-
Godwyn odparł Bertrandowi równie żartobliwym tonem - jaki ze mnie szlachetny rycerz, to mój koń wie, spytać go możesz jak zechcesz, a i mogę ci udowodnić w mieczu hehe jako ci kuśki wiecznie sterczącej na widok pani de Montmirail nie odetnę.
Charlotte aż drygnęła ze strachu, na reakcję konia. Och... Wybacz panie - rzekła, po czym oddaliła się zasmucona. Widząc całe zajście, Agnes podeszła do Roberta nie bacząc na rozmowę Bertranda z Godwynem, i spojrzała pytającym wzrokiem na niego, oraz jego rumaka, który wszak dawał jej się dotykać i nawet diadem jej podawał.
-
Robert
Czasem diabeł w niego wstępuje,źle znosi dotyk ludzi których nie zna a Pani Charlotte położyła mu dłoń na szyi - rzekł wzdychając ciężko - mam wrażenie że on wszystko rozumie a wspomniała o mojej wybrance,biedak tęskni za nią tak samo jak ja...... - Boemund gdy tylko zobaczył Agnes zmienił swoje zachowanie o 360 stopni,zarżał przyjaźnie i sam do niej podszedł wyciągając do przodu głowę jak gdyby oczekując pieszczot
-
Bertrand
Koń Twój o czym innym by mi opowiedział, a nie o Twej szlachetności... A nad moją kusią panuję, może Twoja ciągle nieokiełznana, przez towarzystwo rumaka? Hehehe
-
Moja kuś okiełznana, tylko przy Svenji czasem nie potrafię jej dopilnować, a teraz spokojna, chcesz to ci pokazać mogę, ha! Zaśmiał się Duńczyk. On to potrafi uczynić, wiem co mówię - dodał z uśmiechem Oswald.
Agnes uśmiechnęła się do Boemunda, zaczęła drapać go za uchem, głaskać po szyi, ucałowała go też w czoło. Rzekła po tym - konie są mądrymi zwierzętami, wyczują śmierć człowieka, który dla nich był ważny. A Charlotte to przemiła dziewczyna, bez względu na to co rzekła, na pewno nie chciała cię urazić.
-
Robert
Wiem,szczere ma serce,porozmawiam z nią o tym bo niepotrzebne wyrzuty sumienia ją dręczą - powiedział po czym spojrzał na Boemunda i dodał - No i ktoś musi Panienkę przeprosić za swoje zachowanie - na to koń wyszczerzył zęby w niepokojącym uśmiechu,nie wiadomo czy była to reakcja na słowa Pana czy też może tak bardzo podobały mu się pieszczoty Agnes.......
-
Adriano
Ze zdziwieniem przygląda się rozmowie Godwyna z Betrandem - Wesołe te moje towarzystwo.
-
Bertrand
Włożył dwa palce do ust i zagwizdał głośno, Guillaume usłyszawszy to podszedł do niego parskając radośnie i trącając go pyskiem w ramię Popatrz na niego, na jego zad, na pewno taka okiełznana? Jesteś pewien, że Ci się nie podoba? Hehehe począł się śmiać, a Guillaume wtórował mu wesołym rżeniem.
-
Jestem przekonany, jak Boga kocham! To ukazać ci dowód na to, że okiełznana, czy nie!? Wykrzyczał Duńczyk z uśmiechem.
Robertowi Agnes odrzekła, nie przerywając pieszczenia jego konia - zatem idź do niej, mogę ci potowarzyszyć jak chcesz, lub tu zostać. Charlotte siedzi nad wodą, moczy sobie w niej stopy, wydaje się bardzo smutna, głowę ma opartą na swych kolanach, które obejmuje rękami.
-
Bertrand
No skoro się tak zarzekasz to niech Ci będzie, ale ja wiem swoje, hehe
-
Robert
Nie,zostań,sam z nią porozmawiam..... - odparł po czym udał się do Charlotte,usiadł w dość bliskiej odległości od niej po czym powiedział - Pani nie smuć się,żal patrzeć gdy tak piękne dziewczę się zadręcza,nie powiedziałaś nic złego.....,jeno wierzchowiec mój wrażliwy na ludzi których nie zna i czasem diabeł w niego wstępuje gdy ktoś obcy go dotyka,no i również tęskni za mą wybranką .......,tak czy inaczej wiedz że niczym nam nie uchybiłaś i urazy nie chowamy