Anna de Loiret
Roland wykrzykiwał moje imię jak walczył, a był moim bratem. Alessio mym ukochanym, a milczy ehhh ci Tileańczycy są dziwni... Zbudź pozostałych, może ci się uda... Podeszła bliżej elfa szykując się do walki.
Wersja do druku
Anna de Loiret
Roland wykrzykiwał moje imię jak walczył, a był moim bratem. Alessio mym ukochanym, a milczy ehhh ci Tileańczycy są dziwni... Zbudź pozostałych, może ci się uda... Podeszła bliżej elfa szykując się do walki.
Alessio
Za szybki jest - powiedział siadając nieporadnie na ziemi i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów chcąc nieco ochłonąć po uderzeniu,gdy dojdzie trochę do siebie próbuje wybudzić Christopha mocno nim potrząsając i policzkując gdyby nie poskutkowało
Elf znów rozpoczął swój taniec, pochylając się raz w jedną raz w druga stronę. Anna zdała sobie sprawę, że to jego postawa bojowa z której mógł wyprowadzić różnorodne ciosy, tak jak rycerze z postawy sokoła. Zrobiła pozorowany atak, później zaś prawdziwy, jednak nigdzie już nie widziała tancerza. Poczuła za to potężne kopnięcie pod kolano, które ją powaliło na ziemię. Tym bardziej że druga noga elfa zablokowała przód Jej stopy, dzięki czemu kopnięcie było również dźwignią. Zdążyła wyciągnąć ręce, poczuła nogę na swym tyłku i po chwili ból w tyle głowy. Straciła przytomność tak samo jak Arathena i Christopher. Alessio zauważył, że na trakt z lasu wyjechała Liothannea, a za Nią wasze wierzchowce. Nastąpiła krótka, acz dość gwałtowna wymiana zdań między Nią a elfem w ich śpiewnym języku. Zsiadła z siodła, rozchyliła swój płaszcz i rzuciła sztyletem. Tancerz podskoczył ponad pociskiem robiąc w powietrzu szpagat, dzięki czemu drugi sztylet rzucony przez królewską córkę zamiast w głowę trafił go rękojeścią prosto w krocze. Zwinął się tylko i padł skulony. Alessio w końcu ziemia przestała wyczyniać dzikie harce.
Alessio
Najdroższa, nic Ci nie jest? - podczołgał się do niej po czym obejrzał dokładnie obcałowując ją kilkukrotnie po twarzy następnie dość intensywnie potrząsając nieprzytomną ukochaną
Anna ocknęła się potrząsana dość mocno w ramionach Alessia. Christophe i Arathena również odzyskali przytomność. Całą trójkę bolą głowy. Widzą jak elf się podniósł z ziemi i skulony trzymając się za krocze wziął swa włócznię. Podpierając się nią ruszył w las. Liothannea zaś zbiera swe sztylety i umieszcza na powrót w pasach. Jej kolczyki się świecą.
Alessio
Przytulił ją mocno gdy tylko się ocknęła i pocałował kilka razy po twarzy po czym nie wypuszczając jej z ramion powiedział do Liothannei - Pani znów jesteś naszą wybawicielką,jak mamy Ci dziękować?
Anna de Loiret
Co...? Co się dzieje? Mężu! Wybawiłeś mnie, bałam się że smok mnie pożre! Wykrzyczała.
Christophe Leroy
Podniósł się nieco przyglądając się jak elf trzymający się za swe krocze ucieka do lasu. Gdyby nie ból głowy i niemiły poranek to i by się pewnie nawet zaczął chichrać rozweselony na ten widok, tak to jedynie powiedział marudnie pod nosem - Kopytami, a nie pięściami jak mężczyzna? Bez honoru to to on żadnego... - po czym spojrzał na panią Annę nieco... 'zdziwiony".
Od MG:
+ 5 PD za uniknięcie pułapki, ktoś na tych bębnach grał w lesie i mógłby się wkurzyć chichotem człowieka.
Liothannea odparła w bretońnskim. W sumie możesz mi podziękować mości Alessio przyjmując posadę ambasadora Miragliano w Ulthuanie. Gdy uporamy się z problemami Bretonni mam zamiar się tam udać z Anną, jako ambasadorką swego kraju.
Alessio
Właśnie dostałem łupnia od świra,zostałem mężem,"obroniłem "żonę" przed smokiem" i do tego zostałem mianowany ambasadorem....,dość sporo wrażeń jak na kilkanaście minut - pomyślał patrząc na Liothanneę ze szczerym zdziwieniem i instynktownie mocniej przytulając ukochaną, po czym odpowiedział pochylając przed nią głowę- Skoro tak mogę się odwdzięczyć Pani niechaj tak będzie,choć mam wrażenie że za tak hojną propozycję raczej po raz kolejny Twym dłużnikiem się staję