-
Kersijana:
Seanred... Możemy spróbować, ale najpierw zobaczmy co jest w środku - odszepnęła królowa. Zeszłyście więc powoli na dół... Korytarz, jaki się tu znajduje ma mroczny wystrój, w czerń i ciemną zieleń. Ściany wyglądają jakby kiedyś był tu pożar. U kresu korytarzu dostrzegacie spore drzwi, których strzeże wielki wąż - anakonda... Syczy i przygląda się wam.
-
Kersijana
Odruchowo zaczęła się skrywać za plecami Elfki, nie mogła jednak oderwać wzroku od anakondy. Było w nich coś hipnotyzującego i tajemniczego. Co teraz? zapytała cichutko w ucho Królowej
-
Kersijana:
Królowa oparła dłoń na rękojeści miecza i szepnęła - nie wiem, nie dam jej rady w ciasnym korytarzu... Ale lepiej coś wymyśl, bo to spojrzenie mnie niepokoi...
-
Kersijana
Seandred. Kersijana wypowiedziała imię w stronę anakondy. Już poznałam kiedyś jednego węża i patrzył tak jak ty. Kersi podeszła do Anakondy i pogłaskała ja po głowie...
-
Kersijana:
Wąż wysunął na chwilę język, jak to jego gatunek ma w zwyczaju i zaczął wpełzywać na Ciebie... Kierując się spokojnie ku Twej głowie, na razie owijając się wokół Twych nóg.
-
Kersijana
Wpatrywała się w oczy Królowej błagalnie.... No już zrób użytek z tego miecza zanim mnie pożre... Teraz jest zajęty mną... na co czekasz Pani?... proszę....
-
Kersijana:
Królowa ze świstem wyciągnęła miecz z pochwy, co natychmiast zwróciło uwagę węża, który odpuścił Tobie i zaczął szybko pełznąć w jej stronę. Lothiriel powoli się cofa z ostrzem wysuniętym w stronę łba bestii...
-
Kersijana
Uciekaj Pani....Teraz jest okazja bym do środka weszła. Kersi odczekała chwilę by się oddalili. Widziała że Elfka się cofa i wąż pełznie za nią... Gdy byli już wystarczająco daleko bardzo cicho otwarła drzwi które tak dzielnie pilnował. zamknęła je za sobą...
-
Kersijana:
Twoim oczom ukazała się przerażająca komnata, o podobnym kolorystycznie wystroju, co korytarz. Niemal nie widzisz ścian, które są okryte mrokiem. Na środku pomieszczenia znajduje się tylko oświetlony świecami, jakiś ołtarz ofiarny... Na nim leżą rozprute zwłoki małego dziecka, na oko trzy-czteroletniego... Wokół ciała pełno jest krwi, obok zaś leży jakiś nóż.
Catherine:
Gdy wyszłaś ze szpitala, po pewnym czasie dogoniła Cię Beatrice, biegnąc w pospiesznie założonej sukience, niedociągniętej na jedno ramię, na bosaka i trzymając pas z mieczem w dłoni. Zatrzymała się przy Tobie i zaczęła ciężko dyszeć...
-
Kersijana
Podeszła do stołu ofiarnego... Widok zwłok dziecka strasznie ją wzruszył... Biedne dziecko... Ileż musiało wycierpieć zanim... Kersi podniosła z obrzydzeniem ofiarny nóż... popatrzyła na niego... co za zwyrodnialstwo... wsadziła go w jakąś szczelinę i mocno naprężyła by pękł...
-
Kersijana:
Nóż, mimo że użyłaś całej swej siły, nie pękł, widocznie jest zrobiony z doskonałej stali. Nagle z mroku wyłonił się człowiek w ciemnozielonej szacie, z symbolem Kultu Węża na piesiach. Jego oblicze można by nazwać zwyczajnym, gdyby nie oczy święcące się aż nazbyt jaskrawą zielenią... Kim jessssteś, i jakim ssssposssobem przedossstałaś sssssię przez mojego sssstrażnika?
-
Kersijana
Bo znam się na wężach... Czy twój strażnik by wpuścił tu kogoś co nie jest tego godzien? Kersi mimo obrzydzenia pozbierała się jednak szybko. Schowała ukradkiem sztylet który wcześniej podniosła. Wiem kim jesteś i mam pewną propozycję, która cię powinna zainteresować..Jej głos był spokojny i opanowany
-
Kersijana:
Propozycję powiadassssz... Rzekł, podchodząc bliżej Ciebie.
-
Catherine
Mimo że wciąż była zła to poprawiła nerwowo jej suknię i rzekła - Nie powinnaś biegać w tym stanie,i zapomniałaś o butach....Wracaj do szpitala,sama znajdę mamę....
-
Kersijana
Tak... Propozycję, ale wpierw muszę mieć pewność, że jesteś tym kogo szukam...
