-
Robert
Masz się wzbraniać bo zdrowy rozsądek tak nakazuje,tyle lat i pięknych chwil jeszcze przed Tobą a Ty chcesz tak ryzykować? Osobiście jednak,zmuszać Cię do niczego nie będę - powiedział skupiając się na Charlotte i nie zauważając krwawiącej rany Agnes
-
Oswald na słowa Bertranda prędko przyniósł z sakwy przy siodle bandaże oraz swój bukłak z wodą, której użył gdy tylko pan z Tuluzy mu nakazał, by przemyć ranę. Zostawcie to, zwyczajne draśnięcie - mówiła w trakcie, po czym patrząc na wysiłki Bertranda zmierzające do opatrzenia jej rany, pochichrywała nieco co jakiś czas. Rycerz sprawnie się z tym uwinął.
Tymczasem Charlotte odrzekła Robertowi - piękna chwila to taka, gdy gnasz na koniu przed siebie nie bacząc na ryzyko, gdy czujesz wiatr we włosach i... I czujesz że żyjesz!
-
Robert
Zaśmiał się lekko po czym powiedział - Taaak,to też jest piękne,jednak życie ma do zaoferowania wiele więcej,sama się kiedyś o tym przekonasz - po czym odwrócił się do niej plecami ponownie zajmując się koniem i dając do zrozumienia że uznał wymianę zdań za zakończoną
-
Bertrand
Wa, zwyczajne draśnięcie, pani? Mam wyliczać ile takich draśnięć już posiadasz? Chcesz się wykrwawić?
-
Charlotte podbiegła do Roberta i jego rumaka, po czym zapytała z wyraźnym przejęciem w swych ślicznych oczętach - co masz na myśli, panie? Przy okazji, położyła też dłoń na szyi Boemunda, jakby chcąc się na nim podeprzeć będąc zmęczona.
Agnes tymczasem, odrzekła Bertrandowi - jeśli Bóg zapragnie przywołać mnie do siebie, to się wykrwawię. Zadała po tym pytanie, które przyprawiło Francuza o szybsze bicie serca... A dlaczego tak się troszczysz o mnie?
-
Bertrand
A czemuż miałbym się nie troszczyć? Jako rycerz, obrońca uciśnionych jestem zobowiązany do pomagania niewiastom.
-
Robert
Spotkasz kiedyś jakiegoś rycerza którego obdarzysz uczuciem to zrozumiesz,nie ma nic piękniejszego niż chwile spędzane z bliską osobą,wiem coś o tym.....
-
Godwyn mimo złego humoru od razu się roześmiał, gdy Bertrand skończył mówić. Obrońca uciśnionych! Ha! Agnes też się zaśmiała, ale po chwili siląc się na poważny ton rzekła, gładząc delikatnie swą dłonią rękę Francuza, tak że ten znów poczuł podniecenie - dziękuję ci zatem mój obrońco, zapamiętam ci to.
Charlotte spojrzała w oczy Roberta nieco zasmucona, ale odparła tylko - ja też wiem... Choć pewnie ty masz na myśli swą wybrankę... Nie mylę się?
-
Bertrand
No i w rzyć z moim sumieniem. Mężata czy nie, nic na to nie poradzę. Serce mówi mi inaczej. Odwrócił się do Godwyna i odparł mu z żartobliwym uśmiechem na ustach Cóże? Azali nie wiesz co to oznacza być szlachetnym? Pierwszy raz ten zwrot słyszysz? Może z Ciebie taki rycerz jaki ze mnie łucznik?
-
Robert
Tak - odparł wyraźnie przybity wspomnieniem o niej - ale nie chcę o tym więcej rozmawiać - natomiast Boemund z początku jak gdyby pogrążony w letargu i uspokojony obecnością swego Pana nie reagował na dotyk obcej dłoni,stojąc biernie i nie dając oznak życia,jednak po krótkiej chwili wierzgnął ostro jak gdyby chcąc ją strącić i parsknął gniewnie prosto w twarz kobiety,gdy tylko Robert to zobaczył powiedział zdecydowanie po Włosku - Spokój! Zachowuj się jak przystało! - gdy tylko koń usłyszał głos swego właściciela uspokoił się nieco jednak dalej w jego oczach można było zobaczyć złość