Catherine
Więcej bólu mi sprawi jej cierpienie wywołane tym że zaraz umrę i świadomość jak wielkim obciążeniem dla niej będę....Nie wiem czy to zniosę Margaret....
Wersja do druku
Catherine
Więcej bólu mi sprawi jej cierpienie wywołane tym że zaraz umrę i świadomość jak wielkim obciążeniem dla niej będę....Nie wiem czy to zniosę Margaret....
Catherine:
Zniesiesz, jesteś silna... Szepnęła przykładając sobie Twą twarz do swojej.
Catherine
Ale jak mam być szczęśliwa wiedząc co mnie czeka?Ja chyba nie chcę dożyć starości,wolę umrzeć zanim to się stanie niż cierpieć przy podnoszeniu się z łoża i bać się spojrzeć w lustro wiedząc jaka jestem szkaradna....A mama dalej będzie jak teraz,to okropne.... - powiedziała łamiącym się głosem i rozpłakała w ramię przyjaciółki
Catherine:
Cśśś nie płacz kochanie... Szepnęła utulając Cię i lekko kołysając Tobą, byś się uspokoiła.
Catherine
Płakała gorzko,wylewając kolejne morze łez w jej ramię,nie liczyła na to że przyjaciółka nagle znajdzie jakieś cudowne rozwiązanie jej problemów,chciała się po prostu z kimś podzielić tym jak bardzo cierpiała i cieszyła się z tego że mogła nareszcie to zrobić,bowiem mówienie tego siostrom a zwłaszcza mamie nie było możliwe....
Catherine:
Po pewnym czasie, gdy już wylałaś wiele łez na ramieniu swej przyjaciółki, ta szepnęła - chodź skarbie, jakoś pójdziemy do szpitala a tam Lilly się nami zajmie. Tylko... Tylko przed nią też będę się wstydziła rozebrać...
Catherine
Dlaczego?Przecież to kobieta i nasza przyjaciółka,spałyście razem.... - wyjąkała powoli ocierając łzy,zdawała sobie sprawę z tego że jej przyjaciółka ma rację i nie mogą przesiedzieć tutaj całego dnia zwłaszcza że obie potrzebowały pomocy....
Catherine:
Ale od razu właziłam pod kołdrę by nie widziała... Odparła.
Catherine
Jak będę przy Tobie to się nie będziesz wstydzić?Opatrzy nas obie a ja będę trzymała Cię za rękę,dobrze? - rzekła wciąż tuląc się do przyjaciółki
Catherine:
Dobrze... Mam nadzieję - szepnęła znów nieco wystraszona.
Catherine
Wybacz,sama bym to zrobiła ale nie potrafię....Nie znam się na uzdrawianiu jak Rita,Lilly czy....no wiesz.... - rzekła powoli się podnosząc i pomagając także wstać Margaret
Catherine:
No wiem - Margaret wstała jakoś z Twoją pomocą i obie udałyście się w stronę szpitala. Oni dziwnie na mnie patrzą, widzieli mnie nago - rzuciła.
Catherine
Nie widzieli,masz bandaż kochanie,pamiętaj.... - odparła szukając wzrokiem Lilly
Catherine:
Gdy powoli dotarłyście za mury miasta, zauważyłyście Lilly tuż za bramą. Siedzi przy Tristanie, a obok niej Adela wtulona w Kersijanę i śpiąca... Uroczo razem wyglądają.
Kersijana:
Wkrótce wróciła Catherine, podtrzymując Margaret, która zrobiła sobie coś w nogę.
Catherine
Westchnęła ciężko na widok jaki zastała,mimo że lekko mówiąc nie była nim zachwycona to postanowiła zignorować "ciocię" swojej siostry i nie odzywać się do niej,jak zwykle zresztą....Ze wszystkich poznanych przez nią osób tylko o Arstanie miała gorsze mniemanie,nie ufała jej za grosz i nie sądziła by była w niej choć odrobina dobra czy szlachetności.... - I co z nim Lilly?Widziałaś Betty i mamę?Albo Ritę? - zapytała cicho swoją przyjaciółkę tak by nie zbudzić śpiącej siostry
Kersijana
Uśmiechnęła się widząc Cathy i Margaret nie dlatego, że lubiła wojowniczkę ale z czystej przyzwoitości. Przecie to logiczne, że widząc kogoś znajomego, kto wraca z bitwy musi owocować choć minimalną ulgą, świadczącą przynajmniej o tym, że jeszcze wróg ich nie pokonał... Uśmiech ten jednak przerodził się w pełen troski i bólu gdy zobaczyła, że z nogą Margaret nie jest najlepiej... Postanowiła jednak nie wychodzić przed szereg i ofiarować swoja pomoc nieproszona... Z jaj ust nie wydobył się jednak żaden dźwięk... żadne westchnienie... ot tylko ten uśmiech... Przytuliła delikatnie śpiącą Adelę...
