-
Christophe Leroy
Gdy tylko się zbudził miał ochotę wyrwać się z objęcia Aratheny, a następnie zrobić jej awanturę jakich mało, choć gdy usłyszał niepewny głos Alessia o tym, iż Pani Jeziora objawiła im się ze strachem w sercu spojrzał w kierunku jeziora. Ujrzawszy ją jak i spopielone ciało kobiety przy tafli wody natychmiast oderwał się z objęcia elfki padł na ziemię z pokłonem nie zważając na swą nagość. Nie przyglądał się jej więcej, wszak po jego śnie i po nieświadomym czynie popełnionym przez niego tu bał się przyglądać swej bogini...
-
Arathena
W pierwszej chwili nie wiedziała co się stało. wpierw widziała swego lubego dla którego postanowiła w końcu opuścić las. Choć nie czuła się w nim najlepiej to znała konsekwencje swego czynu. Gdy jej kochanek przekroczył Zieloną Granicę, w końcu też postanowiła zrobić ten radykalny krok... Miała nadzieję, że go odnajdzie i do dziś nigdy jej się to nie udało. Wcześniej już śniła o nim... Czasami widziała go, ale gdy pełna nadziei podbiegała zdenerwowana ale i zarazem szczęśliwa, ten ktoś okazywał się być zupełnie kimś innym... Tyle razy już była rozczarowana, tyle razu radość i euforia zamieniały się w smutek i tęsknotę... Jedynie Księżyc w pełni potrafił ją zatopić w marzeniach. To w taką jasną noc widziała ostatni raz lubego... Za każdym razem gdy nocne niebo błyszczało srebrem, rozmawiała w myślach z Lubym... Miała nadzieję, że w tę noc on również w niego patrzy...
Ten sen, Jej luby w nim... On był taki realny... taki namacalny... Miał jego zapach, smak.... słyszała jego bicie serca....
Brutalne obudzenie.... Wtulona w miłosnym uścisku z giermkiem... Nie mogła pozbierać myśli...
Słowa Alessia zmusiły ją by spojrzeć na jezioro... W kobiecie, która z niego się wyjawiała rozpoznała Panią Jeziora. Zbyt mocno przypominała kobietę z posągu...
W pierwszej chwili chciała się równie pokłonić jak i reszta, ale w ostatniej chwili dostrzegła brudną plamę, która rozpływała się przy brzegu. Widok martwych szczupaków nagle ją olśnił... zrozumiała...
Podbiegła do plamy uklękła załamana. Nie mogła opanować szlochu... Wypowiedziała tylko jedno słowo...
Elna....
Dłonie wsadziła do wody zagarniając ją.. Uniosła je do góry... Gdy spływała jej z rąk z powrotem do jeziora paczyła na nią z niedowierzaniem i rezygnacją.....
czuła jak serce jej krwawi. Rana była nie do wyleczenia... rozżarzona szpila wkuwała się nie ubłagalnie i wypalała z niej wszystko co dobre. To wszystko co Arathena kochała, to wszystko o czym marzyła zamieniało się w popiół. Spojrzała na niebo, szukała księżyca, czegoś co pozwoli jej myśli skierować gzie indziej. Nie chciała patrzeć na wodę, chciała zapomnieć, znaleźć się gdzieś indziej...
Poranek zabrał księżyc, może to i dobrze bo teraz by on był krwawy a nie srebrny...
Razem z Elną umarła w tej chwili cząstka Elfki...
-
Anna de Loiret
Tej nocy sen szlachcianki wyjątkowo był piękny...
W przepięknie tego dnia zdobionej sali rycerskiej zamku Loiret, odbywały się uroczystości ślubne. Panną młodą była ona sama, zaś panem młodym jej wybranek, Alessio. Ten stał już na samym końcu zdobnej sali obok kapłanki, a wokół niego zebrani w kręgu, w pewnym oddaleniu goście. Baron ma na sobie lśniącą zbroję płytową, u żelaznych butów ostrogi, a do pasa przypięty długi miecz, z szeroką klingą i pozłacaną rękojeścią. Włosy jego długie, broda bujna ale krótka, taka jaką nosił Roland de Loiret.
W pewnym momencie drzwi sali się otworzyły, a przez nie wkroczył konno Tankred de Loiret w pełnym rynsztunku, wyłączając hełm, trzymając za rękę swoją córkę, która również dosiadła białego rumaka z długą, śliczną grzywą. Ubrana jest ona w białą suknię zdobioną złotymi haftami, oraz długi, dotykający tylnich nóg konia płaszcz w takim samym kolorze. Na głowie ma złoty diadem, częściowo skryty jej jasnymi włosami. Co dziwne i tworzące jedyny kontrast w tej bieli oraz przeróżnych odcieniach żółci, Anna ma też na sobie pas z mieczem, noszącym imię jej brata, który choć symbolicznie musi uczestniczyć w tym szczęśliwym dla niej dniu...
