-
Catherine
Ani mi się waż teraz ze mną kłócić - syknęła we włosy siostry tak by tylko ona słyszała i by nikt nie mógł tego dostrzec,natychmiast też przyłożyła dłoń do jej czoła i rzekła wpatrując się w oczy dowódcy - Biedactwo znowu majaczy,myśli że jest jakąś królową,dajcie jej czasem pomarzyć....A Ty Panie chyba możesz zrobić wyjątek?Z tak dobrym dowódcą na pewno nie złamią szyku hihi.... - O bogowie co ja robię?Ale żenada.... - pomyślała jednak,gotowa w razie niepowodzenia zawrócić konia i jednak skorzystać z którejś z bocznych uliczek....
-
Catherine:
Dowódca przewrócił oczami i westchnął ciężko. Stać! Musicie jeszcze przećwiczyć rozwieranie szeregów, by robić miejsce atakującej kawalerii! Wykonać! Krzyknął, patrząc po tym na Ciebie i kręcąc głową. Halabardnicy rozstąpili się, na twarzach wielu z nich widzisz uśmiechy.
Kersijana:
Widzę, że zbyt często myślisz o własnym dobru - rzekła Lothiriel odbierając księgę od Ciebie. Teraz musimy wrócić do szpitala po Adelę, zabierzemy ją po tym do świątyni Astrei i odprawię rytuał z pomocą bogini. Musisz być przy tym, bo to z was obydwu będę odpędzać Azi Dahaka.
-
Catherine
Uśmiechnęła się do niego serdecznie po czym przejechała pomiędzy rozstępującymi się żołnierzami,gdy już ich minęły szepnęła - Oj Betty ależ Ty nierozważna jesteś,dziękuj Astrei że masz taką mądrą i piękną siostrę....
-
Kersijana
Zatem Matka miała rację...widzimy tylko to co chcemy zobaczyć. pomyślała tylko, ale nic nie odpowiedziała Lothiriel. Ruszyła do wyjścia mimo rany w ramieniu... Odłamała tylko bełt zaciskając zęby...
-
Catherine:
Bo mnie podle podpuścił tamten, to było celowe żebym wydała swą tajemnicę - odparła Beatrice. W czasie jazdy, dostrzegłaś rumaka Kersijany stojącego przy dużym, piętrowym budynku.
Kersijana:
Nie udało Ci się odłamać bełtu, nie jesteś aż tak silna... Lothiriel podeszła do Ciebie i rzekła - zatrzymaj się i wysuń prosto rękę, ja też nie dam rady ułamać tego bełta ale ściąć go można. Po tym wyjmę ci grot i opatrzę ranę...
-
Catherinie
Zaczekaj tu.... - szepnęła zsiadając z konia i podchodząc do budynku by sprawdzić czy są jakieś drogi do środka....
-
Catherine:
Betty nie posłuchała Cię i zsiadła z konia. Auć! Krzyknęła, gdy opadła na ziemię i przykuśtykała do Ciebie. Wejść można przez okno, drzwi są zamknięte.
-
Kersijana
Tylko odetnij... Musimy pomóc Adeli a rana może poczekać. Powiedziała sucho.
-
Catherine
Spojrzała na Betty wściekła i nie chcąc pokazywać jej swoich złodziejskich sztuczek rzekła - Posłuchaj mnie choć raz i zaczekaj tu na mnie!Pilnuj konia i czekaj cierpliwie!Zrozumiałaś?!
-
Kersijana:
Lothiriel spojrzała Ci w oczy i odcięła szybkim ruchem bełt. Wyjęła po tym bandaż i zaczęła Ci obwiązywać nim ranę... Dobrze zatem, grot ci wyjmę później, ale teraz uważaj, by nie ruszać za dużo ręką.
Catherine:
A... Ale Cathy... Ja też chcę do mamy - rzekła Betty i rozpłakała się, kryjąc twarz w dłoniach...
-
Catherine
No już,wiem Betty....Ale masz rozbite kolano i kuśtykasz i tak nie wejdziesz na to okno....Proszę pilnuj Rosie i zostań tutaj,znajdę mamę,obiecuję....To jak,poczekasz kochanie? - rzekła już dużo łagodniej
-
Kersijana
Podziękowała. Popatrzyła na jej rany. Trza Ci czego? zapytała już mniej oschle ale nadal nie była ciepła w obyciu...
-
Catherine:
No dobrze, ale podsadź mnie na Rosie, dobrze? Spytała ocierając łzy.
