-
Kersijana
I mi miło poznać przyszłą Królową... Podeszła do łoża i wyciągnęła rękę.... Beatrice,,, przepiękne imię... Jej uśmiech był szczery i sympatyczny... Natomiast przypomniała sobie co królowa mówiła o Archibaldzie i zaczerwieniła się na samą myśl...
O to chyba powinnyśmy Pani wyjść mu na spotkanie... spojrzała na Królową zaciekawiona i pełna entuzjazmu.
-
Catherine, Kersijana:
Królewna uścisnęła delikatnie dłoń Noldorki z uśmiechem, nieco zarumieniona od komplementu. Lothiriel zaś rzekła - zatem ubierajcie się dziewczęta, poza Cathy, która widzę coraz gorzej się czuje i potrzebuje lekarstwa... Kersi, jak chcesz wyjdź mu na spotkanie, przy okazji Elrohira poznasz. Adela ucałowała siostrę w policzek i wraz z Beatrice zaczęła przyodziewać suknię, zaś królowa uklękła przy Catherine, przykładając jej dłoń do czoła.
Arstan:
Uzdrawianie to specjalność Lothiriel, ale jest Noldorką więc wątpię, by dobrym pomysłem było proszenie jej o pomoc. Mamy tu niewielkie jeziorko, tam możesz przemyć ranę, ktoś ci na pewno pokaże gdzie - odparł Archibald.
Arstan, Erilla:
Dojechaliście do siebie, czerwonooki rycerz krzyknął do swych podwładnych - odprowadźcie jeńców do królewny! Sam zaś, zatrzymał się przed zwiadowczynią, spoglądając na nią uważnie...
-
Erilla
Spojrzałam w oczy czerwonookiemu rycerzowi. Dotąd sądziłam, że to moje oczy się wyróżniają, ale jego z pewnością przyciągały jeszcze większą uwagę.
Witaj powiedziałam skinąwszy głową jestem Erilla, Strażniczka Srebrnej Mgły, przybyłam tutaj niedawno z Lothiriel. Wnioskuję, że ty tutaj jesteś dowódcą. Czy ten Hebanowy jest waszym sprzymierzeńcem?
Skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam na odpowiedź, od czasu do czasu zerkając na Hebanowego.
-
Arstan, Erilla:
Tak, jestem sir Archibald, wielki mistrz zakonu Gryfa. On jest naszym sprzymierzeńcem - odrzekł rycerz, wyciągając dłoń w stronę Erilli, chyba chce ją ucałować w rękę zgodnie z rycerskim obyczajem...
-
Catherine
Idę z nimi,nic od Ciebie nie chcę.... - powiedziała próbując przy tym zabrać dłoń Lothiriel ze swojego czoła i wstać z posłania....
-
Catherine, Kersijana:
Nie ma mowy, w tym stanie nigdzie nie pójdziesz, masz gorączkę i musisz leżeć - rzekła stanowczo Lothiriel, pogłaskawszy Catherine delikatnie po włosach. Swoją drogą, rudowłosa nie bardzo ma siłę wstać i cokolwiek robić poza leżeniem, nawet ruszać ręką jej się nie chce...
-
Catherine
Jęknęła i zaraz spróbowała podnieść się na rękach by wstać.... - Nie będę leżała cały dzień!Idź lepiej sobie powróżyć albo popatrzeć w dusze! - wychrypiała ze złością
-
Catherine, Kersijana:
Cśśś leż leż Cathy - rzekła miłym głosem noldorska królowa, łapiąc Catherine oraz układając ją z powrotem wygodnie na posłaniu, okrywając po tym kołdrą po samą szyję. Wojowniczka już niezbyt ma siły się jej opierać...
-
Catherine
Nie cierpię Cię! - powiedziała ze złością zanim zdołała zapanować nad zszarganymi przez chorobę i wycieńczenie nerwami,po wszystkim obróciła głowę tak by nie musieć patrzeć na Lothiriel a oczy zaszły jej łzami....
-
Erilla
Cofnęłam się lekko zaskoczona. Czy on chce mnie ucałować w rękę?! Poczułam, że płoną mi policzki. Spojrzałam na swoją dłoń w skórzanej rękawicy dodatkowo wzmocnionej metalem. Co ja mam zrobić?! Zdjąć rękawicę? Podać tak jak jest? Uciec? Nie wiem jak się zachować. Ratunku!
Dobra, tylko spokojnie, przecież nie zbłaźnię się przed tym Hebanowym. Jestem wojowniczką, a nie księżniczką. Dlatego zamiast podać dłoń do pocałowania, po prostu sięgnęłam i pewnie uścisnęłam dłoń Archibalda.
Oho, no to teraz dopiero zobaczymy w co się wpakowałam...