-
Mateo
Ciekawe czy w tych dzikusach jest odrobina jakiegoś człowieczeństwa.... Camila... przed twarzą stanęła mu Nagle piękna indianka.... Jej oczy czarne jak węgle i włosy koloru i połysku kruka... ciało filigranowe, prawie że boskie. Wyróżniały się jej okrągłe jędrne piersi... Biodra kołyszące się w równym miarowym rytmie... Uwodzicielsko hipnotyzowały go gdy szła w jego kierunku..... Nogi zgrabne i powabne jak jakiejś łani.... Stopy unosiły się jakby nad ziemią... Nie dotykały jej powodując że płynęła wręcz nad trawą....
Mateo nagle zobaczył diabełka, który siedziała właściwie leżał oparty o jakiś mały pieniek...Miał położoną nogę na nogę i czyścił sobie paznokcie u rąk... Uniusł nagle wzrok i widełkami wskazał na rozporek Matiego... Uważaj, bo ci zaraz stanie i nie wykpisz się że to nie na Ricardo tak się napaliłeś.... He he...
Mati nagle oprzytomniał...
A to Ty.... To napijmy się.. chwycił butelkę rumu i pociągnął spory łyk... Naprawdę dość spory...
Camilla rozpłynęła się w powietrzu a wraz z nią diabełek...
-
Ricardo
Pochylił głowę. Kochana, nie, to nie tak, ja... Ja nie wiem jak to wytłumaczyć... Proszę, powiedz, daj mi jakiś znak, kto Cię skrzywdził? Będę go gonił na drugi koniec świata, żeby... Ach, wszystko prowadzi do jednego, Ty nigdy nie chciałaś, żebym zabijał... Gdzie ten cholerny ksiądz?
-
Rodrigo de Suarez:
Ja pierdole... No już bez przesady z tym okazywaniem uczuć. A! No i ja chce sobie w spokoju pić, a nie rzygać widząc jak tam klepiesz po dupie towarzyszy... Chociaż może wypadałoby najpierw iść do medyka? Eh... Trudne to wybory. No i żeby ta stara kurwa zamorska nie pojawiła się znowu za moimi plecami... Dobra, najpierw medyk niech mnie szybko połata, a potem picie, bo jak się przyssę do butelki to już koniec...
-
Alejandro
Ech, ale pamiętam jak ksiądz mówił, że to nie grzech. Przecież jak ksiądz to chyba wie?
-
Inigo de Gastor
Zacisnął zęby i schował obrazek do sakwy. Wierzę w twą miłość Seleno, skrzywdziłem cię ale ty nie jesteś taka byś mi nie przebaczyła... Wynagrodzę ci wszystko.
-
Inigo
Podszedł do Ciebie Enrique mówiąc z szerokim uśmiechem - Czekaj,czekaj.....,jak brzmiała ta Twoja złożona przysięga? A już wiem...."Rzekłem sobie pewnego dnia na morzu, że póki nie splamię swego ostrza krwią dzikusów, póty nie zasiądę do stołu i nie powrócę do tego, w czym niegdyś byłem dobry. Słowo honoru rzecz święta, ale pewno zaraz wpadnie tu kilku moich niedochędożonych kompanów, którzy z radością zagrają, więc cierpliwości panowie." - zakończył z tym samym szerokim uśmiechem po chwili dodając - No,to teraz nie masz chyba wyjścia mój honorowy kolego.....
Mateo
Trunek aż przepalił Ci gardło,dawno nie piłeś czegoś tak mocnego....
Ricardo
W końcu odnalazłeś księdza właśnie odprawiającego modły nad kilkoma poległymi żołnierzami,widać nie wszystkim się poszczęściło....
Rodrgio
Odnalazłeś infirmerię,już sam zapach Cię odstręcza od tego miejsca....,gdy rozchyliłeś poły namiotu zobaczyłeś kilkunastu ciężko rannych ludzi leżących na noszach a wśród nich kilku medyków uwija się jak w ukropie....,jeden z nich odezwał się do Ciebie - O,nareszcie przysłano kogoś do pomocy,chodź tu czym prędzej,każda para rąk się przyda....
Alejandro
W istocie takie były słowa księdza....,ale co jeśli to naprawdę jest sodomita który wypacza Chrystusowe nauki? Czy dalej jego słowa można brać za wyrocznię?
-
Inigo de Gastor
Jedna partyjka, nie więcej - odparł dość ponuro.
-
Ricardo
Podszedł do księdza. Wykonał znak krzyża nad martwymi i popatrzył po nich chwilę w milczeniu. Czy mógłbyś mnie wyspowiadać, ojcze? Zagaił w końcu, gdy ksiądz skończył modły.
-
Ricardo
Tak,oczywiście....,po to tu jestem by nieść słowo Boże i ukojenie dla strudzonych i zbłąkanych dusz....,zapraszam do mojego namiotu....
Inigo
Dobra,dobra,tak się zawsze mówi hehe - rzekł Enrique w międzyczasie wyjmując karty i sprawnie je tasując - Wejście za 5 z podbijaniem? - czujesz że masz coraz większą ochotę na grę,chyba zbyt dawno nie czułeś adrenaliny i emocji temu towarzyszącemu....
Techniczny
Negatywny wynik na test SW Inigo ale nieznacznie
-
Ricardo
Skinął mu głową i pozwolił poprowadzić się do namiotu.