy nie przerywaj! Podekscytowana Betty zaczęła energiczniej machać nogami w powietrzu, wpatrując Ci się w oczy. Reszta dziewczyn również Cię słucha, ale tylko królewna nie może powstrzymać swej ciekawości...
Catherine
A potem rozmawialiśmy....I w końcu powiedział że chce żebym nosiła ten naszyjnik - tu wyjęła go by im pokazać - bo jako wybranka jego serca jestem jedyną godną by go nosić - uśmiechnęła się na samo wspomnienie i zaraz kontynuowała - Zgodziłam się i podeszłam do niego,tak że się niemal stykaliśmy swymi ciałami,już się pochylał by mnie pocałować a ja powiedziałam ze stoi mi na drodze i nie skończył rozsiodływać swojego rumaka hihihi,żebyście widziały tą minę,biedak tak się zakłopotał i zdenerwował że zrobił się cały czerwony i bandaż w nerwach sobie zerwał,musiałam mu go poprawiać hihihi
Kersijana
Nosz Kuźwa,,, Będę musiała znowu powtarzać to samo... No trudno...
A nie zasmuciła się gdy widziała ilu mężów poległo broniąc tego skorumpowanego miasta? Ilu ludzi głodnych chodzi po mieście? Złota zbroja na strażniku... Wiesz ilu by można wykarmić za nią? Pokazała swoje dłonie... Kersijana była niewzruszona.... Czego mogła się spodziewać gdy ujrzałam w świątyni ten przepych i bogactwo? Nie Mamo, do mnie to nie przemawia... Cieszę się, że Cię znów spotykam choć nie przeczę, że okoliczności są nietypowe... Wybacz, ale zagubiłam się... Jestem skazana na wieczne potępienie i to chyba jest nasze ostatnie spotkanie... Raduję się choć z tego powodu że mimo mojego grzechu dano mi możliwość spotkania się z Tobą... Za to jestem wdzięczna.....
Catherine:
Dobre, sama to kiedyś wypróbuję - rzekła Adela śmiejąc się. Beatrice natomiast z otwartymi ustami wyczekuje na dalszą część opowieści, wyglądając dość zabawnie...
Kersijana:
Skąd wiesz, że się nie zasmuciła? Kersi wyciągasz za dużo wniosków, które są tak bardzo dalekie od prawdy. Godzi w ciebie widok bogato zdobionej zbroi strażnika? W Elacrai jest to samo, kochanie, wszędzie przepych i bogactwo... Taki jest już ten świat a ty nie staraj się go zmieniać...
Catherine
No więc jak mówiłam poprawiłam mu bandaż a ten nagle zaproponował mi taniec....Bardzo mnie zaskoczył ale było to miłe zaskoczenie....Tańczyliśmy przez pewien czas a gdy skończyliśmy wziął mnie na ręce i spytał czy nie bolą mnie stopy hihi,zgodziłam się a on przygotował mi bardzo wygodne jak na stajnię posłanie,nawet podgłówek miałam hihi,masował mnie i było naprawdę przyjemnie ale nagle zaczął całować moje stopy,dałam mu delikatnie do zrozumienia że to nie jest dobra pora na takie rzeczy....Wydawało mi się że zrozumiał jednak on przysiadł się do mnie chcąc mnie utulić znów dałam mu sygnał że i tu mi się zbyt narzuca....A wiecie co on zrobił?!Wsiadł na konia i że niby bardzo na mnie obrażony!Powiedział że znajdzie sobie jakiś zajazd i nie będzie mi się narzucać!Pfff,wyszłam wściekła mimo że po chwili się przede mną kajał i prosił o wybaczenie!Dziewczyny jak on mógł tak postąpić?!
Kersijana
Tak,,, W Elacrai jest to samo... Kersijana usiadła smutna koło Matki... Położyła głowę na jej ramieniu... Tak bardzo mi Cię brakuje... Nie wiem Mamo jak mam żyć bez Ciebie... Dlaczego, dlaczego tak nagle odeszłaś... Tyle rzeczy miałyśmy razem zrobić. Kersijana rozpłakała się wtulona w Nią
Catherine:
Usłyszałaś kolejno głosy Adeli, Beatrice i Rity mówiące - należało mu się; dokładnie, powinien okazać cierpliwość; ja bym go kopnęła prosto w... Hihihi. Tylko Lilly stwierdziła - chyba jednak go za ostro potraktowałaś. Wiesz, źle nie chciał... Tylko skoro tak cię kocha to i ciężko mu czasem panować nad uczuciami, a człowiek z miłości głupie robi rzeczy...
Kersijana:
Nie odeszłabym, gdyby to zależało ode mnie córeczko... Musisz być silna i trzymać się swoich bliskich, a reszta sama się potoczy. Teraz powinnaś się skupić na ocaleniu Adeli... Posiedź ze mną jeszcze chwilę, a potem rzeknij do Astrei że chcesz wracać, ona słyszała wszystko co tu zostało powiedziane... Odparła Jana, przytulając Cię czule.
Catherine
Ucieszyła się z ich poparcia i przytuliła Ritę i Adele,Betty zaś mocno ścisnęła za dłoń,jednak na słowa Lilly spoważniała i przyjęła objaśniający ton - No właśnie Lilly,głupstwa,ja bym jeszcze zrozumiała to że nie może się czasem powstrzymać....Ale powinien mnie zrozumieć,że nie jestem gotowa,że za wcześnie na to wszystko,że chce wszystko zrobić za szybko!A on co?!On się na mnie obraził!Ja miałam za nim biec i przepraszać?I to jeszcze za co?!Za to że nie daję się całować i tulić za pierwszym razem kiedy spędzamy czas we dwoje?!O nie,nie!Wykluczone!A mam wrażenie że tego właśnie chciał!Mam nadzieję że już rozumiesz dlaczego tak się oburzyłam...
