Christophe Leroy
Cóż, dziękuję - podziękował za otrzymany prezent, po czym poszedł do swego wierzchowca, pogłaskał go i dosiadł go. Sprawdza od razu swoją sakwę podróżną i patrzy czy czegoś mu nie brakuje...
Wersja do druku
Christophe Leroy
Cóż, dziękuję - podziękował za otrzymany prezent, po czym poszedł do swego wierzchowca, pogłaskał go i dosiadł go. Sprawdza od razu swoją sakwę podróżną i patrzy czy czegoś mu nie brakuje...
Arathena
Spojrzała na łuk i na linę.... Nie wiem jak wam dziękować?. Trochę speszona powiedziała skromnie i cicho...
Znasz me imię, ale nie znam Twego... Po chwili spojrzała Elfowi w oczy.... Mówisz że ten Mag jest mym Lubym? Pani Jeziora uznała, że sprofanowałam jej ruin..świątynię.... poprawiła się ironicznie... i ukarała mnie... Mam nie pamiętać kto to był, ale Twe słowa wypowiedziały jego imię... Może miłość miedzy nami była na tyle silna bym sobie ją przypomniała..? choć wydaje mi się, że mogła też być na tyle słaba bym go zatrzymała przy sobie. Nie na darmo opuściłam Las i znam tego konsekwencje. Położyła dłoń na ramieniu Elfa. Gdy spotkasz go kiedyś.... Powiedz mu, że Aratchena Czarna Wdowa umarła. Nie jestem pewna ale tylko potężny czar może ja tylko do życia znów przywrócić...
Wiedziała, że tym czarem jest tylko miłość, ale nie wypowiedziała tego głośno. Miała nadzieje, że elf domyśli się co chciała powiedzieć
Nie sądzę bym miał go spotkać, nie mam zamiaru opuszczać Lasu dalej niż zasięg wzroku, a i to raczej na dość krótko. Me miano Scothean Gwiezdny Pył. Każdą klątwę zdjąć można, ale tak silną pewno tylko nasza królowa by potrafiła. Ewentualnie arcykapłan, ale skoro wstęp do Lasu masz wzbroniony, to musiała byś poprosić posła Wysokich Elfów by mimo królewskiego zakazu zawiodła Cię na ich wyspę i zaprowadziła do odpowiedniej osoby.
Alessio
Chodź Aniu Liothannea ma rację, musimy się spieszyć by ocalić Twego ojca - rzekł całując ją czule w głowę po czym wstał aby dosiąść swojego wierzchowca
Anna de Loiret
Czekajcie, ubiorę się tylko! Zaczęła gorączkowo przyodziewać buty, pas oraz zbroję, których przecież nie zdążyła jeszcze założyć... Gdy skończy, dosiada swego wierzchowca.
Arathena
Dosiadła swego konia uprzednio układając swoje rzeczy na nim... dziękuję za radę.... i prezenty... Twarz maiła smutną....
Bywaj, Wojowniku.... Scothean Gwiezdny Pył. Dumne imię..... Zaszczytem dla mnie było spotkać Cię.... Wiele się nauczyłam.... A jeszcze więcej dowiedziałam...
Ucałuj Las ode mnie... Mimo, ze go opuściłam to nadal go kocham. Może kiedyś do niego będę mogła wejść bez zaproszenia i napić się ze źródła Rzeki Smoków...
Ruszyła koniem w drogę... Obróciła się jeszcze do Wojownika i uniosła dłoń w geście pozdrowienia....
Ruszyła w drogę..
Bez zaproszenia tylko śmierć Cię czeka na granicy Lasu, tak samo jak tego dla którego chcesz martwą pozostać. Bywaj Aratheno Czarna Wdowo odkrzyknął Scothean w elfim machając swą dłonią w geście pożegnania.
Arathena
Odkrzyknęła Elfowi.... Nie chce, ale muszę.... Starała się jednak by jej głos brzmiał wskazując na to, że jej smutek ustępuje już.
Ruszyliście naprzód galopem, Liothannea zrównała się z Aratheną, Jej kolczyki zaświeciły mocniejszym światłem. Rzekła w bretońnskim Jedźmy do miejsca gdzie rozdzieliście się z ojcem Anny i podążajmy po Jego śladach. Tropy już chyba cztery dni mają, może być ciężko je odszukać. Chyba że wskazał Wam konkretną drogę którą macie podążać?
Anna de Loiret
Christophe, zaśpiewaj coś, by podróż nam umilić. Tak tęsknię za bretonńskimi pieśniami, za ich pięknym brzmieniem...