Falmir:
Oj nie marudź. Jeśli chcesz, to możemy wrócić do oddziału.
Na Innosa, co za tchórz...
Wersja do druku
Falmir:
Oj nie marudź. Jeśli chcesz, to możemy wrócić do oddziału.
Na Innosa, co za tchórz...
Arto
Kręcił się niespokojnie na posłaniu. Miał jakieś dziwne i niepokojące przeczucia. Tylu wojaków w mieście nie było tu od dawna. Tak prawdę powiedziawszy nie przypominał sobie właściwie by kiedykolwiek ich tu było tyle. Paradoksalnie widział właśnie w tym swoja szansę. Ich ilość przy dobrym rozegraniu, może ich czujność uśpić.
Ehh... Wyśpij się chłopie... co ma być to będzie.... Zamruczał pod nosem i kładąc się na bok nakrył się kocem po czubek głowy...
Edward
No to lecimy, jak pocisk z kusi aaahahahahahaa!!! Złapał jedną ręką sznur, po czym przeciął go u dołu kordelasem, licząc na to iż napięta lina wybije go w powietrze i znajdzie się na maszcie, albo w bezpiecznej odległości od przeciwnika.
Dan:
Problem? Hm... Tak, miałbym jedną rzecz dla Ciebie do wykonania, ale zgłoś się jutro. Dzisiaj nie ma sensu zaczynać tematu.
Edward:
Odciąłeś linę i w odpowiednim momencie uniosła Cię w górę zanim Bill Cię dorwał. Wiele nie brakowało... Niestety, nie zaniosła Cię ona na samą górę masztu, lecz jesteś gdzieś w jego połowie. Zwisając widzisz jak Bill stoi pod masztem z innymi piratami i drze się do Ciebie:
- Złaź na dół ty chędożony w dupę tchórzu! Stań do walki jak prawdziwy mężczyzna!
- Bill, zostaw tego idiotę, spieprzajmy stąd. Wyspa niedaleko, coś widzę! - odpowiedział jeden mu próbując zobaczyć ile jeszcze im zostało do dopłynięcia do wyspy. Coś widzi, jakiś zarys stałego lądu.
- Odetnę mu jajca i wsadzę do mordy i będę sobie razem z kapitanem patrzył jak lata jakby go goniły zastępy Beliara Ghahahah! Tak!
Bill chyba kompletnie odpłynął i zaczął walić toporem w maszt próbując go ściąć... Reszta piratów postanowiła desperacko zaryzykować i rzucić się za burtę próbując dopłynąć do stałego lądu. Jeden z piratów twierdzi, iż coś widzi... Ty zaś widzisz, że to coś jest coraz bliżej i że to chyba pieprzona góra na środku oceanu.
Falmir:
Zadanie to zadanie, trza je zrobić do końca... - odparł Tobie. Idąc dalej przez las nie zauważyliście nic podejrzanego. Prócz co najwyżej stada śpiących ścierwojadów bądź krwiopijców. Dochodzicie w końcu do jakiejś groty. Nie widzicie co jest w środku. Może jakaś bestia tam śpi? A może jakiś mag renegat się tam czai?
Falmir:
Dziwna ta jaskinia. Czuję coś, że w środku coś się czai. Może lepiej wezwijmy sierżanta Rogera?
O Innosie, cóż za okropieństwa samego Beliara muszą być w środku.
Edward
W mordę, niedobrze. Pirat schował kordelas za pas i postanowił rozbujać linę tak, by mógł skoczyć do wody dając efektywnego nura. Jedna butelka, kobita stęka, druga butelka, męskość strzela, chędoż i chlej, a potem w pełne morze wiej ieeeehaaaaaa!!!
Edward:
Skok udał ci się i wylądowałeś w wodzie. Fale zalewają Cię ze wszystkich stron i ciężko Ci utrzymać się na wodzie czy nabrać powietrza do płuc. Ze statku usłyszałeś tylko głośny krzyk wściekłego Billa, któremu najwyraźniej nie spodobało się to, że zwiałeś mu w takim momencie... Nie widzisz w okół siebie niczego prócz statku pędzącego, choć powoli zatapiającego się w morzu i małego światełka na niebie. Wygląda jak ognisko jakieś.
Falmir:
E tam, jaskinia jak jaskinia. Tu na Khorinis pełno takich. Zawracać chyba nie możemy, bo nie wiadomo gdzie sierżant polazł, a tak czy inaczej ktoś tu musi wejść. Wchodzimy razem?
Rhen:
Nuda zaczyna Ci doskwierać. Pragniesz już skończyć służbę, ale zostało ci jeszcze trochę czasu... Albo chociaż coby coś się zaczęło w końcu dziać. Chociaż masz wrażenie, iż ktoś przeszedł między blankami na murach koszar. Może to strażnik z innego patrolu, a może Wulfgar szykuje się do powrotu do domu... Na dodatek słyszałeś niedawno jakieś dziwne huki zza morza... Olśniło Cię, że to były chyba armaty.
Vito:
Przysłuchujesz się rozmowie maga wody i najemnika. Szuka najwyraźniej jakiegoś zlecenia u kapłana. Pogoda natomiast była taka jaka jest, czyli bez zmian... A jeszcze zostało ci trochę warty tu i na rynku. Zaczyna Cię to powoli denerwować.
Edward
Aaaahahahahaha!!! Złaź na dno tłuku przez meduzę chędożony! Wykrzyczał jeszcze w stronę okrętu do Billa i zaczął płynąć w stronę domniemanego lądu.
Vito
No nic, żegnaj Danie, żegnaj magu. Nie będę tak stał, jeszcze pomyślą że podsłuchuję... Ech, jeszcze pieprzony rynek. pomyślał, po czym udał się na rynek, znów szukając wzrokiem jakiegoś daszku pod którym mógłby się schować.
Rhen
Działa??? Cholera, trzeba zawiadomić Wulfgara. - Szybkim krokiem udaję się w stronę biura by zawiadomić kapitana po drodze spoglądając w dwie odnogi koszar.