-
Malcolm:
Oj chyba to nie był taki genialny pomysł, by spać z Ritą pod jednym kropierzem a potem nie zwracać uwagi jak się tuli... Bowiem ta jeszcze bardziej się przysunęła i zaczęła łasić jak kociak, delikatnie też gładząc Cię stopą oraz dłonią. Całe szczęście, że jej piersi są przyciśnięte do Ciebie i nie masz jak za nie złapać bo wątpliwe byś się powstrzymał. Zamiast tego mimowolnie objąłeś ją a Twa dłoń od jej pleców, zaczęła wędrować do pośladków. Twa męskość również nacisnęła na ciało kobiety, a Ty poczułeś ogromne podniecenie związane z bliskością...
-
Erilla
Jasne, łatwo mówić o umieraniu za sprawę, chybaście obie nie miały jeszcze okazji umierać za sprawę. Nie powiedziałam jednak tego na głos. Zamiast tego odpowiedziałam na pytanie Kersijany.
Nie, nie słyszałam go wcześniej. Dopiero gdy przemówił do nas wtedy.
-
Malcolm
Z uwagi na obecność Malacatha i na to że zna się z nią ledwie kilka godzin starał się nie posuwać dalej z tą ręką na plecach, ani z żadną inną swoją kończyną.
-
Erilla, Kersijana:
Chętnie będę z wami podróżować, jeśli zechcecie udać się do obozu Gryfów, gdzie właśnie zmierzam... Co do tego węża, on jest niegroźny, jak na członka swojego kultu. Jest wprawnym wojownikiem, lecz raczej pokojowo nastawionym, bez względu na to, co mówi - odrzekła Lothiriel. Warto by znaleźć miejsce na przenocowanie, do obozu byśmy dopiero jutro zajechały. Deszcz leje jak z cebra, nazajutrz wszystkie będziemy już przeziębione, jak nie zdejmiemy swych mokrych ubrań.
Malcolm:
Rita zaśmiała się cicho gdy zacząłeś masować jej plecy, jeszcze powstrzymując się przed pójściem niżej. Chociaż masz nieziemską wręcz ochotę... Zwłaszcza że dłoń przyłożyła do Twej szyi a swymi stopami wciąż gładzi Cię po nogach, delikatnie acz bardzo przyjemnie.
-
Malcolm
Pomimo dręczącego go sumienia powoli zaczął przesuwać rękę niżej po plecach, by sprawdzić reakcję Rity...
-
Malcolm:
Rita mruknęła jakby odprężona, poczułeś jak zacisnęła delikatnie swe palce u dłoni i stóp. Chyba jej się podoba...
-
Hallbjorn
spalili doszczętnie, nikt nie przeżył
-
Malcolm
Drugą rękę położył na jej biodrze i powoli przesunął ją do brzucha, wodząc delikatnie palcami po jej ciele.
-
1 załącznik(ów)
Arstan, Hallbjorn:
Rycerz Gryfa wam skinął głową. W tym samym momencie na karym koniu, podjechał do was Noldor odziany we wspaniałą, srebrną zbroję runiczną, z pięknym mieczem w pochwie oraz łukiem. Do wierzchowca jest też przytroczona duża, srebrna tarcza, w której można się przeglądać niczym w zwierciadle. Na sobie ma też ciemnoniebieski płaszcz ze złotymi haftami, swobodnie opadający na koński zad. Hebanowa Rękawica... Mruknął, dodając głośniej - człeczyny, jako że nie byliście z nimi w zmowie to żywota możecie swe ocalić...
http://forum.totalwar.org.pl/attachm...tid=1374&stc=1
Malcolm:
Rita znów się cicho zaśmiała, po czym zamruczała...
-
Malcolm
Pocałował ją w czubek głowy a dłoń z brzucha przeniósł na zewnętrzną część jej uda i zaczął powoli podwijać suknię do góry, póki co tak, by jej kraniec znalazł się na wysokości kolana, nie wiedział, czy dama zgodzi się, by zawinął ją wyżej...
