-
Godwyn nie przestał się śmiać, ale już nic nie odpowiedział. Wróciła do was Agnes i rzekła - gotujcie się, zaraz wyruszamy, niechaj tylko Charlotte z Robertem wyjaśnią sobie pewne sprawy. Po prawdzie... Nie liczcie na to, że król wyśle jakąkolwiek pomoc, już od kilku tygodni zbyt wiele saraceńskich, dużych podjazdów krąży wokół ziemi królestwa.
Charlotte spojrzała na Roberta szklistymi oczętami, wyjątkowo pięknymi, o niebieskim kolorze, zdają mu się wyjątkowo znajome... Zatem cieszę się panie, że nie uchybiłam. Czy twój wierzchowiec skłonny będzie znieść kiedyś mój dotyk?
-
Robert
Myślę że tak - odparł wyraźnie zmieszany uciekając od niej wzrokiem i przygryzając wargę aż do krwi
-
Dziewczyna nieco się zmieszała, gdy Robert zaczął nerwowo się zachowywać, wstała więc i rzekła lekko drżącym głosem - wybacz panie, dołączę do swej szwagierki. Odbiegła po tym wpadając w jej ramiona, Oswald zaś krzyknął - na koń!
-
Robert
Taka podobna.....,i ten głos..... - z rozmyślań wyrwał go głos Oswalda,zerwał się na nogi i niemalże pobiegł w stronę swojego wierzchowca
-
Bertrand
Uśmiech zaraz zniknął z jego twarzy, gdy usłyszał, że król prawdopodobnie nie wyśle posiłków. Westchnął jedynie głęboko i dosiadł szybko swego wierzchowca, jako że stał on tuż obok niego.
-
Adriano
To sobie porę wybrali zdrajcy przeklęci. Pewno wiedzieli o zaangażowaniu rycerstwa na granicy. - dosiada wierzchowca
-
Dosiedliście swych rumaków, to samo zrobili wasi towarzysze oraz towarzyszki. Charlotte z pomocą Agnes dosiadła jej konia, po czym oparła swą głowę o ramię szwagierki. Ruszyliście galopem w stronę Jerozolimy, za jadącym na czele Oswaldem. Po niedługim czasie jazdy, w czasie której znacznie się od brzegu oddaliliście, dostrzegliście średniej wielkości mury Botron z potężnymi basztami. Są dość daleko... Waszą decyzją jest czy zmieniacie zdanie i postanawiacie jednak się zatrzymać, czy pędzicie dalej.
-
Robert
Kiedy następna osada przed nami? I....,ważne czy Pani Charlotte da radę dalej jechać - mówił unikając wzrokiem "siostry" Agnes
-
Toron, a za nim Chastelneuf, wątpię jednak by Oswald chciał tam wjechać - odparła z uśmiechem Agnes. Wnet wtrąciła się panienka de Moulins rzecząc - pani Charlotte da radę, miło jej się podróżuje, gdy jest wtulona w swą szwagierkę i nie odczuwa tak zmęczenia.
Oswald stanowczo się ozwał - Chastelneuf omijamy!
-
Robert
Zatem proponuję urządzić w Toron krótki postój a następnie jechać dalej, w Botron i tak pomocy nie uzyskamy a póki mamy siły by podróżować szkoda tracić czasu