Wnet goście się rozstąpili otwierając drogę do Alessia oraz kapłanki Tankredowi i jego córce. Ci powoli, stępa, podjechali do nich, pan de Loiret skinął pannie młodej głową, po czym ona zsiadła ze swego rumaka i podeszła do przyszłego męża. Wymienili się pełnymi miłości spojrzeniami, kobieta złapała rękojeść swego miecza, spoglądając na nią i szepcąc - już niedługo do mnie wrócisz kochany, znów będziemy razem...
Po chwili kapłanka rzekła głośno - oto zebraliśmy się w zamku Loiret, by połączyć węzłem małżeńskim barona Alessia di Contrarini, oraz jego wybrankę Annę de Loiret. Jeśli ktoś jest przeciw, niechaj teraz powie to przed obliczem naszym i Pani Jeziora!
Nikt nie odpowiedział, w międzyczasie ojciec panny młodej również zsiadł z konia i otworzył pudełeczko z obrączkami przed parą.
- Alessio di Contrarini, czy bierzesz tu obecną Annę de Loiret za żoną i ślubujesz ją miłować, wspierać i opiekować się nią, walczyć w jej imieniu, w zdrowiu, w chorobie, w wojnie i pokoju?
- Tak, ślubuję - odparł baron, zakładając obrączkę na palcu Anny.
- A czy ty, Anno de Loiret, bierzesz tu obecnego Alessia di Contrarini za męża i ślubujesz go miłować, wspierać i być mu oddaną, w zdrowiu, w chorobie, w wojnie i pokoju?
- Tak, przysięgam na Rolanda, tak! Wykrzyczała zakładając obrączkę mężowi oraz nie czekając na dalsze formalności, łącząc się z nim w długim, namiętnym pocałunku, przy aplauzie wszystkich gości. Gdy skończyli, kobieta ujrzała jak na swym bojowym rumaku do sali wkracza... Jej brat, w zbroi i z mieczem w dłoni opartym o ramię. Odgarnął swe włosy z twarzy oraz z serdecznym uśmiechem rzekł - odwaga, honor, poświęcenie, oddanie, wiara, prawdomówność, uczciwość, pamiętaj najukochańsza siostrzyczko o tych cechach w mariażu, nie zatrać ich i nie ulegaj woli męża, jeśli ten zabroni ci chwytać za miecz. Jesteś Bretonnką, moją siostrą, choć kobietą najpiękniejszą jaką widziały oczy wszystkich tu zebranych, to twym powołaniem jest bronić króla oraz naszych ziem mieczem, nie słowem. Teraz ma duma z ciebie jest wielka, spraw by taka była po twój kres, gdy dołączysz do mnie i będziesz mogła powiedzieć, iż stajesz przed obliczem Pani, moim i wszystkim poległym rycerzom, jako równa nam obrończyni Bretonni, pamiętaj!
Po tych słowach brata, Anna wykrzyczała - Rolandzie! I rzuciła się z zamiarem przytulenia go, ten jednak zawrócił konia i pogonił go do galopu, rozpływając się po chwili w powietrzu... Tak skończył się piękny sen młodej panienki...
Zerwana okrzykiem Alessia, wystraszona i w wielkiej niepewności, nie ośmielając się unosić głowy, powstała szybko i padła na kolana obok ukochanego, mając zamknięte oczy.
-
Od strony jeziora dobiegł Was donośny kobiecy głos, który Anna rozpoznała jako głos Pani Jeziora. Lekko podniesionym tonem, który już sprawił że mało nie ogłuchliście, rzekła:
To, że opuściłam swe święte miejsca przeklinając ten kraj, nie oznacza że można je bezkarnie bezcześcić. Za to gdzie i na kogo zarzuciłaś swe sieci Pajęczyco, niniejszym Cię przeklinam. Umrzesz w chwili, gdy ponownie stracisz swą cnotę. Byś jednak nie narzekała na me okrucieństwo gdy w końcu odnajdziesz swego Lubego, usunę Ci wszelkie wspomnienia o Nim. W tej chwili Arathena nie tylko zapomniała jak ma na imię Jej Ukochany, ale także jego wyglądu, smaku ust, słodyczy wspólnie spędzonych chwil.
