-
Arstan, Erilla:
Archibald ze zdziwieniem spojrzał na zwiadowczynię, a poświata bijąca z jego oczu jeszcze bardziej się zaczerwieniła... Zatem miłego pobytu u nas, pani, liczę iż twa odwaga oraz umiejętności walki większe są, niż twa ogłada - rzekł, ukłonił się w siodle i zaczął spokojnie jechać dalej...
-
Arstan
Haha harda baba, nic to rozpytam się w obozie o to jeziorko i obaczę jak sprawy u was stoją co rzekłszy wjechał do obozu i jął się rozglądać
Techniczny
Języka na temat jeziorka chętnie zasięgnie u jakiejś niewiasty, może sam tam się nie uda xD
-
Kersijana
Elohira? Elfka zaczerwieniła się...Kusiło ją by pobiec na spotkanie, ale ostatecznie poczekała na siostry aż się spokojnie ubiorą... Pomogła jeszcze w tym młodszej siostrze, przy okazji przysłuchując się narzekaniom Cathy. Gdy dziewczyny się ubrały Kersi wyszła na spotkanie rycerzy..
-
Kersijana:
Wyszłaś wraz z Beatrice i Adelą, która jeszcze na pożegnanie ucałowała siostrę. Dostrzegłaś wtem dwóch jeźdźców... Jeden jest na pewno Noldorem, ma wspaniałą runiczną zbroję na sobie, dosiada zaś rumaka podobnego do Twojego. Jego uzbrojenie i koń wskazują na to, że jest rycerzem Brzasku. Drugi jest chyba człowiekiem... Ma urodę dorównującą noldorskiej, ale niepokoi czerwona poświata bijąca z jego oczu. Zarówno na jego zbroi, jak i kropierzu końskim są emblematy zakonu Gryfa. Obaj zatrzymali się na wasz widok.
Catherine:
Adela ucałowała Cię w policzek i wyszła wraz z Beatrice oraz Kersijaną. Lothiriel tymczasem coś robi, ale jako że jesteś odwrócona, to nie wiesz co. Słyszysz tylko cichy brzdęk buteleczek i jej szloch...
Arstan:
Napotkałeś kobietę w sukni, o bardzo wydatnych atutach i twarzy niczym rasowe kurwiszcze. Ma blond włosy, falujące, opadające na piersi. Przygląda Ci się z zaciekawieniem...
-
Arstan
Zsiadł z konia i podszedł do nieznajomej Ile...?
-
Arstan:
Kobieta weszła na chwilę do swego namiotu, po czym zaraz wróciła z niego trzymając w dłoni pergamin i podając Ci go. To cennik kochaniutki, umiesz czytać, prawda?
-
Catherine
Ehh,nie powinnam tego mówić,i chyba nawet tak nie myślę....,bo czy jej da się nie cierpieć?Ma dobre serce jak ta cała "Betty",no i troszczy się o mnie jak o córkę.... - pomyślała z lekkimi wyrzutami sumienia i tylko przekręciła się na drugi bok przymykając oczy....
-
Arstan
Nie umiem, ale za to co innego umiem uśmiechnął się radośnie do kobiety choć i tak za drogo pewno dla mnie, no cóż pozostaje tylko hołd urodzie oddać i zapytać gdzie tu jeziorko znajdę, podobno jakoweś jest
-
Catherine:
Zobaczyłaś, że Lothiriel przygotowuje jakiś napój. Gdy tylko się odwróciłaś, otarła swe łzy i po chwili rzekła - musisz to wypić Cathy, to lekarstwo.
Arstan:
Tak? A co takiego umiesz? Spytała lubieżnie oblizując swe pokaźne wargi.
-
Arstan
To co powinno Ci się spodobać mrugnął do niej porozumiewawczo