-
Arstan
No to żegnajcie po czym zaczyna się oddalać od uszatego
-
Kersijana
Oj, cieszę się Pani że zgodziłaś się byśmy razem podróż dalej kontynuowały.... Rycerzy Gryfa spotkać i Moja Panią... Tyle szczęścia.... Kersi nie ukrywała wzruszenia....
A obóz na noc to faktycznie by dobrze było rozbić.... Z tym ubraniem to ja akurat nie muszę się przejmować bo mój płaszczyk jest nieprzemakalny. I wbrew pozorom dość obszerny... Jeśli się przytulimy to we trzy się pod nim zmieścimy... Jej słowa były szczere i pełne troski.... Wy Obie to faktycznie przemoczone jesteście... To gdzie się ten obóz rozbije?
Techniczny...
Zrobiła uśmiech jak Shrek na wiadomość, że zostanie ojcem. :P
-
Hallbjorn
Powiadasz że jesteśmy teraz wolni tak? bierze łyk ze swojej manierki a co byście powiedzieli bym pozostał z wami przez pewien czas proponuje Noldorowi i Rycerzowi Gryfa i tak nie mam przy sobie ani monety, a mogę wam zaoferować swoje mięśnie i topór
-
Arstan, Hallbjorn:
Nie tak szybko łachmyto ludzka - rzekł Noldor do Arstana. Nie jesteście do końca wolni, daruję wam życie w zamian za pomoc. Ten ćwok z Fiersdvainu czy tam Vanskerry już bardziej domyślny.
Malcolm:
Co ty robisz! Wrzasnęła nagle kobieta i mocno trzasnęła Cię w twarz, po czym przerażona kontynuowała wstając - chciałam się tylko przytulić, myślałam, że mnie tylko pomasujesz! A ty chcesz wykorzystać jak tanią dziwkę!
-
Arstan
Też się domyśliłem, ale mam Twoją ofertę w dupie, ostatnio wszyscy tylko mi wolność oferują, jak tak dalej pójdzie to limit zaraz wyczerpiecie
-
Malcolm
Nie, przepraszam, myślałem że... Ehh... Nie powinienem był, przepraszam... Wiedziałem, że spanie z nią to zły pomysł... Rzekł również wstając.
-
Erilla
Ze mną też nie jest źle, przywykłam do takich warunków, aczkolwiek propozycję rozbicia obozu popieram, trzeba tylko dobre miejsce znaleźć.
-
Hallbjorn
skoro tak mówisz to o jaką dokładnie wam pomoc chodzi?
-
Malacath:
Myślał, że w tym momencie nie wytrzyma. Miał ochotę ryknąć teraz śmiechem słysząc tą "damę". I jakie szczęście, że to on stał plecami do nich. Szybko się opanował i spojrzał na obydwojga- Tylko pomasować... Ty kobieto to chyba nie wiesz sama czego ty chcesz, skoro tulisz się do pierwszego lepszego faceta i z nim śpisz.
-
Kersijana
Mnie nie wiedzieć nigdy jakie miejsce na obóz dobre.... To zawsze zdawałam się na mojego wiernego druha i przyjaciela... To Mirillia Lassi zawsze wybierał miejsce... W niego wtulona całe noce bezpiecznie i ciepło spędzałam...
Ale Zdam się na wasze doświadczenie
-
Erilla, Kersijana:
Nie jest złym pomysłem, byśmy wszystkie trzy się otuliły i przespały noc. Chyba, że któraś ma coś przeciwko? Spytała Lothiriel, poganiając swego rumaka do jazdy. Wiatr rozwiał nieco jej płaszcz, tak że dostrzegliście zdobiony miecz przytroczony do siodła oraz łuk, wraz z kołczanem, które do tej pory były skryte.
Arstan, Hallbjorn:
W dupie będziesz miał strzałę a nie propozycję, jeśli nie przestaniesz mi podskakiwać człowiecze - zwrócił się Elrohir do rycerza. Hallbjornowi zaś powiedział rycerz Gryfa - najpierw poznacie naszą królewnę, ona wam lepiej wszystko wyjaśni.