-
Catherine:
Tak siostro, tak, a gdzie zamierzamy szukać? Spytała Beatrice patrząc Ci niewinnie w oczy.
Kersijana:
A kogo sssszukassssz... Kogośśśś, kto jesssst naiwny, kogośśś, kto cię obdaruje prezentami czy kogośśśś, kto wysssssa z ciebie to, co nazywacie sokiem pożądania? Hih ihiii...
-
Kersijana
Szukam Gallenusa. Kupca i wpływowego człowieka w tym mieście... Ale jak już mówiłam, zanim powiem co mam do powiedzenia muszę mieć pewność z kim rozmawiam
-
Kersijana:
Ssssss... Znalazłaś więc go... Hihihiii...
-
Kersijana
Chyba mnie nie traktujesz poważnie... Jam jest Królową Juta... uwierzysz mi na słowo czy zażądasz dowodu?
Nie pytaj skąd wiem, ale jeśli jesteś tym za kogo się podajesz to masz pewną rzecz, której nikt inny nie posiada...
-
Catherine
Dwie bogato odziane elfki to nawet w tym mieście nie jest częsty widok....Popytamy ludzi na ulicy.... - odparła wciąż tak samo zła,nie dając się nabrać na słodkie oczka siostry,i nie oglądając się na nią po prostu pobiegła do stajni po swoją klacz wiedząc że tak znacznie szybciej znajdą elfki zwłaszcza że te poruszały się pieszo....
-
Kersijana:
Królową Juta? Chyba Jatu, i już widzę jak koczownicy prowadzący wojny z Noldorami od wieków, nagle by wybrali jedną z nich na królową, haaahahahaha... Ssssss... Nie mówiąc, że oni mają ordy i chanów, a nie królessssstwa i królów hihihiiii... Myśśślałaśśś, że mnie osssszukassssz?
Catherine:
Królewna pobiegła za Tobą do stajni... U jej progu potknęła się, wyrżnęła kolanem o kamień i zajęczała z bólu...
-
Kersijana
A kto powiedział, że nią jestem? Gdybyś nie wyczuł to podpowiem... to był sarkazm... Nie jest sztuką odróżnić Nordolkę wśród ludzi... wzruszyła ramionami. Powiedz mi skąd mam mieć pewność że jesteś tym za kogo się podajesz?
-
Kersijana:
Sssss... Nie wyglądasz mi na issssstotę, która wie co to ssssarkazm hihihiii... Jakiego więc dowodu żądassssz ode mnie... Rzekł wąż, odwracając się i grzebiąc coś w regale.
-
Kersijana
Nie mógł tej księgi o którą jej chodziło chować w tak prozaicznym miejscu jak zwykły regał... Jeśli jesteś tym za kogo się podajesz to musisz mieć Księgę Kultu Węża...
-
Kersijana:
Och mam... Ale ty członkinią kultu nie jessssteśśś, więc nie mussssisz jej widzieć. I mów z czym przychodzisz, bo tracę cierpliwość ssssss.... Rzekł kultyska, wyciągając z regału niewielką kuszę.
-
Kersijana
Zatem niczego się nie dowiesz... Możesz mnie zabić ale już nigdy się nie dowiesz po co Nordolka przyszła do tej zgniłej nory.... Kersi ruszyła w stronę wyjścia....
-
Kersijana:
Nagle poczułaś straszny, niemal paraliżujący ból w ręce, tuż pod lewym łokciem. Bełt z kuszy prawdopodobnie strzaskał Ci kość... Ssssss... Ja tu sssstawiam warunki, nie mussszę cię zabijać... Ssssą inne ssssposssoby, jeśśśli chcesssz ssssię dogadać mów teraz...
-
Kersijana
Ranna opadła na kolana chwytając się za obolałą rękę... Powiedziałam, że musisz mnie zabić... Już niczego się nie dowiesz...
-
Catherine
Oj Betty no.... - rzekła poirytowana bowiem ponad wszystko liczył się dla niej teraz czas....Dlatego podeszła do niej szybkim krokiem i pomogła jej usiąść pod ścianą stajni po czym dodała - Siedź tu i odpocznij,ja osiodłam Rosie.... - i niemal natychmiast zaczęła pospiesznie siodłać konia,po wszystkim zamierzając podejść do siostry z bandażem i wodą by opatrzyć jej ranę....
-
Kersijana:
Gdy skończyłaś mówić, do komnaty wpadła Lothiriel, cała we krwi... Zobaczywszy kultystę, rzuciła w niego swym mieczem, przebijając mu gardło na wylot.
Catherine:
Auć, boli... Czemu wszędzie jest tak nierówno, że się przewrócić można... Zamarudziła Betty, gdy opatrywałaś jej ranę.
-
Kersijana
Kersijana popatrzyła na królową z wdzięcznością... Nie wiem gdzie ma księgę... Myślałam, że mu dasz jeszcze pożyć trochę.... Mówiła ledwie powstrzymując się od płaczu z bólu...
