-
Robert:
Agnes zaśmiała się, gdy Twój koń polizał ją po twarzy. Objęła go za szyję i utuliła się do niego z błogą miną, rzecząc też żartobliwym tonem - obyś miał rację, jak mi zemrzesz po drodze to zrobię ci krzywdę, przysięgam. Gdy skończyła mówić usłyszałeś stukot końskich kopyt, Oswald, Godwyn, Bertrand i Adriano się zbliżają.
Bertrand, Adriano:
Ujrzeliście Agnes tulącą się do konia Roberta, obok siedzącą na ziemi Charlotte oraz dwa ciała saracenów. Templariusz rzekł do Bertranda po francusku - ja wiem czego pragniesz... Pięknej pani de Montmirail hehe.
-
Bertrand
Westchnął ciężko i pokręcił głową w dezaprobacie, po czym dodał po francusku Czemuż wszyscy uważają że pani Agnes pożądam?
-
Robert
Zatem obiecuję nie zemrzeć co by na gniew Twój się nie narazić - odparł w podobnym tonie,po czym dodał do Boemunda po Włosku uśmiechając się i drapiąc go za uchem - Ty szelmo Ty,miałbyś odrobinę przyzwoitości a nie Panią nachodzisz - na co koń jedynie ponownie się wyszczerzył
-
Robert:
Charlotte podeszła do was, zamieniając kilka słów po francusku z Agnes. Zaczęła spoglądać na Boemunda, prosto w jego oczy... Pani de Montmirail na ten czas położyła mu na szyi swą dłoń. Dołączyli do was Godwyn oraz Adriano.
Bertand:
Oswald wstrzymał swego konia, po czym odparł w tym samym języku - jęki w nocy, wodzenie dłonią po kroczu i wykrzykiwanie imienia Agnes przez sen, czy pożeranie jej wzrokiem są tak widoczne, iż tylko ślepiec by nie zauważył.
Adriano:
Dotarłeś z Godwynem do Agnes, Charlotte i Roberta.
-
Robert
Wierzchowiec wyprostował się pokazując pełnię swoich ogromnych rozmiarów,całą swą uwagę skupiając na Charlotte i przeszywając ją wzrokiem.....,był jednak nad wyraz spokojny nie okazując żadnych wrogich zamiarów. Robert stał z boku z rękami założonymi na piersi i bacznie obserwował zachowanie swojego towarzysza gotów w każdej chwili zainterweniować.
-
Bertrand
Także zatrzymał konia, zakręcił nim by naprzeciw Oswalda stanąć i zaczął mówić po francusku. I cóż z tego? Mam nie spać, by sny mnie takie nie nawiedzały? Oczy wykłuć, by wzrok w jej stronę nie wodził? Cóż mam poradzić na to, iż odruchy moje są silniejsze niż umysł? A umysł powiada mi, że nie mogę jej kochać, gdyż mężata. Co ze mnie za człowiek, co nad swymi poczynaniami nie potrafi zapanować?
-
Robert, Adriano:
Młoda panienka nieco wystraszona, postanowiła się przemóc i spróbowała delikatnie położyć dłoń na głowie konia Roberta...
Bertrand:
Mężata? Gdy Boemund, jej maż, na trąd zachorował to mariaż unieważniony został. A Agnes oficjalnie jest wdową, samotną kobietą potrzebującą oparcia w rycerzu, który ją umiłuje. Twe uczucie wywodzi się od serca, czy chuci? Szczerze odpowiadaj - rzekł stanowczo templariusz.
-
Robert
Koń spojrzał na swojego Pana po czym przeniósł wzrok na Charlotte i delikatnie pochylił głowę dając się dotknąć na co Robert powiedział - Zostałaś zaakceptowana,to bardzo mądre stworzenie które rozumie znacznie więcej niż się na pozór wydaje.......
-
Bertrand po francusku
Mariaż unieważniony powiadasz, lecz w tym wypadku to ja mogę Cię o ślepotę posądzić, gdyż gołym okiem widać, że ona wciąż go kocha. A jeśli szczerej odpowiedzi ode mnie oczekujesz to tak, serce me do niej należy, i jest to uczucie najprawdziwsze, prosto z niego.
-
Robert, Adriano:
Charlotte ucieszyła się, gdy rumak pozwolił jej się dotknąć, zaczęła go ochoczo głaskać po głowie oraz szyi. Wiem, że to mądre stworzenie, widzę to w jego oczach - rzekła. Gotujcie się powoli do wyjazdu, sporośmy czasu zmitrężyli - ozwała się Agnes, siląc na zdecydowany ton, wbrew temu jednak jej głos jest słodki oraz delikatny.
Bertrand:
Wciąż go kocha i nie przestanie aż po swój grób, ale nie może tak żyć do końca. Ja jestem rycerzem zakonnym, toteż tylko na przyjaźni pozostać mogę, ale to ma umiłowana przyjaciółka i wciąż zalezy mi na jej szczęściu. Jeśli więc twe słowa są prawdziwe i będziesz potrafił dać jej szczęście, może rzeknę nieco dobrego jej o tobie - odparł rycerz.