-
Catherine
Podsadzę maleńka,ale proszę,zaczekaj na mnie grzecznie.... - powiedziała pomagając jej wsiąść na konia,pogłaskała ją jeszcze po nodze po czym nie czekając na odpowiedź rozejrzała się czy nikt na nie zwraca na nią uwagi i zręcznie wskoczyła przez okno do środka od razu po tym dobywając miecza....
-
Catherine:
Ujrzałaś w budynku Kersijanę oraz Lothiriel, trzymającą jakąś księgę pod pachą...
Kersijana:
Po zrobieniu Ci opatrunku, poszłyście na górę, gdzie zobaczyłyście Catherine...
-
Catherine
Kompletnie ignorując Kersijanę podbiegła do Lothiriel i wpadła w jej ramiona mówiąc z przejęciem - Mamusiu,tak się bałam,co Ty tutaj robisz?O nie,jesteś ranna!Dlaczego mi nic nie mówiłaś? I co to za księga? - nie czekając na odpowiedź zaczęła gorączkowo oglądać jej ranę i sięgać po bandaż....
-
Kersijana
Dupę jej poliż...pomyślała widząc Cathy ale potem już ją zupełnie ignorowała. Szła w kierunku wyjścia bo miała dość tej zatęchłej dziury. A teraz to powietrze było już zupełnie zepsute...
-
Spokojnie córeczko spokojnie... Nic poważnego... Szepnęła Lothiriel, chciała już dalej mówić, gdy nagle, jeszcze zanim Kersijana dotarła do wyjścia, do wnętrza domu wskoczyła przez okno Betty dosiadając Rosie... Łoł! Spokojnie Rosie, iiihahaaa! Krzyknęła królewna.
-
Kersijana
No to rodzinka w komplecie.... No to w takim razie nic tu po mnie.Nie była zdziwiona że Betty nie zrobiła sobie teraz krzywdy... Toż to jej koń miał przynajmniej odrobinę oleju w głowie i zwinnie wparował przez okno bezpiecznie transportując swoją Panią... Przeszła obok nich i gdy stanęła przy oknie zawołała Mirillia Lassi by podszedł pod okno.
-
Catherine
Spojrzała na Betty ze smutnym obliczem i niemal płaczliwym głosem rzekła - I co teraz mądralo?Naprawdę nie mogłaś zaczekać?Tyle razy prosiłam a Ty i tak swoje.... - zaczęła delikatnie bandażować rany matki,chlipnęła i dodała - A więc?Co tu robisz i co to za księga mamo?I dlaczego mi nie powiedziałaś?Znów jesteś ranna bo znów mnie przy Tobie nie było....Nie ufasz mi?
-
Kersijana:
Mirillia Lassi podszedł do okna, ustawiając się tak, byś mogła go od razu dosiąść.
Catherine:
Przestań tak mówić, ufam ci ale spieszyłam się... Posłuchaj, na Adelę poluje mroczne bóstwo Azi Dahaka, ta księga jest jedyną szansą na jej uratowanie, rozumiesz? Nie czas teraz na rozmowy ani opatrywanie moich ran, ruszajcie się obie! Pojedziemy na Rosie - rzekła królowa.
-
Kersijana
zeszła na Mirillia Lassi i pospiesznie ruszyła Po Adelę. Nie oglądała się za siebie...
-
Catherine
Przeraziły ją jej słowa a oczy zaszły łzami - A nie sądzisz że skoro chodzi o naszą siostrę to też powinnyśmy brać w tym udział?O tym z nią wtedy rozmawiałaś tak?Dlaczego Ty mnie okłamujesz mamo...Zrobiłaś to już dwa razy,a przynajmniej o dwóch razach wiem....Jak ja mam....Wiesz co?Nieważne,jedźcie we dwie,Rosie jeszcze połamie nogi jak wyskoczy z naszą trójką na plecach....Ja sobie jakoś poradzę....
-
Kersijana:
Dotarłaś do szpitala, zastając Adelę siedzącą obok Lilly. Ciociu! Krzyknęła, machając Ci ręką ucieszona.
Catherine:
Córeczko przestań, ja starałam się ratować Adelę, nie było czasu na takie coś! Kocham was wszystkie, pomóżcie mi teraz, proszę was! Nie obwiniaj mnie! Zaczęła krzyczeć rozgorączkowana Lothiriel, roniąc łzy. Rosie się nie połamie, to silny rumak bojowy a my jesteśmy leciutkie - rzuciła Betty.
-
Catherine
Dobrze,rozumiem....- Ale to wciąż nie wyjaśnia Twoich kłamstw.... - odparła krótko i pomogła jej dosiąść Rosie po czym sama zajęła na niej miejsce....