Christophe Leroy, cóż ja mam z Tobą uczynić? Twe ukryte pragnienie zarówno stanowi dla mnie obrazę jak i komplement. Nie ukarzę więc Cię, ale i nagrodzić mi nie wypada. Miast tego więc zdradzę Ci pewien sekret. W każdej bretońnskiej dziewicy wiernej ideałom cząstka mnie się znajduje. Lecz nie licz na to, że jakakolwiek odda Ci to, co ma najcenniejsze, jeśli nie będziesz ją jak damę traktował.
Anno z rodu Loiret, ani mi się waż nawet myśleć o tym by sprzeciwiać się tak doskonałemu rycerzowi jakim jest Twój ojciec. Miast tego głów się jak go przekonać do swych racji. Jeśli nadal pragniesz dać swemu bratu drugie życie, to nigdy więcej nie czyń tego, co nie przystoi damie. Żadną częścią swego ciała. Śpiesz się, Twój ojciec wraz z mą arcykapłanką prosto w zasadzkę wojsk uzurpatora zmierzają. A bez Jego błogosławieństwa Twój ślub z Alessio dla mnie nie będzie miał żadnego znaczenia. Wasze wierzchowce w ojczystym lesie Pajęczycy się znajdują.
Ci co patrzyli na boginię, zauważyli jak machnęła ręką, oczy przysłoniła Wam zasłona jakby z tafli wody uczyniona. Znikło jezioro, a zamiast tego znaleźliście się na rozgałęzieniu traktu prowadzącego w głąb Bretonni, do Imperium i do Tilei.
-
Arathena
Na klątwę Pani Jeziora zaklęła w duchu.... Sama skąpi to i innym zabrania. Jeno magią może zmusić by ktoś ją chciał... Na głos dodała....
Nie wiem czy mnie słyszysz, ale twe przekleństwo jest i błogosławieństwem... Domyślasz się , że nie zawaham się oddać swego ciała i zarazem życia temu, którego naprawdę pokocham?
Techniczny...
Zaczyna zbierać swoje rzeczy i ubierać się.....
-
Anna de Loiret
Tak, moja Pani... Odpowiedziała, mówiąc po tym na głos, ale cicho słowa jej brata ze snu - odwaga, honor, poświęcenie, oddanie, wiara, prawdomówność, uczciwość... Nie zatracę tych cnót Rolandzie, nie zatracę i z ich pomocą ocalę naszego ojca...
-
Christophe Leroy
Pani ma... Jak mógłbym myśleć o takich rzeczach związanych z Tobą? Nigdy tego nie czyniłem, ani tak nie myślałem, lecz pragnąłem jedynie ujrzeć kiedyś Twe wspaniałe oblicze... A ten sen... To wina nimfy, jestem pewien tego - skierował myśl ku swej pani, coby jej wyjaśnić wszystko... Czuł się okropnie. Nie dość, iż elfka z nimfą go wykorzystały, to i do tego przez to Pani Jeziora objawiła im się w gniewie, a i ona była urażona tym snem z poprzedniej nocy... Choć pocieszało go to, iż ukarał nimfę jak i elfką - tą pierwszą śmiercią, a drugą klątwą. Leżał jeszcze tak kilka dłuższych chwil bez ruchu, po czym powstał powoli i zdruzgotany odszedł do swego ekwipunku, szybko się ubierając coby nie stać tak nago przy pannie Annie i Alessiu...
-
Gdy Christophe i Arathena się odziali zauważyliście jak na granicy lasu, niedaleko przepatrywaczki, stanął wysoki elf. Ma dziwną fryzurę, czerwone włosy postawione na sztorc, prawie jak zabójcy trolli, ciało zaś ozdabiają mu równie czerwone co włosy tatuaże. W ręku dzierży włócznię.
Odezwał się w śpiewnym języku swej rasy Coście zawinili, że nago Was pędzili przed sobą? patrząc na Czarną Wdowę. Koło niego Arathena widzi ślady jakby przebiegło tamtędy małe stado koni.
-
Alessio
Ale popapraniec, ciekawe czy jest tak samo szajbnięty jak te krasnoludy? - pomyślał przypatrując się nieznajomemu z niezdrową ciekawością i na chwilę zapominając o strachu po ujrzeniu bogini
-
Arathena
okrywając ciało tak jakby krępowała się swej nagości...
Konia ratować zachciało mi się by nie skończył jako ogrowy posiłek... odpowiedziała Elfowi. Przypatrywała się śladom koni.Pewnie to te... Skinieniem głowy dała znak nieznajomemu. Niestety bez wyraźnego zaproszenia nie możemy tam wejść. W jej głosie nie było słychać żalu a jedynie sucho stwierdziła fakt...
Wiesz co grozi.... nie dokończyła zdania, ale spojrzała mu w oczy....