-
Robert
Polizał jeszcze Charlotte po twarzy po czym stanowczo odsunął się i położył przed swoim Panem wiedząc że ten rany w walce odniósł,na co ten dosiadł go, koń czując ciężar swego Pana natychmiast się podniósł po czym Robert zapytał - Agnes da się w Toron wierzchowce spieniężyć? Szkoda by te dwa się zmarnowały i samopas tu zostały zostawione.....
-
Bertrand
Nie odzywając się już kiwnął jedynie głową templariuszowi na znak zgody. Zawrócił potem konia i podążył w stronę pozostałych. Uniósł głowę w górę Zaprawdę widać, iż Twój to wysłannik Panie Boże. Cieszę się, iż rozjaśnił moje myśli, dzięki Ci za to, że na mojej drodze go postawiłeś. Wyjął po tym krzyżyk spod koszuli i ucałował go.
-
Wszyscy:
Na pewno byśmy dostali sporo złota za nie, ale czas nas nagli, wolałabym nie marnować go w Toron na jakichkolwiek kupców, tylko na wypoczynek w karczmie. Twoja wola Robercie, a wiedz że musimy ci jeszcze rany opatrzyć, Charlotte się na tym zna - odparła Agnes.
Ha! Z kupczykami się jeszcze tu męczyć nam dane? O nie, to beze mnie, ich to się na pal winno nabić, złodziei w rzyć chędożonych, uczciwych można zliczyć na kopytach mojego konia! Wykrzyczał Godwyn.
-
Bertrand
Uśmiechnął się lekko pod wąsem i nieznacznie wzrok w stronę Adriana skierował, usłyszawszy o uczciwości kupców.
-
Robert
Ehh, niechaj tak będzie, choć żal je tu zostawiać bo są przedniej urody - powiedział nieco zasmuconym głosem
-
Agnes dosiadła swego rumaka, po czym podjechała kolejno do obydwu arabskich koni, rozpięła im popręgi, zrzuciła siodła oraz przecięła pasy na ogłowiach, krzycząc po francusku - idźcie ku wolności! Której my nigdy nie zaznamy...
Charlotte wskoczyła w siodło, ledwie co prawda ale udało jej się to z wyskoku. Naprzód, z Bogiem! Wykrzyczał Oswald, dodając zaraz - Agnes, pomówić z tobą pragnę w cztery oczy. Kobieta bez słowa na to przystała i w czasie jazdy oddalili się nieco od reszty, ale wciąż pozostając w zasięgu waszego wzroku.
-
Bertrand
Podjechał do Roberta Cóż się wydarzyło, żeś pan taki pokiereszowany?
-
Robert
Uniósł brwi,patrząc bacznie czy aby Bertrand sobie z niego żartów nie robi, po czym odparł - A jak Waść myślisz? Z jakimś ichniejszym rycerzem i jego sługą przeprawę miałem,zacnie walczył to trzeba mu oddać....., ale dziwnie Ci saraceni honor pojmują,chciał bym mu Panienkę Charlotte wydał by ją za żonę mógł pojąć,za to odejść wolno mi proponował - gdy doszedł do końca aż parsknął śmiechem
-
Bertrand
Co za dziwne obyczaje, nie dość, że wiele żon mają, to na dodatek pochwycone w boju poślubiać chcą. Pokręcił głową nie mogąc sobie tego wyobrazić. A skąd panie o jego intencjach wiedziałeś? Czyżby po łacinie mówił ten... Jakoż to ich nasze rycerstwo zwie... Farys?
-
Robert
Ano władał łamaną łaciną, przecież na migi mi tego nie przekazał a arabskiego nie znam....., mówił do tego nie widząc w tej propozycji nic zdrożnego - odparł jednak coraz trudniej było mu zachować uprzejmy ton i odpowiedać na durne pytania rozmówcy....