Bertrand
A czemuż to templariusz do swego rodzinnego sioła nie chce jechać? Udajmy się zatem póki co do Toron, tak jak Robert prawi.
Wersja do druku
Bertrand
A czemuż to templariusz do swego rodzinnego sioła nie chce jechać? Udajmy się zatem póki co do Toron, tak jak Robert prawi.
Zatem do Toron - rzekła pani de Montmirail, poganiając znów swego konia do galopu, wy zaś z resztą pognaliście za nią. Prędka jazda jest całkiem przyjemna dzięki smagającemu twarze wiatrowi, toteż czas wam szybko mija a i zmęczenia nie odczuwacie. Po na oko dwóch godzinach zwolniliście do kłusa, by dać odsapnąć wierzchowcom. Charlotte wydaje się już coraz bardziej znużona, chwieje się na grzbiecie konia Agnes, która stara się jedną ręką przytrzymywać szwagierkę. Mimo to wydaje się, że zaraz obie zlecą na ziemię... W czasie jazdy Oswald rzekł do was - w Toron poproszę w siedzibie swego zakonu o wysłanie jeźdźców do Trypolisu. To zapewne trochę potrwa, więc wy wypoczniecie i ruszycie dalej do Jerozolimy, ja będę miał baczenie na sprawy w hrabstwie.
Robert
Dobrze Panie,niechaj tak będzie - powiedział do Oswalda po czym dodał - A daleko jeszcze do tej osady? Pani Charlotte zaraz z siodła się zsunie......,jeśli daleko to proponuję zrobić chwilę przerwy a dopiero potem kontynuować jazdę
Niedaleko, niespełna godzina drogi stąd, ale ona to chyba nie wytrzyma i kilku minut - odparł templariusz. Żadnej przerwy... Wymamrotała cicho Charlotte.
Co więc postanawiacie?
Bertrand
Zatrzymać się musim, przecież ona ledwo mówi. Przerwa konieczna droga pani, inaczej nam tu odejdziesz, a nie nadszedł jeszcze Twój czas.
Robert
Dokładnie,nie protestuj Pani,zrobimy kwadrans przerwy a potem ruszamy dalej
Adriano
Racja. Musisz wypocząć pani. Choćby chwilę.
Głupcy, głupcy! Wykrzyczała ostatkiem sił już niezbyt trzeźwo myśląca Charlotte, osuwając się zaraz na bok, o mało nie spadając z grzbietu wierzchowca, przytrzymywana tylko ręką Agnes, która rzekła do was - zabierzcie ją prędko bo nie utrzymam jej, ehh skaranie Boskie z tą dziewczyną, uparta jak brat. Westchnęła ciężko, kręcąc głową. Oswald z Godwynem odjechali kawałek, dyskutując o czymś dość burzliwie... Nie słyszycie jednak ani słowa.
Robert
Podjechał do Agnes,zsiadł z konia i wziął na ręce na wpół przytomną Charlotte - To się dobrały,jedna bardziej uparta od drugiej.....
Adriano
Myślałem że nie spotkam osoby bardziej upartej od Agnes...