Catherine
Wciąż milczała,nieważne co do niej mówił i tak była pogrążona w rozpaczy,wiedziała że kiedyś musi się z tym pogodzić ale póki co nie była w stanie,wiedziała też że Tristan nic nie może zrobić by rozwiązać powód jej bólu i rozpaczy....
Wersja do druku
Catherine
Wciąż milczała,nieważne co do niej mówił i tak była pogrążona w rozpaczy,wiedziała że kiedyś musi się z tym pogodzić ale póki co nie była w stanie,wiedziała też że Tristan nic nie może zrobić by rozwiązać powód jej bólu i rozpaczy....
Catherine:
Bez względu na powód twego cierpienia, wiedz że zawsze będę przy tobie i ze wszystkich sił cię wesprę, jak tylko będę mógł, moja kochana - rycerz objął Cię delikatnie.
Catherine
Odsunęła się i "wtuliła" w ścianę wciąż płacząc,mimo że to pochodzenie mamy była źródłem jej bólu to cieszyła się z tego że nie widzi ani nie czuje jej cierpienia....
Catherine:
Tristan wyciągnął zawiniątko, w którym schowane ma kilka kromek chleba. Zostało mi jeszcze trochę, proszę, posil się nieco - rzekł, wyciągając je w Twoją stronę.
Catherine
Nie jestem głodna.... - wyjąkała nie przestając płakać i nie odwracając się do niego,wciąż siedziała w tej samej pozycji,skulona i załamana....
Catherine:
Rycerz zdjął swój płaszcz i opatulił Cię nim miło... Jako że się skuliłaś, bez problemu okrył Cię całą. A spragniona nie jesteś? Spytał.
Catherine
Nie! - wrzasnęła znów,jednak dała się opatulić....
Catherine:
Tristan wyszedł na chwilę, po czym wrócił z kocem, mówiąc - podłoga jest zimna, możesz się przeziębić jak będziesz na niej siedzieć. Podłożę ci koc.
Catherine
Nie zareagowała na jego słowa,wciąż straszliwie cierpiała jednak płakała już tak długo że powoli brakowało jej sił by dalej to robić....
Catherine:
Rycerz rozłożył koc, a następnie wziął Cię delikatnie na ręce i usadził na nim... Catherine... Moja piękna, wiem że jesteś smutna ale musisz się otrząsnąć i chwycić za miecz. Dzisiaj dzień, który zaważy na powodzeniu naszej sprawy. Na miłość do swojej siostry, wstań księżniczko i połóż dłoń na rękojeści swego oręża, bo Beatrice ciebie teraz potrzebuje...
Catherine
Na chwilę zapomniała o rozpaczy i już miała wstać jednak niemal natychmiast marazm powrócił i rzekła tym samym głosem co poprzednio - Betty mnie nie potrzebuje....Ma wielu innych wojowników,co za różnica czy ja jedna tam będę....
Catherine:
Ma wielu wojowników ale to ty jesteś jej siostrą i to ciebie potrzebuje Catherine. To będzie pierwszy raz, gdy sama poprowadzi ludzi do walki, ale by sprostała temu zadaniu, musi mieć ciebie przy boku... Wstań więc i ruszaj do swej siostry, niech wie, że jesteś przy niej w czasie jej próby - rzekł Tristan, patrząc Ci w oczy i łapiąc za dłoń.
Catherine
Nie dam rady....Poza tym tylko się załamie widząc mnie w tym stanie....Mama też.... - odparła nie ruszając się z miejsca
Catherine:
Widzisz lwa na mym pancerzu? Symbolizuje siłę, potęgę... To jest moja siła, jako rycerza. Twoja siła nie jest tylko tu - rycerz dotknął Twych ramion - ale też tu - teraz zaś dotknął serca. Dasz radę, nie możesz jej zawieźć...
Catherine
Westchnęła ciężko i otarła łzy,wiedziała że ma rację i nie mogła sobie pozwolić na rozpacz....Betty od razu by zauważyła że jej nie ma a chwilę po tym załamała by się kompletnie i zalała łzami,mało motywujący widok dla reszty żołnierzy....Dlatego powoli wstała,oddała mu jego płaszcz i koc i ruszyła z powrotem w stronę pokoju Rity starając się uspokoić....
Catherine:
Będę czekał na dziedzińcu, wiedziałem że ogień odwagi w twym sercu nigdy nie zagasł - rzekł Tristan i nie czekając n a odpowiedź, ruszył na zewnątrz. Dotarłaś tymczasem do pokoju Rity. Żadna już nie śpi, a Lothiriel obwiązuje bandażem ranę Beatrice pod kolanem.