-
Catherine:
Później porozmawiamy! Krzyknęła zapłakana Lothiriel. Betty szarpnęła wodzami mocno, rozpędziła Rosie i wyskoczyłyście przez okno na niej, gnając dalej cwałem.
-
Catherine
Całą drogę milczała obrażona na nie obydwie,Betty jej podpadła tym że jej nie posłuchała mimo wielokrotnych próśb,mamie zaś czuła że nie może już ufać bowiem ta oszukała ją co najmniej kilkukrotnie,bardzo ją to bolało ale czuła że musi się jakoś pogodzić z tym faktem....
-
Catherine:
Przestałaś mi już ufać córeczko... Ale musisz wiedzieć, że czasem trzeba wybrać mniejsze zło, wolę was okłamać niż stracić którąkolwiek... Usłyszałaś w swej głowie głos Lothiriel.
-
Catherine
Nigdy więcej nie używaj na mnie magii!Nie mam Ci nic więcej do powiedzenia....
-
Kersijana
Wreszcie zagościł na jej twarzy uśmiech. Szczery i pogodny... Pełen radości... Kersi widząc Adelę zapomniała zupełnie o ranie... Podbiegła praktycznie do dziewczynki i już miała ją objąć... Niestety przy rozłożeniu ramion odezwała się boląca ręka... Chodź Moja Mała Księżniczko... Przejedziemy się.. Twój rumak czeka na Ciebie Moja Pani.... Kersi wyciągnęła zdrową rękę do dziewczynki zachęcając by podała jej swoją...Ukrywała Ból nie chcąc niepokoić dziewczynki...
-
Kersijana:
Ojej! Co ci się stało ciociu? Spytała dziewczynka z przejęciem, podając Ci dłoń i patrząc na Ciebie, idąc tam gdzie ją zaprowadzisz...
-
Kersijana
E to nic takiego, Moje Słonko. Zraniłam się ale to nic poważnego... Jeśli Kersi nie udało się oszukać dziewczynki to zadbała o taki ton w głosie by Adele zrozumiała, że Kersi nie chce Jej martwić.
Umiesz sama wsiąść na Mirillia Lassi? zapytała gdy były już na zewnątrz łapiąc konia zdrową ręką za wodze.
-
Kersijana:
Adela pogłaskała Cię po policzku, widząc że jednak cierpisz. Po tym wsadziła nogę w strzemię i z trudem, ale w końcu dosiadła Mirillia Lassi, łapiąc wodze.
-
Kersijana
Uśmiechnęła się do dziewczynki gdy ta ją pogłaskała po policzku... Jesteś dzielna... I wiedziałam,że sobie poradzisz... Wiesz, jestęś bardzo podobna do mnie kiedy byłam w Twoim wieku... Kersi pochwaliła dziewczynkę oswobadzając jej nogę ze strzemiona. Równie z trudem ale dosiadła rumaka... Jedź Mój Bracie.... Do Świątyni co Ratunek dziecku przyniesie...
-
Catherine, Kersijana:
Natrafiłyście na siebie w czasie jazdy, i wszystkie razem nie tracąc już czasu pognałyście do świątyni. Królowa wytłumaczyła w tym czasie wszystko Adeli, która się przelękła tego...
Po chwili dotarłyście do świątyni i weszłyście do jej środka. Adela dalej jest mocno wystraszona.
-
Catherine
Wzięła ją za rękę by dodać jej otuchy i rzekła łagodnie - Nie bój się skarbie,wszystko będzie dobrze....
-
Kersijana
Zdziwiona, że tym razem strażnik nie zażądał poczwórnej opłaty weszła do środka... Widząc że Cathy wpieprzyła się pierwsza do Adeli odsunęła się od nich... Stanęła z boku i obserwowała Królową
-
Adela uspokoiła się trochę po słowach siostry. Podeszłyście do posągu Astrei, a Lothiriel otworzyła księgę Kultu Węża. Kersi, stań tu blisko mnie, złap Adelę za rękę. Catherine, Beatrice, córeczki moje, wy podejdźcie do mnie i obejmijcie mnie. Cathy, wiem, że się na mnie gniewasz maleńka, ale zrób to dla siostry, proszę... Moc magii Noldorów płynie z miłości, tak samo Astrei, większe więc szanse na powodzenie rytuału, gdy będziecie przy mnie.
-
Kersijana
Gdy królowa mówiła o miłości... Popatrzyła na "siostry" no to już po mnie.... Pomyślała ale podeszłą do Adeli i podała jej rękę...
-
Catherine
Pocałowała siostrę w policzek i bez zastanowienia podeszła do mamy obejmując ją,mimo że była bardzo zła na nią i Betty to dobro Adele było znacznie ważniejsze....