Catherine
Dziękuję,miła jesteś.... - odparła z uśmiechem w reakcji na to jak się nią zajęła....,po chwili dodała by podtrzymać rozmowę - To skąd jesteś?Twoja królowa musi Ci ufać....
Wersja do druku
Catherine
Dziękuję,miła jesteś.... - odparła z uśmiechem w reakcji na to jak się nią zajęła....,po chwili dodała by podtrzymać rozmowę - To skąd jesteś?Twoja królowa musi Ci ufać....
Catherine:
Z Veccavii... A ufa mi, bo jestem jej siostrzenicą... Nie chciałam jednak wieść życia damy dworu, bo tyle by mnie czekało jako księżniczkę, zamiast tego wstąpiłam do królewskiej gwardii, by zaznać prawdziwej przygody... No i tak trafiłam tutaj - odrzekła Margaret cały czas trzymając szmatkę przy Twym czole.
Catherine
Wiesz że masz przed sobą plebejuszkę? - zapytała nagle,zupełnie szczerze,nie miała na myśli żadnych podtekstów czy wyrzutów w jej stronę,bardziej była zaciekawiona tym czy kolejna szlachcianka nie zwraca uwagi na jej pochodzenie....
Catherine:
Mam przed sobą kobietę, a każda kobieta zasługuje na szacunek. Nie jesteś przebrzydłym mężczyzną, zwłaszcza niewykastrowanym, jakich tu pełno - rzekła, opierając się delikatnie o Ciebie i nie puszczając dłoni z czoła.
Catherine
Zachichotała radośnie,po czym odparła - Słodka jesteś,ale mężczyźni nie są tacy źli,przynajmniej niektórzy z.... - nagle urwała,przez chwilę przypominając sobie o tym który był jej ojcem tylko z nazwy,przymknęła oczy,a łza spłynęła jej po policzku....
Catherine:
Który cię skrzywdził? Który!? Spytała nagle zdenerwowana Margaret, łapiąc Cię za dłoń i patrząc w oczy, drugą ręką ocierając Twe łzy.
Catherine
On już nie żyje....,to był prawdziwy potwór,zły człowiek....mój ojciec....,sama bym go zabiła gdybym mogła.... - odparła lekko zaskoczona tym że tak się przejęła jej smutkiem....Delikatnie oparła o nią swoją głowę szukając pocieszenia i roniąc kolejne łzy....
Kersijana
Odwzajemniła pocałunek, gdyż nastrój wieczoru, jego urok i czar był zbyt wielki. Jako Nordolka kochała przyrodę i wszystko co miała ona do zaoferowania. Była tez bardzo wrażliwa na jej uroki.... Elf sprawił też to że jej uśpione żądze i pragnienia powoli się budziły.
Odwzajemniała ten pocałunek bardzo delikatnie i ciepło, ale nie z wielkim i narastającym podnieceniem. Jej delikatności i uczucie ktróre wlewała w ten pocałunek powodowały raczej chęć pielęgnacji i dojrzewania związku który miał szansę się narodzić... Była zauroczona i zafascynowana Elfem i nie mogła temu zaprzeczyć, i bała się coś spłoszyć...
Powoli i z wielką niechęcią po dość długiej chwili całowania przerwała w końcu go. Popatrzyła przez chwilę jeszcze w oczy Elfa by w końcu położyć głowę na jego ramieniu....
Zaraz zniknie słońce... Musimy wracać.... Powiedziała głosem dającym do zrozumienia, że czuje się spokojna i bezpieczna przy nim, ale nie jest chyba jeszcze gotowa...... nie spodziewała się takiego obrotu sprawy... Nie żeby była niezadowolona,....... Burza mózgu, hormony, motyl w brzuchu.... to wszystko powodowało, że Kersi nie myślała racjonalnie... Po prawdzie nie chciała wracać, ale tez i nie mogła tu sama z Nim zostać.... A może mogła? Słońce było już coraz niżej i jego promienie jeszcze ledwo ogrzewało ich twarze, ale za chwilę zostawi ich w swojej intymności. Za plecami pewnie już pierwsze ciekawskie gwiazdy dyskretnie uśmiechając się przyglądały im się....
Kersi wtuliła swoje dłonie w dłonie Swego rycerza..... Swego? to chyba jeszcze za wcześnie powiedziane.... Ale nadzieja,, tak nadzieja i dobre myśli, które zawsze jej towarzyszyły pozwalały jej przynajmniej ją mieć....
Techniczny
Dziś będę dopiero około 23 przy kompie..... W zależności od tego co Elf zrobi,,, Kersi mu da, albo nie da :P
Kersijana:
Wracać powiadasz... Poczekajmy jeszcze chwilę, jeszcze słońce nie zaszło, pozwól mi podziwiać twą urodę póki jego promienie ją oświetlają... Odparł rycerz patrząc w Twe oczy i czule, delikatnie pieszcząc Twe dłonie swoimi.
Catherine:
Margaret czule, z przyjacielską troską Cię przytuliła, głaszcząc delikatnie po włosach. Już dobrze, nie płacz Catherine...
Arstan:
Natychmiast zwróciłeś na siebie uwagę kilku zbrojnych z zewnątrz, którzy z wielkimi oczami spojrzeli w Twą obnażoną męskość... Tymczasem z namiotu słyszysz krzyk - wracaj! Dam ci jeść ale bierz mnie, bierz mnie!
Catherine
Jesteś dla mnie taka dobra a ledwo się znamy.... - powiedziała cicho dając jej się przytulić i lekko pociągając nosem....