Kersijana
Popłakała jeszcze chwilę na ramieniu... Nie chciała martwić duszy Mamy ale podświadomie zdawała sobie sprawę, że to tylko ''niechciała''. Jej dusza i tak znała Kersi i wiedziała co się dzieje we wnętrzu dziewczyny....
Chcę wracać, wyszeptała.....
Catherine:
Dobrze już dobrze, niech będzie że masz rację - rzekła Lilly. Kiedy jeszcze uzdrowicielka mówiła, do szpitala wjechał Tristan na koniu. Jego ogier trzyma w zębach przepięknego, czerwonego tulipana. Podjechał stępa do was i zatrzymał się przed Tobą, a Haldiel pochylił głowę do Ciebie. Pani, wiem, żeś zła na mnie, ale mój przyjaciel pragnie ci coś dać, przyjmij proszę ten kwiat...
Kersijana:
Przeniosłaś się z powrotem do świątyni Astrei. Usłyszałaś w swej głowie głos bogini - aby ocalić Adelę i przegnać Azi Dahaka, musisz odnaleźć księgę Kultu Węża, posiadaną przez Gallenusa, imperialnego kupca zamieszkałego w Larii. Jest on skrytym wyznawcą wężowego bóstwa i członkiem kultu... Jego dom znajduje się blisko zamku, ludzie wskażą ci, który to... Księga zawiera wskazówki i pozwoli wykonać twojej królowej rytuał, którym odegna Azi Dahaka.
Catherine
Możesz się ze mną nie zgadzać Lily,ale kiedyś sama przyznasz mi rację.... - rzekła cicho opierając głowę na jej ramieniu tak,że patrzyła prosto w oczy Tristana.... - Hmm,skoro to prezent od Haldiela przyjmuję,może on zechce zostać moim mężem? Jestem pewna że rozumielibyśmy sie bez słów.... - odparła obojętnie, ukrywając swoje rozbawienie i odbierając kwiat z zębów ogiera
Catherine:
Tristan docisnął prawą łydkę do boku konia, a ten wysunął kopyto w Twą stronę. Rycerz rzekł - czy przyjmujesz więc pani, oświadczyny sir Haldiela, rumaka zakonu Lwa, i godzisz się zostać jego żoną w szczęściu i smutku, zdrowiu i w chorobie?
Catherine
Roześmiała się radośnie jednak nic nie odpowiedziała tylko znów pocałowała wierzchowca prosto w pysk i powąchała tulipana....
Kersijana
Dziękuję Ci pani za możliwość spotkania mojej Mamy... daj jej proszę powód by i radości ze mnie też zaznała... Strasznie zasmucona była... Powiedziała wstając... Chodź Królowo, Astera wysłuchała mnie i dała wskazówkę...
Kersijana:
Czyli jednak nie wszystko stracone... I nie nazywaj mnie królową. Kersi, choć ostatnio stajemy się coraz mniej sobie bliskie, to wciąż jestem dla ciebie Lothiriel, pamiętaj - rzekła patrząc Ci w oczy.
Catherine:
Tulipan bardzo ładnie pachnie... Haldiel polizał Cię po twarzy i parsknął zadowolony. Tristan również się uśmiechnął, zsiadając z niego, łapiąc się przy tym za wciąż bolącą ranę na ramieniu.
Catherine
Uśmiechnęła się gdy koń polizał ją po twarzy a widząc ból Tristana rzekła z lekko wyczuwalną troską w głosie - Połóż się i odpocznij wreszcie bo się wykończysz....
Kersijana
Wracasz do córek czy idziesz ze mną? zapytała gdy królowa patrzyła jej w oczy... Zabolało ją te zdanie, że stają się dla siebie coraz bardziej obce, ale nie dała po sobie tego poznać. Ja muszę jeszcze do księżnej iść. Może wypadało by podziękować Jej za to, że zechce poprzeć Twoją córkę?
Catherine:
Tristan spojrzał na chwilę na Ciebie i rozsiodłał swego rumaka, a następnie położył się w miarę wygodnie w pewnej odległosci od was. Haldiel również jest widocznie zmęczony, bo położył się na boku z głową... na Twych kolanach.
Kersijana:
Idę z tobą, musimy to razem załatwić. A księżnej podziękujesz, kiedy uporamy się z zadaniem, czas nas teraz nagli. I Kersi... Wiem, że cię to boli ale spójrz prawdzie w oczy... To, co się jednak zaczęło można powstrzymać, postarajmy się - szepnęła Lothiriel po noldorsku.
Kersijana
Już miała zrobić wielkie oczy gdy usłyszała, że to ona ma dziękować księżnej. Przecie to chodziło o Bety, Jej córkę.... Kersijana zrezygnowała jednak z zamiaru wyprowadzania jej z błędu... Tak,,, mam nadzieję, że jeszcze nie jest między nami wszystko stracone... Pogłaskała Królową po dłoni...Nie martw się, jakoś się to wszystko ułoży.... A teraz skupmy się na naszym zadaniu... Bogini mówiła, że dom kupca jest niedaleko zamku i że ludzie nam wskażą który to dom. Kupiec nazywa się Gallenus. Zapewne bogaty i znany... Mam pewien pomysł ale potrzebna mi jest czysta woda... Powinnam mieć tu w torbie Lawendę i Melisę. Gdyby udało się by to wypił to zaśnie na jakieś dwie, trzy klepsydry... Chyba, ze ty chcesz użyć magi?