Spytko
Nie widzę Jej tutaj, więc pewno nadal przebywa w swej kajucie.
Wersja do druku
Spytko
Nie widzę Jej tutaj, więc pewno nadal przebywa w swej kajucie.
Zatem pójdę do niej, bywajcie.
Robert:
Ja siebie sama nie zadręczam... Bóg swymi wyrokami robi to za mnie - stwierdziła niemrawo Agnes. Wiesz ile razy miałam ochotę wyskoczyć za burtę stojąc w tym miejscu? Spytała nieco podłamana.
Charles:
Oj tam ojciec, ja tak symbolicznie mówiłem! No pij, bo nie godzi się tak wina odmawiać! Odpowiedział zachęcająco Godwyn.
Spytko, Katarina:
Nagle podszedł do was Oswald i spojrzał na was z powagą w oczach. Gdyście byli w potrzebie i obrączek nie mieli, pomogłem wam. Mam nadzieję więc, że przystaniecie na pewną prośbę, którą teraz ja mam?
George:
Udałeś się do kajuty, gdzie przebywa wdowa po baronie z Wigan. Kobieta otworzyła Ci drzwi i spytała - tak, z czym przybywasz, nieznajomy panie? Widocznie Cię nie pamięta.
Adalbert:
Po kilku chwilach dostrzegłeś dwóch kupców, jednego starego, drugiego młodego, powożących spory wóz. Wokół powozu jest sześciu zbrojnych z włóczniami oraz toporami. Jeden ma kuszę.
Katarina
Usmiechem i skinieniem głowy przytaknęła Oswaldowi,gdy ten ich zagaił. Z oczu można jej było wyczytać, że zaciekawiła ją bezpośredność rycerza.
Adalbert
Kiedy konwój przejeżdżał obok, ruszył na strażników, kierując się najpierw na tego z kuszą.
Adalbert:
Strażnicy kupców dobyli oręża na Twój widok. Kusznik wycelował w Ciebie ale nie zdążył wystrzelić, kiedy padł ścięty mieczem. Pozostali szybko zbili się w kupę, nie bardzo interesując się losem eskortowanych kupców, na których wnet napadł nieznajomy Lazaryta. Młodzikowi szybko zarzucił sznur na szyję oraz za jego pomocą ściągnął go z powozu prosto w błoto. Kim jesteście, że napadacie na kupców! Warknął głośno ojciec ofiary.
Tymczasem zaczyna padać śnieg, rzadko spotykany na południu Francji.
Adalbert
Nie zwracając uwagi na jego słowa, dopadł także z mieczem do starszego kupca, ciągle mając jednak na oku grupę zbrojnych.
Robert
A wiesz ile razy ja chciałem skoczyć z muru kiedy zabrał mi żonę? - syknął,westchnął ciężko i zaraz dodał już znacznie spokojniej i łagodniej - Nie popełniaj moich błędów Agnes,zadręczanie się nie przywróci nikomu życia a jedynie przysporzy Tobie i nam dodatkowego cierpienia...Wiem przez co przechodzisz ale nie możesz się poddawać,on też by tego nie chciał i dobrze o tym wiesz,wciąż możesz być szczęśliwa ale musisz spróbować się z tym pogodzić,zostawić to co się stało w ziemi świętej za sobą bo teraz przed Tobą i nami wszystkimi nowy rozdział w życiu i tylko od Ciebie zależy jak go rozpoczniesz...My Ci możemy tylko pomóc ale ostateczna decyzja należy do Ciebie...
Adalbert:
Dorwałeś kupca, przebijając go mieczem. Ten krwawiąc spojrzał na Ciebie i syknął ledwie - oszczędź chociaż mojego wnuka... Dostrzegłeś wtem, że we wnętrzu wozu jest młody, wystraszony chłopak. Tymczasem Lazaryta wywlókł swoją ofiarę i przywiązał do drzewa. Zbrojni natomiast zastanawiają się, co mają robić...
Robert:
Kobieta przytaknęła Ci głową i spuściła ją... Chyba w końcu ją przekonałeś, chociaż ta milczy.
Robert
Delikatnie uniósł jej głowę do góry tak żeby spojrzała mu w oczy po czym powiedział - Agnes,daj mi słowo że skończysz z tą samotnością i zostawisz to za sobą...