Lilly podbiegła szybko do Catherine oraz Margaret i pomogła usadzić wygodnie Veccaviankę. Nie, nie widziałam ich, a co do Tristana to opatrzyłam mu rany, musi teraz tylko odpoczywać dużo. Uzdrowicielka spojrzała na obandażowaną nogę kobiety.
Tymczasem przez bramę wjechał do miasta Elrohir dumnie, trzymając jedną rękę na biodrze. Uśmiechnął się do Kersijany z początku, ale zmarszczył brwi widząc jak tuli ludzką dziewczynkę...
Catherine
Ulżyło jej na wieść o stanie Tristana zaś gdy dostrzegła zachowanie elfa pomyślała - Oboje są siebie warci.... - nie zaprzątała sobie jednak nimi dłużej głowy i rzekła do Lilly - Skręciła kostkę....Może przejdziemy w jakieś bardziej ustronne miejsce?Wiesz,że Margaret nie chce nikomu pokazywać stóp....Albo masz coś żeby ją zasłonić?
Kersijana
Gdy dostrzegła Elrohira na twarzy elfki można było odczytać wielką ulgę... Dostrzegła jego niezadowolenie i domyślała się jaki jest tego powód, ale nie przejęła się zbytnio tym.
Znała Go na tyle dobrze już by wiedzieć, że to tylko pozory, że w głębi serca jest dobry i więcej w nim człowieczeństwa niż w niejednym człowieku....
Tak wiem, ale trzeba by jakoś też Tristana przenieść, a z nim chyba i we dwie teraz rady nie damy... A samego go tu nie zostawię - odparła Lilly.
Elrohir podjechał bliżej i zsiadł z konia zatrzymując sie przed Kersijaną. Czasem chyba człeczynom pomóc możemy, za to że dzielnie walczyli, prawda? Uśmiechnął się do ukochanej, a potem mrugnął okiem do Catherine.
Kersijana
Udała, że nie widziała mrugnięcia okiem do Cathy... Nie chciała teraz się kłócić... Czy już po wszystkim? zapytała... Jatu już nam nie zagrażają?
Catherine
Wiem....Ledwo tu doszłyśmy,jestem wyczerpana....Też nie chcę go tu zostawiać.... - odparła z ciężkim westchnięciem,zaś gdy usłyszała słowa elfa a potem dostrzegła jego mrugnięcie aż zamarła z niedowierzania,nie sądziła że stać go na podobny gest i myślała że gardzi wszystkimi bez wyjątku....Jednak po chwili konsternacji skinęła mu delikatnie głową i wróciła do rozmyślań nad tym jak by tu przenieść Tristana....Rozejrzała się za ewentualnymi rękami do pomocy jednak jej wzrok za każdym razem zatrzymywał się na Elrohirze bowiem okazał się być jedynym mężczyzną w zasięgu wzroku.... - Ehh,teraz to by się mama przydała,jej by posłuchał na pewno....No ale trudno,nie zaszkodzi spróbować.... - pomyślała i podeszła do niego mówiąc - Przepraszam że wam przeszkadzam ale czy pomógł byś nam przenieść Tristana do lazaretu? Same nie damy rady,Margaret ma skręconą kostkę,ja ledwo stoję a Lilly przecież go nie uniesie....
Już po wszystkim moja miła, Jatu rozgromieni uciekają z podkulonymi ogonami. Nieprędko wrócą, wielu martwych zostawili na polu - odparł Elrohir ukochanej. Spojrzał po tym na rudowłosą i nic jej nie odpowiadając, rzekł do Lilly - weź go krótkoucha za nogi, bo nawet ja go sam nie uniosę, bicie człeczyn jest... Absorbujące. Kersi, idziesz z nami? Rycerz Brzasku wziął Tristana pod pachami, a uzdrowicielka za nogi i zaczęli go nieść do szpitala.
Catherine
Spojrzała na niego z wdzięcznością jednak także nie rzekła ani słowa,zamiast tego podeszła do Margaret i ponownie pomogła jej wstać choć przyszło jej to z dużym trudem....
Kersijana
Nie chciała budzić Adeli... Tak słodko spała, ale będąc sama ranna w rękę nie mogła jej podnieść... Pogłaskała ją delikatnie po głowie... Zbudź się śliczna księżniczko.... Sprawdzimy czy w szpitalu nie potrzebują pomocy....
Kersijana:
Adela zbudziła się, mrużąc oczkami. Mruknęła cicho i uśmiechnęła się do Ciebie, nie zauważając jeszcze siostry.
Catherine:
Cathy co to będzie, ja się nie rozbiorę w szpitalu, nie ma mowy - rzekła stanowczo Margaret, gdy zaczęłaś ją prowadzić.
Catherine
Spokojnie....Jakoś Cię zakryjemy,nikt Cię nie zobaczy poza mną i Lilly.... - rzekła łagodnie choć w duchu robiła się coraz bardziej poirytowana przesadnym jej zdaniem zachowaniem Margaret....