-
Catherine
Nie traciła czasu na jej narzekanie i pomogła jej dosiąść swoją klacz następnie zaś zajęła miejsce za jej plecami i objęła ją w pasie od razu wyruszając,zbyt martwiła się o mamę by zwlekać....Wypytuje niemal każdego napotkanego przechodnia czy nie widział gdzieś dwóch elfek....
-
Kersijana:
Po co, żeby cię zastrzelił? Ja nie zostawiam nikogo na pastwę losu, jak to zwykli czynić co poniektórzy - odparła Lothiriel, podchodząc do ciała kultysty i wyjmując z niego swój miecz. Królowa kuśtyka i co chwila łapie się za ranę na boku. Szukaj tej przeklętej księgi - syknęła.
Catherine:
Napotkałyście znajomego Ci strażnika, Alnurfa. Widziałem, jak przejeżdżały na jednym koniu, kierując się gdzieś w stronę zamku. Ale szybko przemknęły, ciężko więc stwierdzić gdzie podążały - rzekł. Betty tymczasem wtrąciła do niego - wiesz, że moja siostrzyczka będzie niedługo księżną?
-
Catherine
Dziękuję,to już coś....A teraz wybacz,musimy je dogonić.... - odparła i nie czekając na odpowiedź pognała konia we wskazaną stronę w międzyczasie pytając siostrę - Jaką księżną?Co Ty opowiadasz siostro?Na pewno nie uderzyłaś sie i w głowę? Hihi
-
Kersijana
Chcesz powiedzieć mi, że zostawiłam cię na pastwę losu? dobrze,, obiecuję ci załatwić sprawę z Adelą i nasze drogi sie rozejda... Na zawsze... skoro zawodzę cię na każdym kroku... Kersijana równie jak królowa syknęła i zaczęła szukać księgi.
-
Catherine:
Normalną, przecież logiczne, że siostra królowej to księżna, chyba nie sądzisz że nie dostaniesz nobilitacji jeszcze w dniu mojej koronacji - odparła Betty szczerze. Przed sobą, dość daleko, widzisz uszykowaną w formację grupę halabardników. Stoją na całej szerokości ulicy i nie ma szans ich wyminąć... Jedyna droga wiedzie przez wąskie, boczne uliczki.
Kersijana:
Skoro tak chcesz to droga wolna! Odparła Lothiriel ze łzami w oczach, dodając - kochałam twoją matkę i staram się dostrzegać w tobie jak najwięcej dobra, ale czasem... Czasem choćbym nie wiem jak chciała to widzę więcej zła...
-
Catherine
Aż zaniemówiła na słowa siostry jednak nic nie odparła bowiem nie było czasu na dyskusje o tytułach....Dlatego mimo to podjechała do halabardników i powiedziała tak uroczo i słodko jak tylko mogła - Dzielni żołnierze zrobicie przejście dla pięknych pań?Bardzo nam się spieszy....
-
Kersijana
Wiesz co mi kiedyś powiedziała?.... Kersi nie przestawała szukać księgi... Widzimy w innych to co chcemy zobaczyć....Może miała rację... Ty też myślisz że Cię zdradziłam... Adela też na mnie dziwnie patrzy. Nie wspomnę o tym, że to wina Cathy. Miała jakąś wizję i zobaczyła to co jej wygodne... Od samego początku jej zadrą jestem choć nic jej nie zrobiłam... Ale nie jest dla mnie nikim ważnym bym chciała się przed nią tłumaczyć... Ja do niej wyciągałam rękę ale ona ją za każdym razem odrzucała... Jedynie Adela trzyma mnie jeszcze przy życiu. Ale za chwilę znajdziemy tę pieprzoną księgę i wszystko się skończy..
-
Catherine:
Jeden z żołnierzy, który stoi najbliżej was, zarumienił się od razu, gdy takim tonem zaczęłaś mówić... Już chciał coś rzec, gdy podszedł dowódca oddziału i krzyknął - ani mi się ważyć! Trzeba trzymać szyk! Jak tego się nie nauczycie, to was powybijają! Hahaha! Naprzód, marsz! Oddział powoli ruszył naprzód w waszą stronę... Aj! Jak wreszcie będę królową, to nauczę was posłuszeństwa wobec dam! Krzyknęła Betty i zatkała usta dłonią od razu, zorientowawszy się co powiedziała...
Kersijana:
Wszędzie doszukasz się czyjejś winy, ale swojej nigdy Kersi... Odparła królowa łzawiąc. Tymczasem znalazłaś księgę, na okładce jest wymalowana paszcza węża, z ogromnymi zębiskami.
-
Kersijana
Podeszła do niej z księgą... To popatrz mi w oczy i zobacz moje winy.... Przecież wiesz o czym myślę.... Nie mam nic do ukrycia...