Catherine
Wzięła kilka głębokich wdechów przed wejściem do pokoju Rity,jeszcze raz otarła łzy i weszła do środka starając się zachowywać jak gdyby nigdy nic....Podeszła do Rity i Adele witając je czułymi pocałunkami i usiadła obok siostry obejmując ją i kładąc głowę na jej ramieniu - I jak Betty?Bardzo boli?
Catherine:
Nie, nie boli... Och już się nie mogę doczekać bitwy, wiesz, już nawet przemowę przygotowałam! No jako tako, to ma być bardziej takie... No, zapomniałam słowa... Spontaniczne! O! Krzyknęła ucieszona Betty. Chodźcie dziewczyny pomożecie mi się ubrać, zobaczcie jakie ładne uzbrojenie dostałam od zakonu Stanowczego Wezwania! Przepraszam na moment siostrzyczko - królewna podekscytowana podbiegła do skrzyni i wyjęła z niej piękną, srebrną kolczugę, długi, czarny płaszcz ze złotym gryfem, uszyty na jej specjalne życzenie, czarne jeździeckie buty ze złotymi obszyciami, oraz wspaniały, srebrny hełm noldorski. Chodźcie!
Catherine
Z najwyższym trudem się nie skrzywiła i powstrzymała od wyjścia,nie dość że wciąż czuła wielką rozpacz to jeszcze poczuła się dokładnie jak wtedy gdy pomagała się odziać Margaret....Jednak lata obojętności wiele ją nauczyły więc bez trudu uśmiechnęła się wbrew sobie i podeszła do niej mówiąc - Przepiękne!Od czego chcesz zacząć? A co do przemowy pamiętaj co Ci kiedyś mówiłam,idź za głosem serca siostrzyczko....
Catherine:
Beatrice widocznie zauważyła, że coś z Tobą nie tak, bo złapała Cię za obydwie ręce i spytała - Cathy co cię dręczy? Siostrzyczko...
Catherine
Martwię się,to wszystko....No już,nie mówmy o tym,nie ma czasu do stracenia,powoli się zbierają i zaraz będą na nas czekać.... - skłamała bez mrugnięcia okiem sięgając po kolczugę - Skoro mi nie powiedziałaś to ja decyduję....
Catherine:
Betty chyba Ci uwierzyła, a najprawdopodobniejsza wersja jest taka, że jest tak podekscytowana że odpłynęła całkowicie. Gdy ją wspólnie uzbroiłyście, olśniła niemal swym pięknem i dumą... Popatrzyła tak na was chwilę ucieszona, ale zaraz podbiegła do drugiej skrzyni, otworzyła i wskazała Ci - a to dla Ciebie siostrzyczko... W środku znajduje się podobna zbroja i ubranie, co ona właśnie założyła...
Catherine
Aż zaniemówiła z wrażenia i wydukała tylko - Dla mnie? - od razu też zrobiło jej się trochę głupio że była przed chwilą zazdrosna,jednak była święcie przekonana że siostra po prostu chwali się swoim ubiorem a dla niej nic nie ma....Bo i dlaczego miało być?Ona jest tylko śmiertelną siostrą królewny....
Catherine:
No a dla kogo głupiutka! Krzyknęła Beatrice i wraz z pozostałymi dziewczynami zaczęła zakładać Ci uzbrojenie oraz odzież. Płaszcz jest ciemnoczerwony ze złotym gryfem, w takiej samej barwie buty. Hełm nie jest noldorski, tylko zdaje się wykonany przez płatnerza z Fiersdvainu. Specjalnie taki zamówiłam, bo nie miał tu nikt drugiego noldorskiego, a tylko spod nich i północnych włosy opadają na plecy i ramiona, lubię ten efekt hihi - skomentowała to Betty. Twoja mama przypięła Ci pas z Twoim własnym mieczem.
Catherine
Westchnęła ciężko,mimo że bardzo chciała mieć taki strój a nawet poczuła o niego zazdrość to nie była zachwycona kiedy już go dostała....W porównaniu do wszystkich swoich znajomych,poza Lilly i Adele była biedna jak mysz świątynna i nie podobało jej się obsypywanie podarkami kiedy sama nie miała jak się odwdzięczyć....Nie chciała jednak robić scen z rozbieraniem się i oddawaniem prezentu dlatego tylko rzekła siląc się na radość - Tak ja też to lubię siostro....Świetny pomysł....Dziękuję.... - i przejrzała się w lustrze by sama mogła się ocenić
Catherine:
W zwierciadle ujrzałaś przepiękną wojowniczkę uzbrojoną niczym królowa... Zaraz podbiegły do Ciebie pozostałe dziewczyny poza Lothiriel i zaczęły z fascynacją się przyglądać. Pięknie wyglądacie córeczki... Zaraz do was wrócę, poczekajcie - rzekła łagodnie i wyszła.