Kersijana
Wiesz.... Teraz jeszcze tylko opatrzymy rany potrzebującym... A potem wsiądziemy na Mirillia Lassi i pognamy ku słońcu..... Chcesz? Kersi zapytała z uśmiechem na ustach....
Catherine zaprowadziła swoją przyjaciółkę do szpitala, gdzie zajęła się nią Lilly, mimo pewnych problemów spowodowanych fobią Margaret. Później uzdrowicielka wraz z Kersijaną opiekowała się rannymi...
W tym samym czasie Lothiriel spotkała się ze swym mężem. Obydwoje wpadli sobie natychmiast w ramiona, ale po początkowej radości nadszedł wielki smutek, gdy królowa wyznała, że ma przybrane córki i nigdy ich nie opuści, a także że zamierza wyrzec się korony... Załamany władca Noldorów zebrał wszystkich swoich rycerzy za wyjątkiem Elrohira i wrócił do Elacrai. Jatu uciekli z podkulonym ogonem, poświęcając najbliższy czas na lizanie ran. Bitwa pod Larią, w czasie której Beatrice przeszła swój prawdziwy chrzest jako przywódczyni, stała się początkiem wojny, której celem jest ustanowienie królestwa Pendoru...
Koniec.
Punkty doświadczenia:
Catherine - 8 (dobre odgrywanie, ogólnie bez zarzutów)
Kersijana - 7 (tu miałem problem, bo Kersi raz była naprawdę dobrą kobietą o gołębim sercu, a innym razem drugą wersją Reni... Dlatego dałem minusowy PD).
Dzięki za grę.
I ja dziękuję...
Ogólnie super przygoda. Choć przyznam, że bardzo dziwnie mi się grało od momentu kiedy tylko dwoje BG zostało, do tego nienawidzące się wzajemnie i praktycznie unikające na każdym kroku. Gra z samymi NPC to chyba nie o to chodzi w pbf... :P
Chętnie zagram w następnym epizodzie ale pod warunkiem, że znajdzie się więcej graczy, w przeciwnym wypadku nie wiem czy jest sens ciągnąć tą przygodę...
I ja dziękuję,grało się bardzo fajnie ;)
Techniczny
Jeździectwo na 4 za 4
noldorski styl jazdy za 3
7 wydane,1 chomikuje :P
Lothiriel/mama - Jest do mnie taka podobna,różni nas tylko to że jej dobroć nie zna niemal żadnych granic....No i to że jest noldorką,nieśmiertelną istotą która przeżyje nas wszystkich,to nas najbardziej dzieli i kładzie się cieniem na naszej relacji....
Siostry - Obie kocham tak samo mocno,różnimy się od siebie ale to nie ma znaczenia,łączy nas bowiem szczera i niezwykle silna więź,taka jaka może powstać tylko między rodzeństwem....Bez wahania skoczyły byśmy za sobą w ogień i bezgranicznie się kochamy....
Rita - Urocza,piękna,czasem wredna,troszczy się o bliskich no i o szczerym sercu,prawie jak bym mówiła o sobie....Właśnie dlatego tak dobrze się rozumiemy.....
Margaret - Szalona i porywcza Veccavianka która obdarzyła mnie szczerym uczuciem....Odwzajemnionym ale nie do końca tak jak by tego chciała,także ją kocham jednak jak przyjaciółkę nie zaś kochankę,choć kilka razy zrobiło mi się gorąco od jej śmiałego zachowania to jednak nie jest to czego pragnę dla siebie....
Lilly - Moja kochana przyjaciółka,bardzo podobna do mnie i mamy ze względu na taką samą troskę jaką przejawia wobec innych....Powiedziała bym że jesteśmy jak dwie krople wody jednak jestem nieco wredniejsza od niej hihi
Ealdred - Na pierwszy rzut oka srogi i chamowaty mężczyzna a tak naprawdę dobry i szlachetny.Obdarzyliśmy się szczerą przyjaźnią....
Tristan - Gdyby ktoś mnie zapytał jaki powinien być prawdziwy i dobry rycerz to wskazała bym mu właśnie jego,nie podoba mi się tylko jego porywczy charakter,i to ze lubi się popisywać jednak poza tym nie widzę w nim innych wad....No może jeszcze to że bywa czasem strasznie nachalny i nie rozumie co do niego mówię....Muszę go lepiej poznać jednak już zaskarbił sobie moją szczerą sympatię....
Elrohir - Przez długi czas go szczerze nie lubiłam....Jednak chyba zbyt surowo go oceniałam jak się okazało po ostatniej bitwie....Może i gardzi ludźmi ale jest przy tym szlachetny i potrafi docenić dobre cechy nawet u nas,zwłaszcza waleczność....Wielkiej przyjaźni między nami nie było i nie będzie ale za to coś na kształt chłodnego,wzajemnego szacunek już tak....