-
Arathena
Zwolniła konia i dała sygnał, żeby elfka również swego zwolniła.... Wyciągnęła mapę i wskazała miejsca które ojciec Anny jej wskazywał.
Tu się spotkaliśmy pokazała na mapie miejsce skąd zaczęła podróż wraz z giermkiem... Mięliśmy potem pojechać do Couronne... powiodła palcem po mapie wskazując drogę na przełaj...
Nie wydaje Ci się dziwne, że spotkaliśmy "tancerza". Oni nie pilnują granic lasu... no chyba , że coś się świeci....
-
Królewska córka zwolniła, przyjrzała się mapie i odpowiedziała w bretońnskim Tron tego królestwa objął uzurpator, który wydaje się kpić z wiary w boginię Bretonni. Częścią przykazań wiary w Panią Jeziora jest pomagać elfom, jako naturalnym sojusznikom. Nie wiadomo więc czy nowy "król" nie zaatakuje Athel Loren. Takie wieści przekazałam królewskiej parze Lasu. Ojciec Anny wielką ufność w Twe umiejętności pokłada, skoro tak niebezpieczną drogę wybrał. Ale faktycznie najkrótszą. Jedźmy zatem od razu na przełaj.
-
Arathena
Może mnie przecenił, ale nie miał raczej innego wyjścia. Pewnie by sam po Anne się wybrał gdyby nie ta koronacja. Teraz nie ma co gdybać. Za Anne oddam życie jeśli będzie taka potrzeba. Swój honor mam. Może inni nie widzą tego albo nie chcą widzieć.... Ruszajmy.....
znowu przyspieszyła....
-
Anna de Loiret
Nie oczekuję tego od ciebie, jeśli przymuszone to jest słowem danym memu ojcu. Jeśli uznasz pewnego dnia, że jestem tego godna, jeśli kiedyś poczujesz do mnie przyjaźń, wtedy możesz powiedzieć, że oddasz za mnie życie - rzekła Arathenie.
-
Arathena
Nie oczekujesz ode mnie bo myślisz, że pod słowem Twój ojciec mnie trzyma.... Nie rozumiesz panienko. Twój ojciec mnie wynajął bym bezpiecznie Cie do niego przyprowadziła i za to obiecał zapłatę. Zycie oddam za to co mi obiecałaś... Wiem, że teraz zdrowa jestem, ale nie wiem jak długo jeszcze. Powinnaś już domyślić się, że nie przebieram w środkach i jestem w stanie wiele zaryzykować, ale uwierz mi, ze nie chodzi tu o zapłatę ani o dane słowo. Może kiedyś zrozumiesz dlaczego.... czas pokaże... Nie marudźmy już..... czas nagli.
-
Anna de Loiret
Dobrze zatem... I mówiłam ci już, Ania jestem! Odpowiedziała elfce z uśmiechem, po tym zwracając się do giermka - Christophe czemu milczysz, zastanawiasz się jaką pieśń najlepiej zaśpiewać? Może to być jakaś skoczna i wesoła, a może i piękna ballada...
-
Christophe Leroy
Pani... Po tejże cholernej nocy me gardło zachrypnięte jest, język obolały, a i nawet nie spałem prawie w ogóle... Wątpię, bym podołał śpiewu, choć i bez tego nie wiem jakby Ci się to Pani spodobało - odparł jej chcąc uniknąć próby śpiewania czegokolwiek, bo nie był w tym najlepszy... A tylko mogłoby wyjść jeszcze gorzej.
-
Artathena
Do elfki.
Wydaje się sensowne, że wzmocnili granice Lasu....
Te kolczyki... jarzą się podobnie jak moja lina... Też prezent? Zwróciła się do Liothannei...
-
Alessio
Oj trzeba uważać na tą elfkę,podstępna żmija, myśli tylko o sobie,doprawdy dziwne że się Ania dała nabrać na jej "urok", to co zrobiła Christophowi nic jej nie nauczyło? - pomyślał mimowolnie przysłuchując się rozmowie i widząc jak zapatrzona w nową towarzyszkę jest jego ukochana
-
Kolczyki z Ulthuanu pochodzą, reagują światłem na magię inną niż elfia. Dzięki nim znalazłam Wasze wierzchowce, ktoś na nie silny czar rzucił. Ktoś bardzo zdesperowany skoro swą magie używał na terenie waszego państwa. Podejrzewam że to ta sama osoba, która Ciebie czarem ukarała. Swoją drogą trzeba być wyjątkowo głupią by czyjąś świątynię profanować odparła Liothannea w bretońnskim i westchnęła.