Malcolm, Malacath:
Rita rozpłakała się i pobiegła nad jeziorko, siadając przy nim, wcześniej rozpinając broszę płaszcza, tak że spadł z jej ramion a wiatr zawiał go do jego właściciela...
Catherine:
Adela śpi słodko, jej oblicze jest spokojne... Otulasz ją tak, że niewiele kropel deszczu ją sięga, choć sama pewno będziesz nieźle przeziębiona po tym wszystkim. Dziewczynka chyba czuje się przy Tobie bezpiecznie i w pełni Ci ufa...
-
Arstan
Parszywe elfy nie mając jednak innego wyjścia dającego możliwość zachowania żywota po przystaje na propozycję elfa Może tę ich królewnę uda się ubić hehe
-
Kersijana
Iście królewski oręż i iście królewskie rysy... Czy może być coś piękniejszego niż Ona.... Pomyślała i gnała za nią...
-
Erilla
Ktoś powinien stać na straży w nocy Powiedziałam równając się z Lothiriel Mogę objąć pierwszą wartę, gdy już znajdziemy miejsce na obóz.
-
Catherine
Zaczęła ją delikatnie głaskać po plecach nie przestając do siebie tulić - Moje słodkie maleństwo....,też ją lubię,aż dziwne....,ale to ta....ta dziwna więź....ona też nikogo nie ma,też jest z plebsu,też jest młoda i wystraszona....zupełnie jak.....jak ja przed laty....
-
Erilla, Kersijana:
Królowa skinęła strażniczce głową z serdecznym uśmiechem, po czym we trzy pognałyście naprzód... Jakiś czas potem, dostrzegłyście rzeczkę, a przy niej zagaszone ognisko i rudą kobietę, tulącą do siebie małą dziewczynkę...
Catherine:
Dostrzegłaś dwie Noldorki na koniach oraz jakąś ludzką kobietę, we trzy zmierzają w waszą stronę.
Arstan, Hallbjorn:
Nie tak prędko patałachy, najpierw klękać mi do miecza i składać przysięgę, że nie poczynicie nic przeciw nam - rzekł Elrohir.
-
Hallbjorn
Skoro tak mówisz nie mam chyba wyjścia
-
Arstan
Prędzej zginę niż klęknę przed elfem
-
Catherine
Powoli dobyła miecza póki co nie wstając by nie zbudzić Adele jeśli to nie będzie konieczne i czekała w milczeniu wpatrując się w nie nieprzyjaźnie....
-
Malacath:
Sama sobie zasłużyła... Teraz pewnie będzie ryczeć, strzelać fochy i być rozkapryszona przez całą tą drogę. Cóż... Ciekawe czy rzeczywiście jej ojciec jest tym marszałkiem. Jak tak to wypadałoby pomyśleć o taktycznym odwrocie... O ile to ona dalej będzie chciała z nami jechać hehe. No ale cóż, chyba będzie bo jesteśmy jej potrzebni... Pewnie go kusiła, a teraz takie cyrki odstawia, no cóż... Od tej pory tym bardziej nie będę jej traktować na poważnie - nie spojrzał na Malcoma z żadnym wyrzutem, dodał tylko po cichu do niego - Lepiej to idź z nią pogadać, żebyśmy problemów nie mieli potem.
-
Erilla
Nie no, naprawdę? Mam już serdecznie dosyć nieoczekiwanych spotkań dzisiaj. Jednak spodobało mi się postępowanie rudej kobiety, gdy nas zobaczyła natychmiast sięgnęła po miecz, rozsądnie. Sama też sprawdziłam czy broń jest na swoim miejscu, by w razie czego sięgnąć po nią. Choć miałam nadzieję, że nie przyjdzie nam walczyć z samotną kobietą, do tego mającą pod opieką dziecko.
-
Kersijana
Widząc że nieznajoma wyciągnęła miecz...
