Catherine
Zmieszała się nietypową dla siebie reakcją kobiety i powiedziała z lekko wyczuwalnym zakłopotaniem - Ekhm....,jak to nożem?Ciężko mi to sobie jakoś wyobrazić hihi....- Kolejna słodka niezdara....
Wersja do druku
Catherine
Zmieszała się nietypową dla siebie reakcją kobiety i powiedziała z lekko wyczuwalnym zakłopotaniem - Ekhm....,jak to nożem?Ciężko mi to sobie jakoś wyobrazić hihi....- Kolejna słodka niezdara....
Malacath:
Cieszę się, hehe - podał mu łuk i kołczan i wręczył 25 denarów. Jak gdyby nic wrócił do stołu i zaczął jeść swój obiad... Obserwuje jednak drzwi i patrzy co się tam dzieje.
Kersijana
Usiadła trzymając rycerza nadal ze rękę... Przepiękny widok... Zawsze przesiadywałam przy zachodzie słońca sama.... odwróciła na chwilę głowę w stronę rumaka.. No nie zupełnie sama.... Wieczorem, gdy moje marzenia nie dawały spokoju wsiadałam na niego i gnaliśmy przez pola, jak najdalej, jak najszybciej. Gdy już zaczęło słońce być czerwone i dawało ukłon zatrzymywaliśmy się i siadłam wtedy... Patrzyłam w dal i myślałam......
Myślałam wtedy o tym kto też w tej chwili patrzy na nie.... Nie wypowiadałam jego imienia bo to tylko nadzieja była, że nie jestem sama... Wybacz to głupie.... Uśmiechnęła się tak jakoś biednie, ale i uroczo...
Kersijana:
Piękne, nie głupie. Cwał przez łąki i równiny jest jedynym, co pozwala zapomnieć, pozwala dalej żyć... A zachód słońca lepiej podziwiać, mając przy sobie kogoś... Kogoś... Rzekł Elrohir ale nie dokończył, miast tego spojrzał na Twą dłoń i ucałował delikatnie Twe palce.
Malacath:
Nagle do karczmy wpadło trzech strażników w lekkich kolczugach, z okrągłymi tarczami i włóczniami. Który to postrzelił posłańca sir Ealdreda! Wydarł się jeden z nich.
Catherine:
Mi też, ale... Widać mam talent do rzeczy niemożliwych - odparła Margaret uśmiechając się uroczo.
Catherine
Zachichotała,odwzajemniła przyjacielski uśmiech i opadła z powrotem na swoje posłanie,patrząc jak Lothiriel opatrywała dłoń Margaret
Kersijana
Jego pocałunek sprawiał, że poczuła się kimś wyjątkowym. zamknęła oczy i starała się nie drżeć... gdy całował jej palce wodziła nimi zmysłowo po jego wargach... Poczuła jak język sam, mimowolnie oblizał jej i tak już wilgotne wargi..... czas zaczynał pomału się zatrzymywać.
Och.... przecież my się dopiero poznaliśmy.... oprzytomniała nagle... Ale nie miała siły wyrywać swojej ręki z jego pocałunku...
Catherine:
Auć - syknęła niegłośno Margaret, gdy królowa opatrywała jej ranę. Po wszystkim Noldorka rzekła wstając - idę przyrządzić zupę dla Cathy, zostań Margaret, tobie też dam. Uśmiechnęła się i wyszła z namiotu.
Veccavianka tymczasem spojrzała na ciebie mówiąc - aleś się załatwiła, grypa? Gorączkujesz nieźle, czekaj chwilkę. Wstała nieco stękając i wzięła jakąś szmatkę, zaczynając moczyć ją w wodzie.
Kersijana:
Dopiero... Ale czuję, jakbym znał cię setki lat Kersijano. Setki lat... Odparł cicho Elrohir, kilka razy jeszcze całując Twe palce. Nie puszczając dłoni, położył drugą na Twym policzku, delikatnie glaszcząc.
Catherine
Może....,nie wiem....,musiałam nocować pod drzewem w ulewę i opatuliłam swoją siostrzyczkę a sama zmokłam,no i jestem chora.... - odparła szczerze cały czas delikatnie się do niej uśmiechając - A Ciebie co tu sprowadza?
Kersijana
Czasem długo czeka się na swoje szczęście tak ja Ty a czasem bardzo krótko.... tak jak ja.... Pomyślała patrząc mu i drżąc jak osika w oczy... Nic nie mówiła.....
Kersijana:
Elrohir jeszcze przez dłuższą chwilę głaskał Cię po policzku, aż w końcu zaczesał Twe włosy za ucho i ucałował Cię w usta czule, namiętnie, cudownie... Poczułaś się jak nigdy przedtem, zaznając czegoś naprawdę wspaniałego...
Catherine:
Biedactwo, opatulałaś siostrzyczkę żeby jej nic nie było i sama zachorowałaś, urocze hihi - odparła Margaret i usiadła przy Tobie, przykładając szmatkę do czoła. A co mnie sprowadza... Jestem królewską gwardzistką, wysłała mnie tu królowa, gdy usłyszała plotki o Beatrice i Gryfach.