Catherine
Stuknęła Betty swoim hełmem,po czym ujęła ją za dłonie,westchnęła ciężko i zapytała krótko patrząc jej w oczy - Dlaczego?
Catherine:
Bo jesteś moją siostrą i cię kocham - szepnęła przytulając się do Ciebie.
Catherine
Znów westchnęła ciężko i po raz kolejny musiała zwalczyć pokusę by po prostu jej oddać ten prezent,powstrzymała się jednak wiedząc jak bardzo zabolało by to Betty....No i nareszcie wyglądała bardziej kobieco niż w swojej starej zbroi....Dlatego przytuliła ją czule nic już nie mówiąc....
Catherine:
Po dłuższej chwili wróciła do was Lothiriel, ubrana w białą suknię, takiego samego koloru buty i długą pelerynę, mając na głowie królewską, srebrno-złotą koronę z wieloma klejnotami... U pasa ma przypięty swój miecz.
Catherine
Przepięknie wyglądasz mamo....Ale nie sądzisz że to kiepski pomysł?Załóż chociaż jakąś zbroję,cokolwiek....Wyglądasz jak byś szła na ucztę,nie do bitwy.... - skwitowała patrząc na nią z uniesioną brwią i rękami skrzyżowanymi na piersiach
Catherine:
Będę ostrożna, obiecuję, wiesz że ja i tak zazwyczaj strzelam z łuku, fechtunek nie jest mym talentem - odparła Lothiriel.
Catherine
Owszem....Ale wyglądasz jak doskonały cel do polowania dla ich wojowników....Załóż chociaż zbroję....Nie musisz nosić sukni by wyglądać jak królowa mamo.... - stwierdziła coraz bardziej poirytowana
Catherine:
Lothiriel objęła Cię delikatnie, ale czule i ciepło, patrząc w oczy i szepcąc - zaufaj mi kochanie...
Catherine
Przewróciła oczyma i dała jej się przytulić na krótką chwilę po czym powiedziała - Nie zmuszę Cię do niczego ale łatwiej by mi było gdybym wiedziała że masz choć minimalną ochronę przed ich ciosami a nie udajesz się tam jak na jakąś ceremonię czy ucztę....Idę zobaczyć co u Lilly i Margaret...
Catherine:
Pogładziła Cię palcami, kładąc obydwie dłonie na Twych policzkach. Wiem co robię, idź córeczko - szepnęła i ucałowała Cię w policzek jeszcze. Wyszłaś i udałaś sie do komnaty Margaret i Lilly. Veccavianka jest już gotowa, w swojej pięknej zbroi. Uzdrowicielka jest cała zatroskana co widać...
Catherine
Usiadła obok Lilly i przytuliła się do niej mówiąc cicho - Widzisz,mówiłam że będziesz miała przyjaciółki,a teraz masz ich bardzo wiele....Opiekuj się Adele jak nas nie będzie,obiecuję że wszystkie do Ciebie wrócimy....Dobrze?
Catherine:
Lilly skinęła Ci nerwowo głową i przytuliła się. Po chwili Margaret wysunęła dłoń w Twoją stronę, cały czas Ci się przyglądając, tak pięknie ubranej. Chodź już kochanie, na nas czas...
Catherine
Pocałowała jeszcze uzdrowicielkę czule w policzek,uścisnęła ją mocno po czym podała dłoń Margaret i ruszyła z nią do wyjścia. Sama była w jeszcze gorszym stanie od Lilly jednak zbyt wiele od niej zależało by mogła sobie pozwolić na słabość,i tak dobrze że mogła się wypłakać....
Kersijana
Ziewnęła przeciągając się gdy zbudziła się przy boku Elfa... Ech... zjadłabym truskawki... Spojrzała na niego wiedząc, że nie jest w stanie spełnić jej zachcianki. Ale nawet jej o to nie chodziło. Chciała zwyczajnie przypomnieć o czasie gdy nie było wojny...Wiedziała, że walka jest nieunikniona ale w takich chwilach starała się przywołać miłe i pozytywne wspomnienia...
No może nie truskawki, ale coś by się zdało zjeść... Może Ty sobie poleż jeszcze a ja pójdę się rozejrzeć czy czegoś nie znajdę? Oznajmiła wstając z łóżka całując go w policzek.