Proszę... schowaj, nie mamy złych zamiarów... na wszelki wypadek zasłoniła swoim ciałem Królową wjeżdżając przed nią swoim koniem....
Proszę... Nie zrobimy Ci krzywdy..... I Twojemu dziecku...
Kersijana upewniała się , że Rudowłosa kobieta trzyma dziecko wtulone w siebie.....
Zeszła z konia i pokazując swoje dłonie, że nie jest uzbrojona podeszłą powoli do kobiety... Uśmiechnęła się miło....
-
Malcolm
Westchnął ciężko widząc zachowanie Rity. Najpierw mnie kusi a teraz się obraża i płacze? Choć może rzeczywiście na za dużo sobie pozwoliłem... Od małego uczyli mnie szacunku do kobiet, ale trudno je godnie szanować nie rozumiejąc ich... Podniósł swój płaszcz, spojrzał na Malacatha i pokręcił głową zrezygnowany. Poszedł nad jezioro. Zauważywszy kobietę podszedł do niej i zarzucił jej płaszcz na ramiona. Ubierz go, pani, jest zimno... I nie płacz... Czemu mnie kusiłaś?
-
Catherine
Bogowie zaraz mi Adele zbudzi....,naprawdę jest taka głupia i nie widzi że ona śpi?! - pomyślała poirytowana i aż zgrzytnęła zębami ze złości ledwo powstrzymując się przed wybuchem,zamiast tego wskazała mieczem na nieznajome kobiety a następnie na drogę przed nimi
-
Kersijana
Popatrzyła na gesty kobiety. Wyszeptała... Rozumiem, że się boisz ale naprawdę nie masz czego.... Schowaj ten miecz...Jej głos był nadal uprzejmy i miły.
-
Catherine, Erilla, Kersijana:
Królowa Lothiriel podjechała powoli do Catherine i dziewczynki, nie spuszczając ich obu ze wzroku. Zdjęła kaptur, ukazując im swe piękne oblicze. Jesteś więc kolejną, Catherine, którą widziałam w mym śnie. Wiedziałam też, że będziesz strzec czegoś lub kogoś, co w głębi duszy jest ci bardzo bliskie i dlatego to kochasz, mimo że masz to od niedawna. Nie wiedziałam, że chodzi o Adelę - rzekła i uśmiechnęła się.
Arstan, Hallbjorn:
Hm... Wojowniczy jesteś, człeczyno. Tymczasem powinieneś się cieszyć, że zaszczycam cię swą obecnością i mową - powiedział kpiąco Elrohir.
Malcolm, Malacath:
Rita zapięła sobie broszę, odwróciła się i rzekła zapłakana - nie kusiłam cię! Byłam tylko miła, chciałam się przytulić, byśmy oboje mieli miło i ciepło! A ty mnie panie chciałeś wziąć jak... Och, to straszne, czemu wy zawsze tylko o jednym myślicie!
-
Arstan
A Ty powinieneś się cieszyć żem ranny i żem jeszcze nie zwymiotował od tego patosu co Ci z gęby się wylewa
-
Kersijana
Jakie piękne sny ma Moja Pani... Kersi przesympatycznie patrzyła na Rudowłosą Catherine... Mam na imię Kersijana... Jej głos był cichy i spokojny
-
Malcolm
Usiadł obok niej. Nie opierałaś się gdy Cię dotykałem, sprawiałaś wręcz wrażenie zadowolonej, odprężonej. Przykro mi, że źle zrozumiałem Twoje znaki, jednak musisz wiedzieć, pani, że mężczyźni nie są zbyt skomplikowani i myślą po najmniejszej linii oporu. Rzekł uśmiechając się nieznacznie, starając się zażartować. Nie płacz już. Przepraszam.
-
Catherine
Że co? W jakim śnie?I skąd znasz moje imię?Odbiło Ci do reszty czy jak? Wynoście się stąd i cieszcie że jej nie obudziłyście....- odpowiedziała cicho mieczem wciąż wskazując na dróżkę....- Zaraz nie wytrzymam i ją sama nie chcący obudzę.....